Aerosmith potrzebowali kasy na dragi
Był marzec 1986 roku, gdy w jednym z nowojorskich studiów doszło do spotkania, które miało zresetować reguły gry. Po jednej stronie barykady stanęli giganci arena-rocka z Aerosmith, których kariera balansowała na krawędzi przez wewnętrzne wojny i uzależnienia. Po drugiej świeża krew z ulic, czyli wschodzące gwiazdy hip-hopu z Run-D.M.C., pewne swego i nieskore do artystycznych kompromisów. Owocem tego szalonego eksperymentu stała się nowa wersja kawałka „Walk This Way”, która nie tylko rozwaliła w drobny mak mur między rockiem a rapem, ale też stała się tlenem dla legendarnej kapeli i katapultowała hip-hop do światowego mainstreamu.
Run-D.M.C. gardzili muzyką Tylera i spółki
Na starcie nikt jednak nie pałał entuzjazmem. Run-DMC uważali pomysł producenta Ricka Rubina za artystyczny strzał w kolano, a muzykę Aerosmith kwitowali bezceremonialnie jako „hillbilly gibberish”, czyli bełkot wieśniaków. Byli przekonani, że taka kolaboracja pogrzebie ich uliczną wiarygodność. Z kolei dla Stevena Tylera i Joe Perry'ego propozycja była czysto biznesowa. Kwota 8000 dolarów za dzień w studiu jawiła się jako szybka fucha, pozwalająca opłacić rachunki i, no cóż, używki. Nikt wtedy nie przypuszczał, że właśnie pisze się jeden z najważniejszych rozdziałów w historii muzyki.
Polecany artykuł:
Od filmowego żartu do hiphopowego beatu
Żeby zrozumieć skalę tej rewolucji, trzeba cofnąć się do korzeni „Walk This Way”. Kawałek, który wylądował na albumie „Toys in the Attic” z 1975 roku, narodził się z czystego przypadku. Tytuł pożyczono ze sceny kultowej komedii Mela Brooksa „Młody Frankenstein”, a legendarny riff, o którego autorstwo panowie z Aerosmith kłócą się do dziś, powstał podczas niezobowiązującej próby w Honolulu. Paradoksalnie, to właśnie ten rockowy numer, a dokładnie jego potężny, perkusyjny fundament, stał się jednym z najchętniej samplowanych beatów przez pionierów hip-hopu. Mistrzowie tacy jak Grandmaster Flash zapętlali go na blokowiskach Bronksu, nie mając bladego pojęcia, że katują kawałek białych rockmanów.
Jak ratowano sesję "Walk This Way"?
Sesja z 9 marca 1986 roku wisiała na włosku i pewnie skończyłaby się totalną klapą, gdyby do akcji nie wkroczył Jam Master Jay. DJ zobaczył, że Run-DMC kompletnie nie czują rockowej konwencji, więc kazał im przestać małpować Tylera i nawinąć to tak, jak robią to u siebie, z furią i prosto z serca. To był strzał w dziesiątkę. Jakby tego było mało, w studiu przypadkiem kręcili się członkowie Beastie Boys. Kiedy Joe Perry zorientował się, że w nagraniu brakuje gitarowego dołu, jeden z młodych muzyków pognał do swojego mieszkania. Po kwadransie wrócił z basem, dokładając potężny puls, który scalił całość.
Jak jeden teledysk wskrzesił karierę Aerosmith i otworzył MTV dla rapu?
Gdy 4 lipca 1986 roku nowa wersja „Walk This Way” uderzyła w stacje radiowe, świat oszalał. Kawałek wbił się na 4. miejsce listy Billboard Hot 100, czyli wyżej niż oryginał sprzed dekady. Prawdziwą bombą okazał się jednak teledysk, w którym oba zespoły grają w sąsiednich salach prób, oddzielone symboliczną ścianą. W kulminacyjnym momencie Steven Tyler rozwija ścianę na kawałki statywem od mikrofonu, a obie ekipy kończą numer, grając ramię w ramię. Ta prosta metafora idealnie oddała to, co działo się w kulturze. Utwór przełamał segregację rasową w MTV, która do tej pory traktowała czarnych artystów po macoszemu, i wyważył z buta drzwi dla programu „Yo! MTV Raps”.
Ten jeden strzał okazał się zastrzykiem adrenaliny, który zdefiniował na nowo kariery obu ekip. Dla Aerosmith był to sygnał do walki z demonami. Wkrótce po premierze cały zespół poszedł na odwyk, a ich kolejny album „Permanent Vacation” sprzedał się w ponad pięciu milionach egzemplarzy, wskrzeszając ich karierę. Run-D.M.C. wystrzelili do stratosfery, stając się globalnymi gwiazdami i docierając do zupełnie nowej, białej publiczności. Ten jednorazowy, niechciany eksperyment, zrodzony z finansowej desperacji i artystycznej brawury, pokazał, że najgłośniejsze hymny rodzą się tam, gdzie nikt nie boi się podkręcić głośności do jedenastu. Czasem wystarczy tylko zburzyć ścianę, by stworzyć historię.