We wrześniu tego roku minęły już dwa lata, od kiedy Emily Armstrong pełni rolę wokalistki w zespole Linkin Park. Artystka dołączyła do składu formacji około siedem lat po samobójczej śmierci jej wieloletniego frontmana Chestera Benningtona i okresie zawieszenia, w jakim po tym tragicznym zdarzeniu znalazła się formacja.
Powrót Linkin Park na sceny, do tego w nowym kształcie i z premierowymi dźwiękami, stał się się prawdziwą popkulturową sensacją na skalę światową i był szeroko komentowany. Fakt, iż miejsce tak cenionego wokalisty w Linkin Park zajęła kobieta był dla wielu i wiele prawdziwym szokiem i stał się przedmiotem nie tylko dyskusji, ale także krytyki. Sama Emily odnosiła się do niej do tej pory raczej zdawkowo, teraz zdecydowała się to zrobić nieco obszerniej.
Emily Armstrong o krytyce i swojej pozycji w zespole Linkin Park
Wokalistka udzieliła obszernego wywiadu dla magazynu "Harpes Baazar", okazją ku czemu stała się premiera filmu dokumentalnego, skupiającego się właśnie na kwestii reaktywacji Linkin Park. W rozmowie Emily otwarcie mówi, że od samego początku było jasne, że nikt nie wymaga od niej, aby stała się Chesterem - zaznacza, że ona sama dobrze wiedziała przy tym, że jest to niemożliwe.
Armstrong opowiada, że nie da się podrobić Benningtona w żadnym aspekcie, tak wokalnym, jak i emocjonalnym. Dodaje, że fakt, że od młodych lat była fanką Linkin Park i śpiewała, także dla samej siebie, utwory kapeli sprawia, że dziś jest ona w stanie przedstawić publiczności swoją własną ich interpretację.
Chestera Benningtona nie mógł zastąpić mężczyzna?
W tym samym wywiadzie Emily mówi, że jej zdaniem Chestera Benningtona nie mógł zastąpić inny wokalista. Jest przekonana, że taka osoba mierzyłaby się z ciągłymi porównaniami. Ona sama zaznacza, że jest pewna swoich umiejętności i tego, co jest w stanie dać od siebie zespołowi.
Po pierwsze, wiem, kim jestem i co mogę wnieść. Po drugie, cieszę się, że nie wybrano mężczyzny. Tak jest łatwiej, bo gdyby to był mężczyzna, to byłby nieustannie porównywany… To nie tak, że szukali konkretnie kobiety. Nie robiliśmy tego, by coś udowodnić, więc na wszelką krytykę reagowałam w stylu: „Tak? Skoro to cię tak drażni, to nic na to nie poradzę” - mówi Emily Armstrong.