Od „The Wrecking Crew” do „Layli”. Jak Jim Gordon stał się perkusistą numer jeden w USA?
W latach 60. i 70. XX wieku Jim Gordon był postacią, bez której trudno wyobrazić sobie amerykańską scenę muzyczną. Należał do elitarnej grupy muzyków sesyjnych znanej jako The Wrecking Crew i brał udział w nagraniach setek legendarnych albumów. Jego bębny słychać na „Pet Sounds” grupy The Beach Boys, solowej płycie George’a Harrisona „All Things Must Pass” czy albumie Franka Zappy „Apostrophe (')”. Był tak zapracowany, że między studiami nagraniowymi w Los Angeles przemieszczał się helikopterem, a koledzy z branży podziwiali jego nieskazitelne wyczucie czasu i potężne brzmienie.
Największą sławę przyniosła mu jednak współpraca z Erikiem Claptonem w zespole Derek and the Dominos. To właśnie Gordon jest oficjalnie uznawany za współtwórcę hitu „Layla”, a konkretnie jego melancholijnej, fortepianowej końcówki. Choć po latach piosenkarka Rita Coolidge twierdziła, że to ona napisała tę melodię, a Gordon ją po prostu ukradł, to nazwisko perkusisty na stałe zapisało się w historii rocka. W tamtym czasie nikt nie przypuszczał, że ten uśmiechnięty i utalentowany człowiek skrywa wewnątrz mroczną tajemnicę, która wkrótce zniszczy życie jego i jego najbliższych.
Głosy w głowie i nierozpoznana choroba. Dlaczego branża rockowa nie widziała obłędu Gordona?
Problemy zaczęły się w połowie lat 70., kiedy Gordon zaczął słyszeć głosy. Z czasem dominujący stał się głos jego matki, który wyzywał go, zabraniał mu jeść, spać i grać na perkusji. Muzyk zaczął drastycznie chudnąć i izolować się od otoczenia. W środowisku rockowym, gdzie powszechne było nadużywanie narkotyków i alkoholu, dziwne zachowania Jima traktowano jako skutek uboczny nałogów. Znajomi widzieli w nim „dziwaka po przejściach”, nie dostrzegając, że cierpi na ciężką odmianę schizofrenii paranoidalnej. Nawet gdy w 1970 roku bez powodu uderzył Ritę Coolidge pięścią w twarz, incydent ten szybko wyciszono.
Były w nim dwie osoby. Dobry Jim był uprzejmym, cichym chłopakiem z Kalifornii z nieskazitelną techniką gry. Zły Jim miał puste oczy, był wulgarny i niebezpieczny – wspominał saksofonista Jim Horn w rozmowie z Joelem Selvinem
Pod koniec dekady Gordon sam zaczął szukać pomocy, wielokrotnie zgłaszając się do szpitali psychiatrycznych. Skarżył się na głosy, które nie dawały mu spokoju, jednak lekarze bagatelizowali jego stan. Najczęściej diagnozowano u niego psychozę alkoholową, przepisywano leki ususpokajające i odsyłano do domu. Brak właściwej diagnozy i skutecznego leczenia sprawił, że stan psychiczny perkusisty pogarszał się z każdym miesiącem, aż do tragicznego finału w 1983 roku.
Tragiczna noc w North Hollywood. Jak Jim Gordon zabił własną matkę?
3 czerwca 1983 roku głosy w głowie Gordona stały się nie do zniesienia. 37-letni wówczas muzyk był przekonany, że jego matka, 71-letnia Osa Marie Gordon, kontroluje go za pomocą czarnej magii i stanowi zagrożenie dla świata. Gordon pojechał do jej domu w North Hollywood, gdzie zaatakował kobietę najpierw młotkiem, a później nożem rzeźnickim. Zbrodnia była brutalna i krwawa, a perkusista po wszystkim nawet nie próbował uciekać. Gdy policja przyjechała na miejsce, Gordon wydawał się całkowicie odcięty od rzeczywistości.
Podczas przesłuchania na posterunku policji doszło do surrealistycznej sytuacji, która pokazała stopień obłędu artysty. Gordon zapytał funkcjonariuszy, czy mógłby dostać przepustkę, ponieważ na następny dzień ma zaplanowaną ważną sesję nagraniową w studiu. Nie docierało do niego, że właśnie odebrał życie matce i że jego kariera jako wolnego człowieka właśnie się zakończyła. Eksperci badający sprawę byli zgodni, że w momencie ataku muzyk znajdował się w stanie głębokiej psychozy.
Wyrok dożywocia i śmierć za kratami. Dlaczego Jim Gordon nigdy nie odzyskał wolności?
Choć biegli psychiatrzy nie mieli wątpliwości co do choroby Gordona, muzyk miał pecha do momentu, w którym stanął przed sądem. W Kalifornii zaostrzono wtedy przepisy dotyczące obrony przez niepoczytalność. Zgodnie z nowym prawem, aby uniknąć więzienia, sprawca musiał nie tylko działać pod wpływem halucynacji, ale też nie zdawać sobie sprawy z tego, że jego czyn jest nielegalny. Sąd uznał, że skoro Gordon ukrył narzędzie zbrodni, to wiedział, że robi coś złego. 10 lipca 1984 roku skazano go na karę od 16 lat więzienia do dożywocia.
Jim Gordon spędził za kratami niemal 40 lat, będąc regularnie przenoszonym między oddziałami medycznymi różnych więzień. Co ciekawe, jako współautor „Layli” wciąż zarabiał spore kwoty z tantiem, które gromadziły się na jego koncie, ale nigdy nie mógł z nich skorzystać w normalny sposób. Kilkunastokrotnie ubiegał się o zwolnienie warunkowe, jednak za każdym razem spotykał się z odmową. Podczas jednego z przesłuchań w 2018 roku przyznał, że głos matki wciąż mu towarzyszy. Legendarny perkusista zmarł z przyczyn naturalnych 13 marca 2023 roku w wieku 77 lat w placówce medycznej w Vacaville, pozostając jednym z najtragiczniejszych przykładów zmarnowanego talentu w historii rocka.