AC/DC stracili Bona Scotta, a potem nagrali „Back in Black”. Tak zaczynał się nowy rozdział zespołu

Śmierć Bona Scotta w lutym 1980 roku postawiła AC/DC w sytuacji, w której dalsze istnienie zespołu nie było oczywiste. Kilka miesięcy później AC/DC miało nowego wokalistę, gotowy materiał i album, który zmienił historię zespołu. „Back in Black” było zarazem hołdem dla Bona Scotta i początkiem ery Briana Johnsona w AC/DC.

Brian Johnson śpiewa z mikrofonem na koncercie AC/DC. O historii powstania Back in Black przeczytasz na EskaRock.
Autor: Szymon Starnawski

Po śmierci Bona Scotta AC/DC rozważało zakończenie działalności

Bon Scott zmarł 19 lutego 1980 roku w Londynie. Wokalistę znaleziono nieprzytomnego po nocy intensywnego picia. Po przewiezieniu do King’s College Hospital lekarze stwierdzili jego śmierć. Dochodzenie koronera wskazało ostre zatrucie alkoholem, a śmierć sklasyfikowano jako nieszczęśliwy wypadek. Dla AC/DC była to strata człowieka, który przez lata nadawał zespołowi rozpoznawalny głos, sceniczną energię i język tekstów.

Po pogrzebie Angus i Malcolm Young poważnie rozważali zakończenie działalności. Wspominali później, że przez pierwsze tygodnie trudno było im w ogóle myśleć o planach, koncertach czy kolejnej płycie. Istotne było również wsparcie rodziny Scotta, która zachęcała muzyków, by nie porzucali zespołu i dalej robili to, co Bon kochał najbardziej.

Oto lista najsmutniejszych piosenek w historii. Pojawiają się na niej rockowe numery

Brian Johnson miał rozpocząć nowy rozdział AC/DC, nie kopiować Bona Scotta

Bracia Young najpierw wrócili do wspólnego grania i pracy nad riffami, nie przesądzając jeszcze o przyszłości zespołu. Taka praca pozwalała odzyskać rytm po szoku i sprawdzić, czy w AC/DC nadal jest energia. Dopiero potem zespół rozpoczął konkretne poszukiwania wokalisty.

Wśród kandydatów pojawił się Brian Johnson, wokalista angielskiej grupy Geordie. Angus Young wspominał po latach, że Bon Scott wcześniej zwracał uwagę na Johnsona jako wokalistę dobrze czującego klasycznego rock and rolla. Nie była to jednak formalna wskazówka następcy, tylko zapamiętana opinia kolegi. Johnson przyjechał na przesłuchanie do londyńskiego studia Vanilla w marcu 1980 roku. Zaśpiewał między innymi „Nutbush City Limits” oraz „Whole Lotta Rosie”, pokazując, że potrafi odnaleźć się zarówno poza repertuarem AC/DC, jak i w jego najtrudniejszym materiale.

W tamtym okresie Johnson nie był gwiazdą czekającą na wielki kontrakt. Miał problemy finansowe i tego samego dnia w Londynie nagrał reklamowy jingle dla firmy Hoover, co pomogło mu opłacić wyjazd. Zespół oficjalnie ogłosił go nowym wokalistą 1 kwietnia 1980 roku. Decyzję podjęto szybko, ale AC/DC nie szukało kopii Bona Scotta. Zespół potrzebował wokalisty, który odnajdzie się w gotowych riffach i wniesie do nich własny charakter.

AC/DC nagrało „Back in Black” w kilka tygodni na Bahamach

Materiał budowano według metody, która wcześniej sprawdzała się w AC/DC. Angus i Malcolm Young przygotowywali riffy oraz szkielety utworów, a Brian Johnson dopisywał melodie wokalne i teksty. Dzięki temu rdzeń zespołu pozostał nienaruszony mimo zmiany frontmana. Johnson musiał natomiast błyskawicznie udowodnić, że potrafi pisać słowa pasujące do prostego, bezpośredniego stylu grupy.

Główne sesje odbyły się w kwietniu i maju 1980 roku w Compass Point Studios na Bahamach, a za produkcję ponownie odpowiadał Mutt Lange. Sesje utrudniały tropikalne burze, problemy z zasilaniem oraz opóźnienia w dostawie sprzętu zatrzymanego przez służby celne. Mimo tego zespół nagrywał bardzo sprawnie.

Podstawowe partie perkusji, basu i gitar rejestrowano w dużej mierze razem, z minimalną liczbą poprawek. Inżynier Tony Platt stawiał na właściwe ustawienie instrumentów i mikrofonów, a nie na ratowanie nagrań nadmiarem studyjnej obróbki. Szczególną uwagę poświęcono brzmieniu perkusji Phila Rudda, zwłaszcza ustawieniu werbla w studiu. Gitary nagrywano między innymi przez mikrofony Neumann U67 i U87, często ustawione parami przy kolumnach. Część dogrywek wokalnych i gitarowych oraz miks wykonano później w Electric Lady Studios w Nowym Jorku.

Tytułowy utwór był hołdem dla Bona Scotta, ale nie miał charakteru elegii. Brian Johnson dostał jasne zadanie: tekst miał przywoływać pamięć o poprzednim wokaliście, lecz przede wszystkim oddawać jego żywioł i zamiłowanie do życia. Ten sam ton miała niemal w całości czarna okładka, której żałobny charakter Atlantic złagodziło dyskretnym szarym obrysem napisu.

„Back in Black” potwierdziło, że AC/DC przetrwało zmianę wokalisty

Pierwszy koncert AC/DC z Brianem Johnsonem odbył się 29 czerwca 1980 roku w belgijskim Namur. Był to test nowego składu przed publicznością, jeszcze zanim album trafił do sklepów. Zespół musiał przekonać fanów, że nie odcina się od przeszłości, lecz potrafi dalej funkcjonować z nowym wokalistą.

„Back in Black” ukazało się 25 lipca 1980 roku. Od śmierci Scotta do wydania płyty minęło zaledwie około pięciu miesięcy. W tym czasie AC/DC przeszło od żałoby i niepewności do trasy koncertowej oraz albumu z nowym wokalistą.

Płyta szybko przestała być wyłącznie dokumentem trudnego momentu w dziejach zespołu. „Hells Bells”, „Back in Black”, „You Shook Me All Night Long” i „Rock and Roll Ain’t Noise Pollution” weszły do koncertowego kanonu AC/DC. Charakterystyczne bicie dzwonu na początku „Hells Bells” nagrano z użyciem instrumentu wykonanego na zamówienie przez John Taylor Bellfounders z Loughborough. Z kolei zwartość całego albumu wynikała z surowej, precyzyjnej gry zespołu i produkcyjnej dyscypliny Lange’a. W sierpniu 2024 roku amerykańska organizacja RIAA podniosła certyfikację wydawnictwa do poziomu 27 milionów jednostek w USA.

Wokół albumu przez lata krążyły plotki, że wykorzystano na nim teksty pozostawione przez Bona Scotta. Angus Young i Brian Johnson konsekwentnie temu zaprzeczali, wskazując, że słowa napisał Johnson, a Bon jedynie pomagał przy wczesnych szkicach niektórych pomysłów. Niezależnie od tych sporów „Back in Black” pozostaje zapisem chwili, w której AC/DC zachowało ciągłość swojej historii, a zarazem otworzyło nowy rozdział.

Galeria: Najlepsze albumy w dyskografii AC/DC. Te płyty warto mieć na swojej półce! [TOP5]