Dzień, w którym Black Sabbath zagrali ostatni koncert w ramach pożegnalną trasy
Ostatni etap działalności legendarnego zespołu rozpoczął się oficjalnie, tak naprawdę, w listopadzie 2011. Wokalista Ozzy Osbourne, gitarzysta Tony Iommi, basista Geezer Butler i perkusista Bill Ward ogłosili reaktywację w słynnym klubie Whisky a Go Go w Los Angeles. Świat muzyki rockowej właśnie wtedy wstrzymał oddech. Grupa Black Sabbath zapowiedziała nie tylko koncerty, ale także premierowy album. Rzeczywistość, jak się okazało, szybko zweryfikowała wcześniejsze założenia. Występy doszły do skutku, płyta również powstała i ukazała się na rynku, ale w tym wszystkim udziału nie wziął perkusista. Poszło oczywiście o kwestie finansowe. Panowie się nie dogadali, więc w studiu pozostałych muzyków wsparł Brad Wilk (znany z Rage Against The Machine), z kolei w trakcie występów za bębnami zasiadł Tommy Clufetos, który grał w solowym zespole Osbourne’a.
Spełnione marzenie
Między 2012 a 2014 zespół zagrał łącznie ponad 90 koncertów. W przestrzeni medialnej zaczęły pojawiać się informacje, że następca krążka 13 (2013) jest już na horyzoncie. Zamiast tego, przyszła pora na ogłoszenie... pożegnalnej trasy pod wszystko mówiącym szyldem: The End. Rozpoczęła się ona w styczniu 2016. Swoim zasięgiem objęła Amerykę Północną, Australię, a także Europę, w tym Polskę. W lipcu Sabbathów mogliśmy zobaczyć w krakowskiej Tauron Arenie. Ostatni występ zaplanowano z kolei na 4 lutego 2017. Oczywiście, w rodzinnych stronach.
Birmingham to nie tylko "miasto tysiąca rzemiosł", ale przede wszystkim kolebka ciężkiego brzmienia. Pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku czwórka młodych facetów postanowiła powołać do życia grupę, która złotymi zgłoskami zapisała się w historii muzyki rockowej. – Pamiętam, jak grałem w pubie Crown w Birmingham i pomyślałem: "To wystarczy na kilka lat – wypijemy parę piw i pogramy". Ale to był początek najwspanialszej przygody, jaką można sobie wyobrazić. Przeżyłem z grupą wspaniałe chwile. Jedną z rzeczy, z których jestem najbardziej dumny, jest fakt, że Black Sabbath nie był zespołem stworzonym przez jakiegoś wielkiego potentata. To czterech gości powiedziało: "Spełnijmy marzenie". Spełniło się ono w stopniu przekraczającym nasze najśmielsze oczekiwania – przyznał Ozzy Osbourne w rozmowie dla BBC tuż przed koncertami w Genting Arenie. Zespół zagrał w hali w Birmingham 2 i 4 lutego 2017. Do miasta przyjechali fani z całego świata. Wszyscy chcieli oddać hołd muzykom i się z nimi pożegnać.
Blisko łez
Koncert był celebracją klasyki. Nie było miejsca na eksperymenty – publiczność otrzymała to, co najlepsze. Na scenie trzech członków oryginalnego składu plus wspomniany Clufetos, a także klawiszowiec Adam Wakeman. Ten wyjątkowy wieczór otworzyły złowieszcze dzwony i deszcz z Black Sabbath, tytułowego utworu z debiutanckiego albumu z 1970, a całość zakończył nieśmiertelny hymn Paranoid, bez którego ciężko sobie wyobrazić historię BS.
– Odkąd wszedłem do tego budynku, byłem i szczęśliwy, i bliski łez – powiedział Książe Ciemności, który nie krył swoich emocji przed finałowym koncertem, na który złożyło się łącznie 16 kompozycji. Podobnie jak fani. Każdy utwór niósł ze sobą wspomnienia i poczucie zamknięcia pewnej epoki. Ostatnia piosenka była zresztą transmitowana na żywo na fanpage’u grupy na Facebooku, żeby każdy mógł być "świadkiem" tego momentu.
Trzeba także przypomnieć, że w trakcie koncertów w ramach pożegnalnej trasy sprzedawano EP-kę The End, na której znalazły się cztery niepublikowane utwory pochodzące z sesji nagraniowych do 13, a także cztery koncertowe numery nagrane w 2013 i 2014. Ostatni występ nie mógł nie zostać profesjonalnie zarejestrowany. Pod koniec września 2017 premierę miał film The End of the End, wyreżyserowany przez Dicka Carruthersa, który był wyświetlany w kinach na całym świecie, a później trafił na nośniki fizyczne. Prawdziwym rarytasem okazał się dodatek The Angelic Sessions. Panowie kilka dni po ostatnim koncercie spotkali się w studiu i na żywo nagrali pięć utworów, których zabrakło w setliście.
Osiem lat później Birmingham znów stało się centrum metalowego świata. Tym razem nie w hali, lecz na stadionie Villa Park. Miejscu większym i bardziej monumentalnym. Występ Black Sabbath, w ramach wydarzenia Back to the Beginning, był symboliczny. 5 lipca 2025, na sam finał imprezy, usłyszeliśmy tylko cztery utwory. Ale za to zagrane w oryginalnym składzie. To nie było unieważnienie pożegnania z Genting Areny. Wręcz przeciwnie: ten (mini)koncert nadał całości nowy sens. Jeśli 2017 był kropką, to 2025 stał się przypisem. Głośnym i widocznym. Chwilę później, 22 lipca, z tego świata odszedł Ozzy Osbourne. Tym samym historia Black Sabbath definitywnie dobiegła końca...