Afera wokół Cop Killer wstrząsnęła Ameryką. Jak utwór Body Count wywołał gniew prezydenta?

W 1992 roku metalowy utwór grupy Body Count stał się przyczyną ogólnonarodowego skandalu, w który zaangażował się sam prezydent USA. Mocny tekst piosenki doprowadził do potężnego bojkotu wytwórni płytowej oraz licznych gróźb pod adresem pracowników. Ostatecznie lider zespołu zdecydował się wycofać nagranie z rynku, aby chronić swoich współpracowników.

Raper Ice-T i zespół Body Count podczas energetycznego koncertu. O skandalu wokół Cop Killer przeczytasz na EskaRock.
Autor: Andreas Lawen, Fotandi/ CC BY-SA 3.0
Najpiękniejsze rockowe ballady. Oto nasze TOP 10 najlepszych utworów

Body Count i gniew ulicy w rytmie thrash metalu

Wiosną 1992 roku na amerykańskim rynku muzycznym pojawiła się płyta, która na zawsze zmieniła postrzeganie wolności słowa w muzyce rockowej. Raper Ice-T, znany wcześniej głównie z hip-hopu, postanowił spełnić swoje marzenia o graniu ciężkiego grania i założył kapelę Body Count. Zespół grał brutalną mieszankę thrash metalu i hardcore punka, czerpiąc garściami z dokonań grup takich jak Slayer czy Suicidal Tendencies. Ich debiutancki album o tytule "Body Count" uderzał w słuchacza surową energią, ale to jeden konkretny utwór o tytule "Cop Killer" wywołał prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi.

Tekst piosenki opowiadał historię człowieka, który doprowadzony do ostateczności przez policyjną brutalność i rasizm, postanawia wziąć odwet na funkcjonariuszach. Choć Ice-T napisał te słowa rok wcześniej, premiera płyty zbiegła się w czasie z tragicznymi wydarzeniami w Los Angeles. Po uniewinnieniu policjantów, którzy brutalnie pobili Rodneya Kinga, w mieście wybuchły krwawe zamieszki. W tym napiętym klimacie utwór "Cop Killer" przestał być dla wielu jedynie fikcyjną opowieścią, a stał się niebezpiecznym manifestem, który organizacje policyjne uznały za bezpośrednie nawoływanie do morderstwa.

Prezydent Bush i policja kontra metalowa kapela

Afera nabrała ogromnego tempa, gdy do ataku na zespół ruszyli politycy z najwyższych szczebli władzy. Głos w sprawie zabrał sam prezydent George H.W. Bush, który publicznie potępił każdą firmę płytową promującą teksty o zabijaniu policjantów. Wiceprezydent Dan Quayle poszedł jeszcze dalej, nazywając album "obskurnym" i oskarżając koncern Time Warner o zarabianie pieniędzy na promowaniu przemocy. Do nagonki dołączyła Tipper Gore, znana z walki o cenzurowanie tekstów piosenek, która porównywała twórczość Ice-T do postaw antysemickich.

Sytuacja stała się poważna, gdy organizacje policyjne w całym kraju ogłosiły bojkot wytwórni. Związki zawodowe funkcjonariuszy zaczęły wycofywać miliony dolarów z funduszy emerytalnych zainwestowanych w akcje Time Warner. Presja finansowa była tak silna, że na giełdzie wybuchła panika, a zarząd giganta medialnego musiał mierzyć się z wściekłością akcjonariuszy. Policjanci i politycy domagali się całkowitego usunięcia albumu ze sklepów, traktując muzykę Body Count jako realne zagrożenie dla życia funkcjonariuszy na służbie.

Charlton Heston recytuje tekst o zabijaniu gliniarzy

Jednym z najbardziej surrealistycznych momentów tej afery było doroczne spotkanie akcjonariuszy Time Warner w Beverly Hills. Na scenę wszedł legendarny aktor Charlton Heston, znany z ról w wielkich hollywoodzkich produkcjach i zaangażowania w obronę prawa do posiadania broni. Heston, który specjalnie na tę okazję kupił udziały w firmie, postanowił ośmieszyć zarząd i zespół w specyficzny sposób. Z wielkim zacięciem aktorskim zaczął recytować najbardziej brutalne fragmenty tekstu "Cop Killer" przed zgromadzonymi ludźmi w garniturach.

Dlaczego Arnold Schwarzenegger w "Terminatorze" może wejść na komisariat, zabić kilkudziesięciu policjantów, i nikt nie pikietuje pod studiem filmowym, ale kiedy ja śpiewam o tym z perspektywy maltretowanego czarnego chłopaka, chcą mnie wsadzić do więzienia? – pytał retorycznie Ice-T w rozmowie z mediami

Lider kapeli od początku bronił swojej twórczości, tłumacząc, że wciela się w piosenkach w fikcyjne postacie, podobnie jak robią to aktorzy w filmach akcji. Ice-T podkreślał, że nikt nie oskarża twórców horrorów czy filmów sensacyjnych o szerzenie przemocy, a cała nienawiść skupiła się na nim tylko dlatego, że jest czarnoskórym artystą, który odważył się głośno powiedzieć o problemach dotykających jego społeczność.

Groźby bombowe i usunięcie utworu z płyty

Finał całej historii nie był jednak kwestią kapitulacji przed politykami, lecz dbałości o bezpieczeństwo postronnych ludzi. W lipcu 1992 roku sytuacja stała się skrajnie niebezpieczna. Do siedzib wytwórni Sire Records zacuchnęły spływać liczne groźby śmierci i telefony o podłożonych bombach. Biura w Nowym Jorku i Los Angeles musiały być kilkukrotnie ewakuowane, a pracownicy bali się o własne życie. Ice-T, widząc, że jego koledzy z firmy są fizycznie zagrożeni przez fanatyków, podjął trudną decyzję o dobrowolnym wycofaniu utworu z kolejnych wydań płyty.

Płyty-matki wróciły do studia, a około 500 000 kopii albumu zostało zastąpionych nową wersją. Z okładki zniknął napis "Cop Killer", a kontrowersyjną piosenkę zastąpił utwór "Freedom of Speech". Choć artysta wygrał moralną batalię o wolność słowa, jego relacje z wielkimi korporacjami zostały trwale uszkodzone. Niedługo później Ice-T odszedł z wytwórni Warner Bros., zabierając ze sobą wszystkie swoje nagrania i stawiając na niezależność, której nikt nie mógł mu już ograniczać.

Od wroga policji do gwiazdy policyjnego serialu

Historia zatoczyła niezwykle przewrotne koło kilka lat później. Człowiek, którego prezydent USA i tysiące funkcjonariuszy nazywało największym wrogiem policji, stał się twarzą... amerykańskich służb mundurowych w telewizji. W 2000 roku Ice-T przyjął rolę detektywa Fina Tutuoli w popularnym serialu "Prawo i porządek: Sekcja specjalna". Raper wciela się w tę postać nieprzerwanie od ponad 20 lat, stając się jednym z najdłużej grających aktorów policyjnych w historii małego ekranu.

Dzisiaj afera wokół Body Count jest wspominana jako jeden z najważniejszych momentów w historii cenzury w popkulturze XX wieku. Pokazała ona, jak wielką moc może mieć pojedynczy tekst piosenki i jak bardzo potrafi on wystraszyć ludzi u szczytów władzy. Mimo że utwór "Cop Killer" zniknął z oficjalnych reedycji na lata, legenda tego nagrania i walki o wolność artystyczną przetrwała, a sam Ice-T udowodnił, że potrafi odnaleźć się w każdej rzeczywistości – zarówno na scenie metalowej, jak i na planie filmowym.

Galeria: Oto najlepsze metalowe albumy z lat 90. według sztucznej inteligencji [TOP10]