W 5. sezonie "The Boys" staje się tym, z czego sam się naśmiewa - recenzja

2026-04-07 18:10

Supki i Chłopaki powracają w ostatecznym starciu. Piąty i zarazem ostatni sezon "The Boys" debiutuje w środę 8 kwietnia, a ja miałam przyjemność obejrzeć pierwszych sześć (z ośmiu) odcinków i donoszę, że jest dobrze, ale, niestety, nie tak dobrze, jak powinno. Zapraszam do - absolutnie bezspoilerowej - recenzji.

The Boys - recenzja 5. sezonu

i

Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

Po pięciu sezonach wojna Chłopaków z Homelanderem (Antony Starr) i krwiożerczym korpo Vought International wreszcie dobiega końca. Czy głośny serial Prime Video udowodni, że da się dowieść satysfakcjonujące zakończenie nawet wtedy, gdy bańka oczekiwań pęka w szwach? A może powtórzy fiasko "Gry o tron"? Po obejrzeniu pierwszych sześciu odcinków dochodzę do wniosku, że choć żadna z tych odpowiedzi nie jest prawidłowa, zdecydowanie bardziej skłaniam się ku tej pierwszej.

Ten serial nie mógł się udać, a robi furorę. Zine Tseng i Max Irons o kulisach "Młodego Sherlocka" | WYWIAD ESKA

"The Boys" - recenzja 5. sezonu

Na wejściu uspokajam - finał "The Boys" to nie case "Gry o tron" czy "Wikingów", które wyłożyły się na twarz tak przeepicko, że echa słychać po dziś dzień. Piąty sezon trzyma poziom poprzedników, a pierwszy odcinek to w mojej opinii jeden z najlepszych w całym serialu. Później pojawiają się jednak problemy, na które, mimo ogromu miłości do tejże produkcji, nie jestem w stanie przymknąć oka.

Start jest fantastyczny i podbija stawkę tak, jak powinien każdy odcinek otwierający finałową odsłonę. Mamy tu szybkie rozstawienie pionków na planszy, podsumowanie działań bohaterów, sceny, przy których z emocji aż podskakujemy na kanapie oraz bolesny cios w twarz mający jasno zasygnalizować, że pan Eric Kripke (showrunner) się w tańcu nie pie*niczy, a ostateczne starcie Chłopaków (i dziewczyn) z Homelanderem to nie bitwa o Winterfell, gdzie plot armor przekracza wszelkie granice scenariuszowej godności. Tu żarty już dawno się skończyły (choć wciąż jest śmiesznie).

"The Boys" powiela błąd Marvela

Problem polega na tym, że po kapitalnym otwarciu otrzymujemy pięć odcinków, które na pozór mają wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać od "The Boys" - wartką akcję, dużo rubasznego i czarnego niczym węgiel humoru, ostrą i bezpardonową satyrę na polityków, dziennikarzy, studia filmowe, korporacje itp. itd. Klasycznie obrywa się zarówno prawej, jak i lewej stronie barykady, a nawet wytwórniom, które ten serial produkują. Jest fun, krew się leje, flaki latają, a Homelanderowi odjeżdża już nie tyle peron, co cały dworzec kolejowy. Fabuła tymczasem... stoi w miejscu. Przez sześć godzin patrzyłam, jak bohaterowie zaliczają różne side questy, naprzemiennie kłócą się i godzą, ale w tym wszystkim niekoniecznie zbliżają się do celu. I okej, rozumiem, że przejście od pomysłu do finiszu jego realizacji w ciągu zaledwie dwóch-trzech odcinków byłoby mało przekonujące, niemniej powód tego narracyjnego zastoju jest zgoła inny i bardzo oczywisty.

Jensen Ackles i Antony Starr jako Soldier Boy i Homelander w 5. sezonie The Boys

i

Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

W ostatnim sezonie Eric Kripke postanowił uczynić z Soldier Boya (Jensen Ackles) centralną postać tej opowieści. Niby ma to uzasadnienie fabularne, jednak na pewnym etapie zaczyna męczyć. Zupełnie jakby pan showrunner zamiast dowieźć do końca serial, który już zaczął, aż nadto skupił się na zajawianiu jego zapowiedzianego już prequela - czyli robi dokładnie to samo, co w ostatnich latach Marvel Studios, z którego przecież się tu naśmiewa. Ten drażniący chwyt marketingowy byłabym nawet w stanie wybaczyć, gdybyśmy nie mówili tu o ostatnim sezonie, który ma zwieńczyć lata naszej ekscytacji. A zamiast tego jesteśmy zasypywani back story Soldier Boya, które i tak dogłębniej poznamy w jego własnym serialu. Satyra, która trąci hipokryzją, traci na swym wydźwięku.

Jest dobrze, ale nie tak dobrze, jak powinno

Na szczęście na każdym innym polu piąty sezon "The Boys" dowozi aż miło, a szczególnie podoba mi się motyw uczłowieczania każdego z bohaterów - nawet, a raczej przede wszystkim, tych ze złej strony barykady. W całej tej feeri latających flaków, niewybrednych żartów i alegorii subtelnych niczym rzut cegłą w czoło, Eric Kripke przypomina nam, że w każdej z tych postaci, nieważne jak odklejonej, siedzi człowiek. Biorąc pod uwagę fakt, iż serial ten zawsze był przede wszystkim (dotkliwie bliską rzeczywistości) karykaturą amerykańskiej sceny politycznej, nawoływanie do empatii było elementem nie tyle potrzebnym, co koniecznym.

Chace Crawford, Antony Starr i Nathan Mitchell jako Deep, Homelander i Black Noir w 5. sezonie The Boys

i

Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

Reasumując, piąty sezon "The Boys" zasłużył na zachwyty, które nań spływają (obecnie może pochwalić się wynikiem 97% pozytywnych not od krytyków w Rotten Tomatoes), niemniej cierpi na pewne bolączki, które pozostawiają niesmak. Mogę więc już tylko żywić nadzieję, że w ostatnich dwóch odcinkach skupimy się wyłącznie na tym, po co wszyscy zgromadziliśmy się przed ekranami i serial otrzyma godne, prawdziwie spektakularne zakończenie. Ocena: 7/10.

PRZECZYTAJ TEŻ: "Film nie zawsze musi dawać nam przez łeb siekierą". Anna Szymańczyk o "Podlasiu" i polskich "comfort movies"

Źródło: W 5. sezonie "The Boys" staje się tym, z czego sam się naśmiewa - recenzja