Biały Dom ponownie uderza w Bruce'a Springsteena! Chodzi o koncerty "Bossa"

2026-02-20 12:03

Bruce Springsteen chyba jak żaden inny artysta tak otwarcie i wprost przy różnych okazjach uderza w Donalda Trumpa i całą administrację obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. "Boss" wykorzystuje do tego przede wszystkim własną muzyczną działalność, już to jednak wystarczy, aby sprowokować do krytyki władze USA.

Bruce Springsteen

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Donald Trump to osoba, która ma na świecie równie duże grono zwolenników, co i zagorzałych przeciwników. Nie jest żadną tajemnicą fakt, że do tego drugiego grona należy muzyk, który z amerykańską kulturą kojarzy się w sposób szczególny. Bruce Springsteen, bo to o nim mowa, nigdy nie ukrywał swojej niechęci do obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Wyjątkowo mocno wybrzmiewa to teraz, gdy polityk sprawuje już drugą kadencję na stanowisku. Już w ubiegłym roku miały miejsce publiczne przepychanki między muzykiem a Trumpem, a służyły im do tego scena i platforma 'Truth Social', założona przez prezydenta Ameryki. W tym roku jednak, głownie ze względu na działania funkcjonariuszy ICE na terenie USA, zwłaszcza w Minneapolis, protesty "Bossa" przeciwko Trumpowi nabrały innego wymiaru. W styczniu światło dzienne ujrzała kompozycja Streets of Minneapolis, którą muzyk nagrał w reakcji na zabójstwo mieszkanki tego miasta, Renée Nicole Good, z rąk jednego z agentów służb.

Bruce Springsteen został miliarderem. Muzyk dołączył do elitarnego grona!

Biały Dom ponownie krytykuje Bruce'a Springsteena

Administracja Trumpa początkowo starała się udowadniać, że kolejne artystyczne działania artysty są jej całkowicie obojętne i zamierza skupiać się na swoich sukcesach i kolejnych osiągnięciach. Wygląda jednak na to, że czarę goryczy przelało ogłoszenie przez "Bossa" szczegółów wyjątkowej trasy koncertowej po ojczyźnie.

"Land of Hope and Dreams" ma w swoim zamierzeniu "pobudzenie miast do hołdu i obrony Ameryki — amerykańskiej demokracji, amerykańskiej wolności, naszej amerykańskiej konstytucji i naszego świętego amerykańskiego snu — które są atakowane przez naszego aspirującego króla i jego zbuntowany rząd w Waszyngtonie".

Padające w ogłoszeniu trasy słowa nie przypadły do gustu dyrektorowi ds. komunikacji Białego Domu. Niejaki Steven Cheung wydał dość agresywne w swojej wymowie oświadczenie, w którym nazywa "Bossa" "nieudacznikiem, którego dni chwały są już dawno za nim". Do tego zarzuca artyście często w ostatnim czasie przytaczany, ale wciąż bliżej nie zdiagnozowany "syndrom szaleństwa na punkcie Donalda Trumpa". Po raz pierwszy prezydent przypisał go zmarłemu w grudniu ubiegłego roku reżyserowi Robowi Reinerowi, również nie wyjaśniając o co dokładnie chodzi. Słowa Trumpa, ze względu na fakt, iż filmowiec i jego żona zostali zamordowani przez własnego syna, zbudziły ogromne kontrowersje.