Końcówka 2025 roku przyniosła zespołowi Kult ogromne wizerunkowe trzęsienie ziemi. Występ formacji z 29 listopada w Zielonej Górze wywołał lawinę negatywnych komentarzy, a wszystko przez fatalną dyspozycję wokalisty. Kazik Staszewski miał poważne problemy z artykulacją, gubił rytm i mylił repertuar, a w jego przemowach do publiczności brakowało logiki. Zbulwersowani fani natychmiast zarzucili mu nietrzeźwość, co sam gwiazdor niedługo później potwierdził w oficjalnym komunikacie. Wokalista przyznał się do spożycia alkoholu i fatalnego samopoczucia, dodając przy tym, że „stał się karykaturą samego siebie”. Lider legendarnej grupy zapowiedział wówczas znaczne ograniczenie swojej aktywności estradowej, jednak prawdziwy dramat miał dopiero nadejść.
Walka o życie Kazika Staszewskiego na Teneryfie
Zaledwie kilka dni po nieszczęsnym incydencie, formacja miała zagrać dwa koncerty na Teneryfie. Dzień przed pierwszym z nich doszło do dramatu – Kazik Staszewski trafił na oddział intensywnej terapii z podejrzeniem sepsy. Sytuacja była krytyczna, a sam artysta przyznał później, że dosłownie otarł się o śmierć. Hiszpańskie występy ostatecznie się odbyły, ale po raz pierwszy w historii zespołu zabrakło na nich frontmana. Niedługo potem management Kultu ogłosił przerwę w trasie na początek 2026 roku, by dać wokaliście niezbędny czas na regenerację. Z biegiem tygodni w mediach zaczęły się jednak pojawiać ogłoszenia o nadchodzących letnich koncertach, między innymi w ramach Męskiego Grania oraz festiwalu Rockowizna.
Jak się okazuje, fani mogą liczyć na znacznie więcej okazji do usłyszenia zespołu na żywo. W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim muzyk zdradził plany wielkiego powrotu na Teneryfę, który ma nastąpić pod koniec bieżącego roku. W tym samym, pierwszym od czasu skandalu wywiadzie, piosenkarz postanowił ostatecznie rozliczyć się z wydarzeniami z Zielonej Góry, ujawniając dotąd nieznane fakty.
Kazik Staszewski o alkoholu i kulisach wpadki na scenie
Wątek fatalnego występu został poruszony już na samym początku rozmowy. Kazik Staszewski bez owijania w bawełnę stwierdził, że pojawienie się tamtego wieczoru przed publicznością było jego gigantycznym błędem, którego nie potrafi sobie wybaczyć. Lider Kultu wciąż bije się w pierś, ujawniając jednocześnie ciąg niefortunnych zdarzeń, które doprowadziły do tamtej katastrofy.
Artysta wyznał, że na długo przed feralnym wyjściem na scenę cierpiał na niezwykle silne, narastające bóle brzucha. Zamiast skonsultować się ze specjalistą, zachował ten fakt w tajemnicy nawet przed własną żoną i zaczął na nowo sięgać po mocne trunki. Muzyk opowiedział Bogdanowi Rymanowskiemu o wewnętrznej polityce zespołu, która nakazuje badanie alkomatem przed każdym występem. Jesienią odstąpiono jednak od tej reguły z powodu nieobecności menedżera. Co ciekawe, w Zielonej Górze opiekun zespołu był już z powrotem na miejscu, ale mimo to wokalista wypił przed koncertem cztery shoty whisky. To właśnie ta lekkomyślna decyzja przesądziła o późniejszej kompromitacji w blasku reflektorów.
Gwiazdor z całą mocą podkreślił, że nie urwał mu się film i doskonale pamięta przebieg całego widowiska. Wokalista Kultu widział zniesmaczonych fanów opuszczających salę przed końcem koncertu i miał pełną świadomość, że właśnie na własne życzenie wywołał gigantyczny kryzys wizerunkowy.
Jesteśmy w listopadzie, mnie już boli coraz bardziej, ale zajmę się tym, gdy już się to wszystko skończy. [...] Ostatni raz, gdy u Ciebie byłem, to była pełna abstynencja, ale tej jesieni było już tak, z jednej strony stresująco, nie mówię, że zacząłem się wspomagać alkoholem, jak tych bóli dostałem, to się już wcześniej zaczęło. Jakbym tak radykalnie do tych zakazów podchodził, które sobie sam wyznaczyłem, to by tego nie było. Ale ja zluzowałem [...]. Z czasem, gdy ten ból mi dokuczał, to ten alkohol też robił dobrze. Znaczy, na drugi dzień znowu się pojawiał - i coraz bardziej, coraz bardziej. [...] W połowie listopada to już było bardzo dokuczliwe. [...] Pamiętam, że siedziałem w hotelu i zwijałem się z bólu i okazało się, że przesadziłem - wyszedłem na scenę w stanie kompletnie nie nadającym się do wyjścia na scenę. [...] Miałem świadomość, że to jest dramat - opowiada Kazik Staszewski u Bogdana Rymanowskiego.
Kult wraca do gry. Lider zespołu zapowiada duże zmiany
Dramat zdrowotny nie zakończył się niestety na wyspiarskim szpitalu. Po powrocie do kraju artysta ponownie zmagał się z potwornym bólem, a jego leczenie było kontynuowane w polskich placówkach, gdzie znów w pewnym momencie walczył o przetrwanie. Dzieląc się z dziennikarzem wstrząsającymi szczegółami pobytu na zagranicznym OIOM-ie, wyznał, że przez długie miesiące całkowicie porzucił tworzenie nowej muzyki. Choć z niecierpliwością czeka na wznowienie trasy koncertowej, perspektywa powrotu na Teneryfę wciąż budzi w nim spory, w pełni zrozumiały niepokój. Podobne obawy towarzyszą mu zresztą przed każdym kolejnym wyjściem na krajowe sceny. Staszewski oficjalnie zapowiedział, że nadchodzące występy Kultu będą miały nieco krótszą formułę, a on sam zamierza znacznie oszczędzać siły fizyczne w trakcie interakcji z publicznością.