Bob Dylan podłączył gitarę do prądu. Tak narodził się folk-rock i wielki skandal w Newport

W 1965 roku podczas festiwalu w Newport Bob Dylan na zawsze zmienił oblicze muzyki rockowej. Artysta porzucił akustyczne brzmienie na rzecz głośnej gitary elektrycznej, co doprowadziło do fali buczenia i oskarżeń o zdradę. Ten historyczny występ zakończył epokę grzecznego folku i wyznaczył nowy kierunek dla całego pokolenia muzyków.

Zbliżenie na Boba Dylana w czarnej marynarce i koszuli z kropkowaną apaszką, z charakterystycznymi kręconymi włosami i niebieskimi oczami. To ikona folk-rocka, o której występie na festiwalu w Newport przeczytasz więcej na naszym portalu.
Autor: Raph_PH/ CC BY-SA 2.0
Muzyka rockowa lat 70-tych - zagranica

Bunt w Newport. Dlaczego Bob Dylan zamienił gitarę akustyczną na prąd?

Do lata 1965 roku Bob Dylan był niekwestionowanym królem sceny folkowej i głosem młodego pokolenia. Fani kojarzyli go głównie z akustyczną gitarą, harmonijką ustną i tekstami o zabarwieniu politycznym, które śpiewały całe Stany Zjednoczone. Jednak 25 lipca 1965 roku na festiwalu w Newport doszło do wydarzenia, którego ortodoksyjni słuchacze nie mogli mu wybaczyć. Dylan wyszedł na scenę nie sam, a z elektryczną kapelą bluesową i zamiast tradycyjnego, surowego brzmienia, zaserwował publiczności ogromną dawkę decybeli. Już sam jego wygląd wywołał poruszenie, ponieważ zamiast roboczej koszuli, w której zwykle występowali folkowcy, muzyk założył czarną skórzaną kurtkę i modne sztyblety, przypominając bardziej gwiazdę rocka z Londynu niż poetę z Minnesoty.

Zespół, w którym znaleźli się muzycy z grupy Paula Butterfielda oraz Al Kooper na organach, zagrał tylko trzy utwory, w tym świeżo wydany singiel "Like a Rolling Stone". Brzmienie było chaotyczne i bardzo głośne, co wynikało z faktu, że ekipa miała czas tylko na jedną, krótką próbę przed koncertem. Publiczność przyzwyczajona do cichych, balladowych wieczorów, zareagowała agresywnym buczeniem. Dla wielu obecnych tam osób był to sygnał, że ich idol „sprzedał się” komercji i porzucił ważne ideały na rzecz głośnej, rozrywkowej muzyki, którą wtedy pogardliwie kojarzono z łatwym zarobkiem.

Buczenie i siekiera za kulisami. Fani nie wybaczyli Dylanowi głośnej muzyki

Do dziś historycy muzyki kłócą się o to, co tak naprawdę najbardziej rozwścieczyło ludzi w Newport. Jedna z teorii mówi o ideologicznej zdradzie, ale świadkowie tamtych zdarzeń często wspominają o fatalnym nagłośnieniu. System audio na festiwalu folkowym nie był przygotowany na tak mocne uderzenie, przez co gitary całkowicie zagłuszyły wokal. Fani, dla których teksty Dylana były niemal świętością, buczeli, bo po prostu nie słyszeli ani jednego słowa piosenek. Atmosferę podgrzał też fakt, że występ był bardzo krótki. Podczas gdy inni artyści grali prawie godzinne sety, Dylan po kwadransie zszedł ze sceny, co odebrano jako przejaw arogancji i braku szacunku do publiczności.

Z tym koncertem wiąże się też jedna z najsłynniejszych legend w historii rocka, dotycząca Pete’a Seegera, legendarnego muzyka i organizatora festiwalu. Seeger miał być tak wściekły na hałas generowany przez zespół Dylana, że podobno biegał za kulisami z siekierą, szukając kabli zasilających, aby je przeciąć. W rzeczywistości Seeger rzeczywiście był wściekły, ale skończyło się tylko na krzykach pod adresem akustyków. Choć siekiera nigdy nie poszła w ruch, historia ta na stałe weszła do kanonu opowieści o narodzinach folk-rocka jako symbol oporu starej gwardii przed nowymi czasami.

Oskarżenie o zdradę w Manchesterze. Słynny okrzyk "Judas!" i odpowiedź artysty

Konflikt między Dylanem a konserwatywną częścią fanów nie skończył się w Newport, ale ciągnął się przez całą jego trasę koncertową w 1966 roku. Każdy występ był podzielony na dwie części: pierwszą akustyczną, którą przyjmowano brawami, oraz drugą elektryczną, podczas której regularnie dochodziło do awantur. Najsłynniejszy incydent miał miejsce 17 maja 1966 roku w Manchesterze. Gdy Dylan przygotowywał się do zagrania finałowego utworu, z widowni padł głośny i wyraźny okrzyk: „Judasz!”. Było to najbardziej brutalne oskarżenie, jakie mógł usłyszeć muzyk, sugerujące, że zdradził swoją publiczność tak, jak biblijny apostoł zdradził Jezusa.

Nie wierzę ci. Jesteś kłamcą! Grajcie to ku***sko głośno – odpowiedział Dylan ze sceny, zwracając się do swoich muzyków z The Hawks

Po tej krótkiej wymianie zdań zespół ruszył z furią do grania "Like a Rolling Stone", wykonując wersję znacznie agresywniejszą niż ta znana z płyty. To wydarzenie, uwiecznione na oficjalnych nagraniach koncertowych, stało się symbolem artystycznej niezależności. Dylan pokazał wtedy, że nie zamierza być niewolnikiem oczekiwań fanów i że jego ewolucja jako twórcy jest ważniejsza niż sentymenty ludzi, którzy chcieli go widzieć wyłącznie z gitarą akustyczną w ręku.

Zaginiony Fender Stratocaster. Historia instrumentu odnalezionego po 50 latach

Gitara, na której Dylan zagrał ten pamiętny koncert w Newport, czyli Sunburst Fender Stratocaster z 1964 roku, przez dekady była uznawana za zaginioną. Artysta zostawił ją przypadkiem w prywatnym samolocie tuż po jednym z występów, a pilot maszyny, nie mogąc doczekać się kontaktu ze strony menedżmentu, po prostu schował ją do szafy na poddaszu. Instrument przeleżał tam blisko 50 lat, zanim córka pilota zdecydowała się sprawdzić jego autentyczność w programie telewizyjnym. W 2013 roku gitara trafiła na aukcję w domu Christie's, gdzie została sprzedana za niemal 965 tysięcy dolarów, stając się jednym z najdroższych instrumentów w historii i ostatecznym dowodem na to, jak wielkie znaczenie dla kultury miał tamten wieczór w Newport.

Galeria: Bob Dylan - 8 najlepszych coverów piosenek artysty. Jego twórczość od lat inspiruje muzyków