Madonna to dziś niekwestionowana ikona światowej muzyki. Choć powszechnie uznaje się, że karierę rozpoczęła w początkach lat 80., wydając w 1983 roku swój debiutancki - i z miejsca kultowy - album, zatytułowany po prostu Madonna, to faktem jest, że przed rozpoczęciem kariery solowej artystka grywała - i to wcale nie mało - w rockowych kapelach!
W samych początkach dekady, w której zadebiutowała solowo, Madonna była częścią zespołu Breakfast Club, w którym nie tylko śpiewała, ale też grała na perkusji i gitarze! Po rozpadzie związku z Danem Gilroyem Madonna z grupy odeszła i wraz z perkusistą Stephenem Brayem powołała do życia własny zespół, Emma. Związki z gitarowym światem artystka kontynuowała także w czasach kariery solowej, współpracując z Lennym Kravitzem, występując o boku Anthony'ego Kiedisa z Red Hot Chili Pappers, a nawet grając ikoniczny metalowy riff na swojej trasie koncertowej!
Ikoniczny riff Pantery zagrany przez Madonnę na jej trasie koncertowej! Jak do tego doszło?
Do takiej właśnie sytuacji doszło dokładnie w 2008 roku, kiedy to Madonna objeżdżała świat w ramach swojej kultowej trasy "Sticky & Sweet Tour". To w jej ramach, chociażby 5 grudnia podczas występu w Buenos Aires, artystka mocno zaskoczyła zebraną publiczność, gdy w trakcie grania jednej z ostatnich piosenek z setlisty, przebojowego Hung Up, ta nagle wplotła w utwór słynny riff z kawałka A New Level Pantery!
Skąd pomysł na taki gest? Miał on stanowić swego rodzaju hołd dla założyciela i gitarzysty metalowej formacji Dimebaga Darrella. Dzień wcześniej, tj. 4 grudnia, mijały cztery lata od jego nagłej śmierci w wyniku morderstwa przez fana na koncercie swojego zespołu Damageplan. Madonna zagrała słynny riff na swoim czarnym Gibson Les Paul, a partii tej nauczył ją jej wieloletni gitarzysta Monte Pittman, znany z takich formacji, jak Prong i Ministry.
Zobacz nagranie poniżej!