Adrian Smith wskazał swoje ulubione rockowe albumy. Na liście gitarzysty Iron Maiden m.in. Deep Purple
Adrian Smith to gitarzysta brytyjskiej formacji Iron Maiden, do której dołączył pod koniec 1980 roku. To był strzał w dziesiątkę – Smith stworzył z Dave'em Murrayem, z którym doskonale znał się od czasów szkolnych, jeden z najsłynniejszych gitarowych duetów w historii metalu. Muzyk wniósł do IM niesamowity zmysł do pisania chwytliwych, melodyjnych utworów. To właśnie on jest kompozytorem lub współkompozytorem takich utworów, jak Flight of Icarus, 2 Minutes to Midnight, Wasted Years czy Stranger in a Strange Land.
W 1990 Smith podjął decyzję o odejściu z Iron Maiden. Gitarzysta nie był zadowolony z kierunku muzycznego, jaki zespół chciał obrać na kolejnym albumie. Dziewięć lat później powrócił do Żelaznej Dziewicy.
Smith wielokrotnie, na przestrzeni lat, dzielił się swoimi osobistymi inspiracjami. Ostatnio, w jednym z wywiadów, wskazał trzy rockowe albumy, które trzeba znać. I do których on chętnie wraca.
Na pierwszy ogień poszedł Machine Head, album Deep Purple z 1972, na którym znalazły się tak legendarne kompozycje, jak m.in. Highway Star czy Smoke on the Water. – To krążek, który w pewnym sensie wciągnął mnie w muzykę rockową, i wciąż mogę go słuchać. Poza tym uważam, że każdy kawałek na tej płycie jest naprawdę dobry. A najfajniejsze jest to, że pierwszy prawdziwy album, jaki kiedykolwiek nagrałem, był produkowany przez Martina Bircha – tego samego, który odpowiadał za "Machine Head". Więc bez przerwy go pytałem: "Jak to zrobiliście?", albo: "W jaki sposób Ritchie tam zagrał?". To było niesamowite doświadczenie – powiedział gitarzysta Iron Maiden w rozmowie z niemiecką rozgłośnią Radio Bob.
Smith polecił także koncertowy album od irlandzkiej formacji Thin Lizzy. Chodzi oczywiście o Live and Dangerous, który ukazał się w 1978. – Co tu dużo mówić? To po prostu... jeden z moich ulubionych zespołów. Zobaczyłem ich na trasie promującej album "Jailbreak" i był to jeden z najlepszych koncertów, na jakich kiedykolwiek byłem. "Live and Dangerous" idealnie to oddaje – wyjaśnił muzyk.
Na liście znalazł się jeszcze jeden z albumów Joe Satrianiego. – To jeden z moich ulubionych gitarzystów. Jego album "The Extremist" [z 1992 - przyp. red.] to absolutne arcydzieło. Miałem szczęście usiąść kiedyś z Joe na całą godzinę i pogadać o muzyce, gitarach, wzmacniaczach i tych wszystkich innych "nudnych" rzeczach. Myślę, że wszyscy pozostali w pokoju wtedy zasnęli, ale dla mnie to było niesamowicie interesujące – dodał Adrian Smith.