"Twoja wina: Londyn" zawodzi i zaskakuje. Popełnili najgorszy grzech romansów - recenzja

Po zaledwie roku Nick (Matthew Broome) i Noah (Asha Banks) wrócili na nasze ekrany, a "Twoja wina: Londyn" mierzyła się z nie lada oczekiwaniami. Film nie tylko musiał utrzymać zaskakująco wysoki (jak na teen dramę) poziom poprzednika, ale też choćby dorównać swemu hiszpańskiemu odpowiednikowi (co akurat nie było wybitnie trudnym zadaniem, bo nie jest tajemnicą, że "Twoja wina" to najgorsza odsłona "Trylogii winnych", a poprzeczka i tak nie wisiała wysoko). Czy się udało? Cóż... i tak i nie.

Twoja wina: Londyn - recenzja
Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

Prime Video kuje żelazo, póki gorące, w związku z czym londyńska "Trylogia winnych" ruszyła, zanim jeszcze jej starsza hiszpańska siostra zdołała dotrzeć do mety. Opowieść o zakazanej miłości Nicka i Noah w wykonaniu Matthew Broome'a i Ashy Banks to zatem ten przypadek adaptacji, która naprawdę musi uzasadnić swoje istnienie - stąd już w fabule "Mojej winy: Londyn" wprowadzono wiele istotnych zmian i twórcy wyszli z tego obronną ręką. Widzowie byli zachwyceni, a fani książek otrzymali łącznie aż trzy różne wersje swojej ukochanej historii (bo wbrew temu, co usiłuje wmówić nam Mercedes Ron, hiszpańska adaptacja nie była wiernym odzwierciedleniem pierwowzoru). Sęk w tym, że w drugiej odsłonie zwyczajnie przedobrzyli.

"Nasza wina" - rozmawiamy z Gabrielem Guevarą, filmowym Nickiem | Wywiad ESKA

"Twoja wina: Londyn" popełnia najgorszy grzech romansów

Hiszpańska wersja "Trylogii winnych" rządziła się swoimi prawami. Scenarzyści obrali konwencję latynoskiej telenoweli, ani przez chwilę nie traktując snutej tam opowieści jakkolwiek poważnie. Londyńska poszła w odwrotnym kierunku i pomyślana została jako klasyczna teen drama, która nie wywołuje ciarek żenady, ale jednocześnie wystawia się na większy ostrzał - toksycznej relacji i kuriozalnych poczynań Nicka i Noah nie jesteśmy już gotowi tak łatwo wybaczyć. "Moja wina: Londyn" znalazła na to rozwiązanie, znacząco zmieniając charaktery naszych protagonistów. Nick był mniej zaborczy i problematyczny, a Noah bardziej dojrzała i rozgarnięta (możecie mnie za to zlinczować, ale hiszpańska wersja tej bohaterki wybitnie działała mi na nerwy). "Twoja wina: Londyn" wraca jednak na te bardziej książkowe tory, ale tylko w przypadku Nicka.

PRZECZYTAJ TEŻ: "Każdy kolejny rok" może sprawić, że fani książek zmienią zdanie. "Stawka jest znacznie wyższa"

Gdy Noah jawi nam się jako poukładana emocjonalnie dziewczyna, Nick tym bardziej zaczyna irytować, gdy swymi wybuchami zazdrości wspina się na Himalaje hipokryzji, a kłamiąc, tudzież zatajając prawdę, tworzy problemy tam, gdzie ich nie ma. Abstrahując już od faktu, że na tle niedawnego sukcesu "Off Campus" londyńska "Twoja wina" jawi się jako relikt przeszłości, bo po spotkaniu z dojrzałym i opiekuńczym Garrettem Grahamem, posiadający inteligencję emocjonalną 10-latka Nick wypada nader niekorzystnie i mało atrakcyjnie, twórcy filmu popełnili kardynalny błąd, którego jak ognia unikać powinni twórcy wszelkiej maści romansideł.

Matthew Broome i Asha Banks jako Nick i Noach w Twoja wina: Londyn
Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

"Trylogia winnych" to prosta jak budowa cepa opowieść o zakazanej miłości z motywem enemies to lovers, gdzie bohaterowie napotykają szereg przeszkód i rozstają się w iście dramatyczny sposób po to tylko, by ostatecznie odnaleźć drogę powrotną i wspólnie odjechać w stronę zachodzącego słońca. Dlatego też Briar zawsze jest psycholką, Sofia sztywniarą, a Michael skończonym creepem - żebyśmy przypadkiem nie mieli wątpliwości, której parze mamy tu kibicować. Twórcy "Twojej winy: Londyn" mocno jednak przekombinowali, na siłę zbaczając w kierunku pokracznego i mało przekonującego trójkąta miłosnego. Tak się bowiem składa, że postać Michaela przerobili tak drastycznie, że w zestawieniu z Nickiem jawi się on jako... ta lepsza opcja.

Owszem, nie powinien był wykorzystywać trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się Noah, ale koniec końców jest tym dojrzalszym, mniej toksycznym i problematycznym gościem niż nasz drogi Nicholas Leister. A złota zasada romansów prezentuje się następująco: bohaterowie muszą się rozstać i powód musi być na tyle poważny i dramatyczny, by zabolało, ale jednocześnie nieprzekraczający granicy, zza której nie ma już powrotu. By odbiorca nie rozjechał się z tą historią na gruncie emocjonalnym i wciąż był w stanie kibicować miłości głównych bohaterów. Granicę tę przekroczyła Rebecca Yarros w "Iron Flame" (czego osobiście nigdy jej nie wybaczę), a teraz też twórcy "Twojej winy: Londyn". W książce Mercedes Ron to działa, bo zarówno Nick, jak i Noah, są tak pokiereszowanymi emocjonalnie dzieciakami, że ich związek to jeden wielki chaos, a wina koniec końców leży gdzieś pośrodku. Hiszpańska wersja, choć kompletnie położyła drugą odsłonę, też zdołała się obronić, choćby samą konwencją. "Twoja wina: Londyn" kończy się zaś w taki sposób, że jeśli przed wydarzeniami z "Naszej winy: Londyn" Nick nie pójdzie na porządną terapię i nie wróci na właściwe tory z "Mojej winy", to będziemy mieć poważny problem. Na obecną chwilę nie rozumiem bowiem, dlaczego Noah miałaby choćby pomyśleć o daniu mu kolejnej szansy.

Twoja wina: Londyn popełnia najgorszy grzech romansów
Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

"Twoja wina: Londyn" - recenzja

Nie oznacza to jednak, że "Twoja wina: Londyn" to jeden wielki kasztan, którego nie warto oglądać. Niektóre odstępstwa od pierwowzoru działają, aktorstwo jest znacznie lepsze niż w wersji hiszpańskiej (tu szczególne pochwały dla Matthew Broome, gość jest fantastyczny zarówno w pikantnych, jak i dramatycznych scenach) i jako film wypada nieporównywalnie lepiej niż "Culpa Tuya". Szkoda tylko, że emocjonalnie pozostawia po sobie srogi niesmak.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jeden z największych hitów BookToka trafi na ekran. Niestety nie mam dobrych wieści

"Moja wina" czy "Twoja wina"? Rozpoznaj film
Pytanie 1 z 13
Z którego filmu pochodzi ten kadr?
Z którego filmu pochodzi ten kadr?
Źródło: "Twoja wina: Londyn" zawodzi i zaskakuje. Popełnili najgorszy grzech romansów - recenzja