100 tysięcy świec miało nieść pokój. Zamiast tego puściły z dymem cały Woodstock '99

2026-02-28 14:24

Każdy wielki festiwal rockowy jest obietnicą wolności i jedności w tłumie. Jednak pod koniec lat 90. ta idea zamieniła się w pandemonium napędzane chciwością i gniewem. Historia piekła, w jakie obrócił się Woodstock '99, pokazuje, jak naiwny pomysł z tysiącami świec i jeden cover Hendrixa rozpętały apokalipsę.

Limp Bizkit

i

Autor: -/ CC BY-SA 3.0

Tak zaczął się koszmar Woodstock '99

To miało być wielkie święto, hołd złożony epoce miłości i pokoju równo 30 lat po jej symbolicznym apogeum. Zamiast tego Woodstock '99 zamienił się w płonące pandemonium chaosu i przemocy, stając się brutalnym pogrzebem beztroskiej dekady lat 90. Legendarny festiwal, zamiast reinkarnacji, doczekał się koszmarnej parodii napędzanej korporacyjną chciwością i kompletną katastrofą organizacyjną. Areną dla tej apokalipsy stała się rozgrzana do czerwoności asfaltowa płyta byłej bazy lotniczej, która zapisała się w historii trzema zgonami, dziesiątkami gwałtów i zamieszkami demolującymi całą infrastrukturę. Zamiast idealizmu, festiwal obnażył cynizm i frustrację, która eksplodowała w ostatnią, piekielną noc.

Piekło na betonie i woda za 12 dolarów

Pierwszym gwoździem do trumny okazała się sama lokalizacja. Zamiast zielonych wzgórz uczestnicy trafili na betonową pustynię bazy sił powietrznych Griffiss, pozbawioną jakiegokolwiek cienia. Infrastruktura, ledwo gotowa na 50 tysięcy gości, musiała przyjąć blisko 400-tysięczny, spocony tłum, podczas gdy temperatura regularnie przebijała 38 stopni Celsjusza. Organizatorzy podkręcili głośność zysków do maksimum, windując ceny butelki wody od 4 do nawet 12 dolarów. Katorżnicze, 25-minutowe kolejki do punktów z darmową wodą oraz przepełnione i skażone fekaliami toalety szybko sprawiły, że warunki sanitarne zeszły do nieludzkiego poziomu.

Agresywny nu-metal i pijana ochrona. To nie mogło skończyć się dobrze

Perfekcyjną ścieżką dźwiękową dla tego kipiącego gniewu stał się line-up, w którym pierwsze skrzypce grały naładowane testosteronem, agresywne kapele. Zespoły takie jak Korn, Kid Rock czy Limp Bizkit zaserwowały publiczności idealne paliwo dla rosnącej frustracji. W sobotni wieczór Fred Durst, wokalista Limp Bizkit, otwarcie dolewał oliwy do ognia. Krzyczał ze sceny, by tłum „puścił hamulce”, a chwilę później próbował surfować na widowni, używając kawałka sklejki zerwanej z wieży nagłośnieniowej. Choć główne zamieszki wybuchły dopiero następnego dnia, jego występ był kluczowym momentem eskalacji. Tymczasem kryzys zdrowotny zbierał swoje żniwo, posyłając ponad 1200 osób do punktów medycznych z powodu hipertermii i odwodnienia, a fatalna jakość wody powodowała masowe przypadki ostrego martwiczego zapalenia dziąseł.

Iluzję bezpieczeństwa brutalnie rozwiała niekompetentna ochrona. Tak zwany „Peace Patrol” składał się głównie z niewyszkolonych, a często i pijanych pracowników tymczasowych. Zamiast pilnować porządku, woleli handlować swoimi koszulkami i przyjmować łapówki za wpuszczanie narkotyków na teren imprezy. W tej atmosferze bezprawia przemoc seksualna stała się przerażającą plagą. Oficjalne policyjne raporty wspominają o co najmniej pięciu do ośmiu gwałtach, jednak relacje świadków sugerują, że liczba ta była znacznie wyższa. Molestowanie w gęstym tłumie stało się koszmarną normą, a ofiary nie miały gdzie szukać pomocy.

Jak 100 tysięcy świec i jeden cover Hendrixa podpaliły cały Woodstock?

Finałowa noc z niedzieli na poniedziałek była apogeum totalnego chaosu. W akcie zdumiewającej naiwności organizatorzy wpadli na pomysł rozdania 100 tysięcy świec na znak czuwania przeciwko przemocy z bronią, co miało nawiązywać do masakry w Columbine. Był to katastrofalny błąd. Tłum natychmiast potraktował świece jak pochodnie, podpalając wieże nagłośnieniowe, przyczepy handlowe i piętrzące się wszędzie góry śmieci. W tym samym czasie na scenę weszli Red Hot Chili Peppers, którzy w momencie najwyższej ironii zagrali cover „Fire” Jimiego Hendrixa. Zespół tłumaczył później, że był to hołd dla artysty na prośbę jego siostry, ale dla rozwścieczonej publiczności stało się to zielonym światłem dla totalnej destrukcji.

Zamieszki trwały pięć godzin, zanim na teren wreszcie wkroczyły oddziały policji stanowej w pełnym rynsztunku bojowym. Bilans zniszczeń przekroczył milion dolarów, a ze splądrowanych bankomatów zniknęło 22 tysiące dolarów. Woodstock '99 nie był po prostu nieudanym festiwalem, był brutalnym przebudzeniem z pięknego snu. Obnażył, jak ideały kontrkultury zostały zmielone przez komercję i sprowadzone do absurdu, stając się ognistym epitafium dla lat 90. i gorzkim dowodem na to, że marzenie o pokoju i miłości ostatecznie spłonęło na ołtarzu chciwości.

Galeria: Oto Top 10 najsłynniejszych występów na festiwalu Woodstock z 1969 roku

Tutaj przez lata odbywał się Przystanek Woodstock. Dziś panuje tu cisza
Quiz. To utwór Linkin Park czy Limp Bizkit?
Pytanie 1 z 10
"Take a Look Around" to utwór...