"Rycerz Siedmiu Królestw" jest nawet lepszy niż liczyliśmy - recenzja

2026-01-13 23:00

"Rycerz Siedmiu Królestw" to trzeci serial ze świata "Gry o tron". Tym razem akcja rozgrywa się na ok. 100 lat przed tym, jak Robert Baratheon przybył do Winterfell, by prosić Neda Starka, aby został jego namiestnikiem. Miłośnicy twórczości George'a R. R. Martina (do których sama dumnie należę) pokładali w adaptacji przygód Dunka i Jaja ogromne nadzieje. Czy słusznie? Zapraszam do bezspoilerowej recenzji całego pierwszego sezonu.

Rycerz Siedmiu Królestw - recenzja nowego serialu ze świata Gry o tron

i

Autor: Steffan Hill/HBO/ Materiały prasowe

Siedem Królestw Westeros nie było tak wspaniałe od czasu, gdy na antenie HBO mogliśmy oglądać premierowe odcinki trzeciego sezonu "Gry o tron". Jeden z fundamentów spektakularnego sukcesu adaptacji "Pieśni Lodu i Ognia" stanowiło doskonałe wyczucie w łączeniu dramatu z komedią - "Gra o tron" była nie tylko epicka i szalenie interesująca, ale też zwyczajnie zabawna. Ten humor po drodze się gdzieś zatracił (tak samo jak umiejętności scenopisarskie i producenckie Davida i Dana), a "Ród smoka" traktuje siebie tak śmiertelnie poważnie, że wypada wręcz karykaturalnie. Nie jest to zresztą jego jedyną wadą, zatem nic dziwnego, że miłośnicy pióra George'a R. R. Martina stracili już resztki wiary w to serialowe uniwersum. I wtem na scenę wkraczają Dunk i Egg ze znacznie mniejszym budżetem (który twórcy umiejętnie maskują) i bez smoków, ale za to z całym arsenałem przezabawnych żartów, ujmujących postaci i opowieścią, do której będziemy mieli ochotę wracać raz za razem (wiem, co mówię, bo całość widziałam już pięciokrotnie, a od premiery dzieli nas jeszcze tydzień).

Dlaczego "Avatary" zarabiają krocie? Rozmawiamy z obsadą 3. części | WYWIAD

"Rycerz Siedmiu Królestw" jest po stokroć wspaniały - recenzja nowego serialu ze świata "Gry o tron"

Ira Parker, showrunner "Rycerza Siedmiu Królestw" i człowiek absolutnie zakochany w twórczości George'a, miał nie lada karkołomne zadanie - nie tylko musiał przenieść na ekran opowiadanie tak umiłowane zarówno przez fanów, jak i samego autora, ale także przekonać nawet tych, którzy na serialach z tegoż uniwersum postawili już przysłowiowy krzyżyk. I powiedzieć, że stanął na wysokości zadania, to jak nic nie powiedzieć - po seansie wszystkich sześciu odcinków miałam szczerą ochotę go wycałować i ozłocić, "Rycerz Siedmiu Królestw" to bowiem nie tylko naprawdę świetny serial, ale także adaptacja niemal doskonała. I przede wszystkim bardzo wierna.

Uprzedzając pytania donoszę, że w przeciwieństwie do "Rodu smoka", "Rycerz Siedmiu Królestw" sam jest sobie sterem, wędkarzem i rybą. To opowieść wprawdzie osadzona w świecie "Gry o tron", ale w pełni zrozumiała nawet dla tych, którzy serialu matki nie widzieli na oczy - po prostu nie uśmiechniecie się wtedy na wzmiankę o Lannisterach i Tyrellach, a w Lyonelu Baratheonie nie rozpoznacie pradziadka Roberta, przyszłego króla Westeros. Nie umniejszy to jednak waszej przyjemności z seansu, a ta zaiste będzie przeogromna.

Rycerz Siedmiu Królestw jest po stokroć wspaniały - recenzja nowego serialu ze świata Gry o tron

i

Autor: Steffan Hill/HBO/ Materiały prasowe

Już pierwsze minuty "Rycerza Siedmiu Królestw" pokazują, że jest to serial, jakiego w obrębie tegoż uniwersum jeszcze nie uświadczyliśmy - nie ma kultowej czołówki, legendarny motyw muzyczny pojawia się raptem dwukrotnie (pożegnaliśmy też kompozytora Ramina Djawadiego i chwała Siedmiu, bo ileż można słuchać rozmaitych wariacji "Light of the Seven"), zaś główny bohater, Dunk, to nie członek znamienitego rodu, a pochodzący z najniższej warstwy społecznej wędrowny rycerz o wielkim sercu i głęboko zakorzenionych ideałach, tak nietypowych dla przeciętnego mieszkańca Westeros.

Dunk i Jajo skradną wasze serca i jeszcze im za to podziękujecie

Jajo twierdzi, że nie ma mowy o kradzieży, gdy nielegalnie nabytą własność zamierzamy w końcu zwrócić. Gwarantuję wam jednak, że gdy ten pozbawiony włosów i wszelkiej ogłady chłopiec zawita na waszych ekranach, skradnie wasze serca i nie odda ich już nigdy. To samo tyczy się Dunka, naszego drugiego protagonisty, który wraz z Jajem tworzy duet przywodzący na myśl Shreka i Osła (tylko w tym przypadku Shrek jest jeszcze głupszy od Osła). Peter Claffey i Dexter Sol Ansell nie grają Dunka i Jaja, oni SĄ Dunkiem i Jajem. Ich komediowy timing, świetne wyczucie swoich postaci oraz doskonała energia sprawiają, że chłopaki nie muszą się nawet długo starać, byśmy gotowi byli rzucić wszystko i wyruszyć z nimi w podróż po całych Siedmiu Królestwach, od pustyń Dorne aż po Mur. Na ten moment czeka nas jednak tylko wycieczka na łąki Ashford, gdzie odbywa się turniej rycerski. Dunk zamierza stanąć w szranki i zarobić trochę grosza, ale nie przewiduje, że gdy na scenę wkroczą Targaryenowie - już bez smoków, ale z temperamentem wciąż ognistym - sytuacja mocno się skomplikuje. Na jego nieszczęście rzecz jasna.

Na taką adaptację czekaliśmy

W "Rycerzu Siedmiu Królestw" poznajemy kilku przedstawicieli rodu panującego i nie będę ukrywać, że to właśnie te postacie martwiły mnie najbardziej. Doświadczona traumami, których nabawiłam się przy "Rodzie smoka", zakładałam, że te najciekawsze postacie z pewnością oberwą najmocniej i w drodze na ekran zatracą cały swój charakter. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że absolutnie nic takiego nie ma tu miejsca. Bertie Carvel wprawdzie jest o dobrą dekadę starszy od literackiego pierwowzoru swego bohatera, nie zmienia to jednak faktu, że jest najlepszym Baelorem, o jakim moglibyśmy marzyć (i piszę to jako naczelna i wyjątkowo czepliwa fanka tejże postaci). Sam Spruell jest absolutnie DOSKONAŁY w roli księcia Maekara, uważam zresztą, że jest to najlepszy casting ze wszystkich tych trzech seriali - Peter Dinklage jako Tyrion został oficjalnie zdetronizowany. Finn Bennett zadbał zaś o to, byśmy w Aerionie nie widzieli drugiego Joffreya - Jasny Książę, przekonany, iż jest smokiem zaklętym w ludzkiej postaci, to odrażający, żałosny typ, obdarzony jednak odrobiną uroku osobistego, który drażni i irytuje nas na swój własny, niepowtarzalny sposób. I choć widnieje na ekranie bardzo krótko, okazuje się lepszym i bardziej godnym zapamiętania antagonistą niż wszyscy złole z "Rodu smoka" razem wzięci.

Finn Bennett jako książę Aerion Jasny Płomień Targaryen

i

Autor: Steffan Hill/HBO/ Materiały prasowe

Pierwszy sezon "Rycerza Siedmiu Królestw" adaptuje pierwsze z trzech opowiadań o Dunku i Jaju, zatytułowane "Wędrowny rycerz". Z doświadczenia wiemy, że adaptacje bywają bolesne zarówno dla fanów, jak i samego autora. Wymysły Davida i Dana w sezonach 5-8 "Gry o tron" oraz fikołki, jakie w "Rodzie smoka" wyczynia Ryan Condal, sprawiły wręcz, że do trzeciego serialu podchodziliśmy "jak do jeża", drżąc z obawy na myśl o tym, co wymyślili scenarzyści. Ira Parker okazał się jednak właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. "Rycerz Siedmiu Królestw" to bowiem zaskakująco (choć nie ślepo) wierna i oddająca szacunek swemu pierwowzorowi adaptacja, w której znajdziemy pewne zmiany, ale nigdy takie, które wypaczałyby treść tudzież wydźwięk snutej opowieści. Trochę zmieniono, trochę dodano (zwłaszcza scen z Lyonelem Baratheonem, który bez wątpienia zostanie ulubieńcem widzów), ale jakieś 90% "Rycerza..." to nowela przeniesiona na ekran w stosunku niemal 1:1. Jak już coś zmieniano to na zasadzie "pobawmy się trochę tą fabułą", a nie "napiszę swój fanfik". A sceny, które dodano, nie mają na celu wypełnienia czasu ekranowego, tylko umożliwienie nam lepszego poznania bohaterów pobocznych. Nie ma tu mowy o przegadanych odcinkach, czy postaciach snujących się z kąta w kąt i ględzących wiecznie o tym samym - akcja jest wartka, opowieść wciągająca, humor celny, a bohaterowie urzekający. Przy takim składzie to i smoki nie są nikomu potrzebne.

Muszę się jednak przyczepić do dwóch kwestii. Po pierwsze - nie wiem, kto wpadł na pomysł, by w tak kluczowym momencie wmontować piękną i długą sekwencję retrospekcji, ale żałuję, że nikt w porę go nie powstrzymał. Przy tak krótkim metrażu (odcinki trwają zasadniczo ok. 30 min) tak przeciągnięta i nieangażująca podróż w przeszłość jest zwyczajnie niewybaczalna, zwłaszcza, że zaburza emocjonalny odbiór odcinka. Po drugie - doceniam, że kostiumy są bardziej barwne i finezyjne niż w "Grze o tron" i "Rodzie smoka", ale progres nie oznacza jeszcze pełnego sukcesu. Aerion Targaryen nie bez przyczyny nosił przydomek Brightflame i, podobnie zresztą jak Joffrey, był prawdziwą fashion diva, w serialu zaś nosi się boleśnie skromnie.

"Rycerz Siedmiu Królestw" - czy warto obejrzeć nowy serial HBO?

Reasumując, "Rycerz Siedmiu Królestw" to najlepsze, co spotkało świat "Gry o tron" od czasu trzeciego sezonu serialu matki (wiem, że czwarty cieszy się powszechną miłością, ale wierzcie mi, jest słabszy niż zapamiętaliście) i silny kandydat do tytułu najlepszego serialu 2026 roku, choć mamy dopiero styczeń. Jest zabawny, ujmujący i szalenie angażujący. Sprawdza się zarówno jako samodzielny twór, jak i adaptacja, a fani książek Martina wreszcie mogą odetchnąć z ulgą. Ich ulubieńcy są w dobrych rękach. Ocena: 9/10.

Jak dobrze znasz wielkie rody Westeros?
Pytanie 1 z 10
Na początek coś łatwego – jakim bogom cześć oddają Starkowie?
Ród smoka i Gra o tron: QUIZ. Jak dobrze znasz wielkie rody Westeros?
Źródło: "Rycerz Siedmiu Królestw" jest nawet lepszy niż liczyliśmy - recenzja