Słaba sprzedaż „Caress of Steel” postawiła Rush w trudnej sytuacji
We wrześniu 1975 roku Rush wydali trzeci album „Caress of Steel”. Album wyraźnie skręcał w stronę rocka progresywnego. Znalazły się na nim 12-minutowy „The Necromancer” oraz wieloczęściowy, blisko 20-minutowy „The Fountain of Lamneth”. Rush chcieli w ten sposób pokazać większe ambicje artystyczne, lecz Mercury Records uznało album za rozczarowanie. Długie utwory nie pasowały do radiowej formuły, a sprzedaż nie spełniła oczekiwań. Geddy Lee po latach mówił o tym okresie wprost jako o wielkiej klapie.
Skalę problemów pokazała również trasa koncertowa promująca album. Frekwencja na trasie promującej „Caress of Steel” była tak niska, że muzycy ironicznie nazwali ją Going Down the Tubes Tour. Alex Lifeson wspominał później, że po raz pierwszy poważnie rozważał odejście z muzyki i powrót do pracy z ojcem w hydraulice. W prasie pojawiała się później informacja o zadłużeniu sięgającym około 350 tysięcy dolarów, choć nie została ona potwierdzona dokumentami zespołu. Jasne było jednak, że los Rush miał zależeć od następnego albumu.
Mercury Records żądało krótszych utworów, Rush nie zamierzali rezygnować z własnego kierunku
Wytwórnia nie chciała, by Rush nagrali kolejny album koncepcyjny. Chciała powrotu do prostszego hard rocka, bliższego pierwszym nagraniom grupy, takim jak „Working Man” czy „Finding My Way”. Alex Lifeson wspominał, że firma naciskała na krótsze piosenki, łatwiejsze do emisji radiowej. Geddy Lee ujmował sprawę jeszcze dosadniej: Mercury próbowało zrobić z Rush drugie Bad Company.
Muzycy traktowali tę propozycję jako artystyczny krok wstecz. Nie chcieli wracać do bezpiecznej formuły debiutu tylko po to, by zadowolić dział sprzedaży wytwórni. Lifeson określał później „2112” jako płytę protestu. Logika zespołu była prosta: jeśli Rush mieli upaść, woleli zrobić to, grając po swojemu.
Manager Ray Danniels pomógł im zyskać czas na realizację tego planu. Według Lifesona zapewniał przedstawicieli Mercury, że zespół pracuje nad bardzo komercyjnym materiałem z prostymi utworami. Gdy album był gotowy, Mercury otrzymało materiał daleki od oczekiwanego radiowego hard rocka. Kontrakt dawał Rush dużą kontrolę nad nagraniami. Wytwórnia otrzymała więc ukończony album, a nie materiał, w który mogła jeszcze łatwo ingerować.
Sukces „2112” wzmocnił pozycję Rush wobec Mercury Records
Tytułowa suita „2112” zajęła całą pierwszą stronę oryginalnego winylu i trwała 20 minut oraz 34 sekundy. Muzykę napisali Geddy Lee i Alex Lifeson, a tekst Neil Peart, inspirowany twórczością Ayn Rand. Opowieść o Kapłanach Świątyń Syrinx, którzy kontrolują sztukę i niszczą gitarę odnalezioną przez bohatera, nie była dosłowną relacją z konfliktu z Mercury. Motyw obrony indywidualności przed narzuconą kontrolą dobrze korespondował jednak z sytuacją Rush.
Materiał powstawał przez około pół roku, był ogrywany w garderobach, samochodach i na próbach dźwięku, a następnie nagrany w Toronto Sound z Terrym Brownem. Album okazał się pierwszym dużym sukcesem komercyjnym grupy, zdobył złoto w USA w 1977 roku, później potrójną platynę, a w Kanadzie został pierwszą platynową płytą Rush. W odpowiedzi na żądanie prostszych piosenek Rush postawili na najdłuższy i najbardziej ryzykowny utwór w dotychczasowej karierze. Sukces „2112” sprawił, że wytwórnia znacznie rzadziej próbowała narzucać zespołowi kierunek.