Nagość i krew w kabinie nagraniowej. Ekstremalne metody Coreya Taylora w utworze "Iowa"
Nagrywanie zamykającego płytę, 15-minutowego utworu tytułowego "Iowa" przeszło do legendy jako jedna z najbardziej przerażających sesji w historii rocka. Wokalista Corey Taylor zdecydował się na nagrywanie swoich partii całkowicie nago, chcąc pozbyć się wszelkich barier i osiągnąć stan absolutnej bezbronności. Aby jego krzyk brzmiał autentycznie, artysta rozbił w studiu szklany przedmiot, prawdopodobnie świecznik, i zaczął ciąć odłamkami swoje ciało. Na nagraniu słychać więc prawdziwy ból fizyczny, który mieszał się z wymiotami i skrajnym wyczerpaniem organizmu.
Chciałem poczuć się całkowicie obnażony psychicznie i fizycznie, aby uzyskać brzmienie prawdziwej agonii – stwierdził Corey Taylor w jednym z wywiadów po latach
Producent płyty, Ross Robinson, nie tylko nie przerwał tej drastycznej sesji, ale wręcz do niej zachęcał. Zamknął się w kabinie razem z krwawiącym wokalistą, unikając latających kawałków szkła i prowokując Taylora do jeszcze większej agresji. Taylor wielokrotnie wymiotował podczas śpiewania, a wszystkie te dźwięki zostały zarejestrowane i trafiły na finalną wersję albumu, co tylko potęguje mroczny klimat tego wydawnictwa.
Polecany artykuł:
Prawdziwa rozpacz Sida Wilsona w intro "(515)". Śmierć dziadka zarejestrowana na taśmie
Otwierający album numer "(515)" nie jest zwykłym, wypracowanym w studio wstępem, lecz zapisem autentycznego załamania nerwowego. DJ zespołu, Sid Wilson, dowiedział się o śmierci swojego dziadka w trakcie trwania sesji nagraniowej w Los Angeles. Ponieważ nie mógł pojechać na pogrzeb do Wielkiej Brytanii, wpadł do studia w stanie ciężkiego szoku. Ross Robinson natychmiast włączył mikrofony, gdy Sid zaczął biegać po pomieszczeniu i krzyczeć z rozpaczy słowo "śmierć". Te przerażające dźwięki stały się fundamentem utworu, którego tytuł nawiązuje do numeru kierunkowego stanu Iowa.
Producent Ross Robinson pracował mimo złamanego kręgosłupa. Solidarność w cierpieniu
Atmosfera w Sound City Studios była tak gęsta, że udzielała się każdemu. Ross Robinson, znany ze stosowania brutalnych metod psychologicznych wobec muzyków, uległ w trakcie nagrań poważnemu wypadkowi na motocyklu crossowym. Mimo potwornego bólu nie przerwał pracy i pojawiał się w studiu na wózku inwalidzkim. Co więcej, podobno odmawiał przyjmowania silnych leków przeciwbólowych, twierdząc, że skoro cały zespół Slipknot cierpi podczas tworzenia tej muzyki, on również musi czuć ból, aby pozostać z nimi w tej samej sferze emocjonalnej.
Nienawiść wewnątrz Slipknot i niespodziewany sukces komercyjny brutalnej płyty
Nagrywanie albumu "Iowa" odbywało się w atmosferze wzajemnej nienawiści i braku komunikacji między członkami grupy. Muzycy zmagali się z uzależnieniami od alkoholu i narkotyków, a popularność zdobyta po debiucie tylko pogorszyła ich relacje. Gitarzyści Jim Root i Mick Thomson walczyli z depresją i problemami zdrowotnymi, a basista Paul Gray tonął w nałogach. Muzycy unikali się w studiu, wchodząc do niego tylko po to, by zarejestrować swoje partie i jak najszybciej wyjść, co paradoksalnie przełożyło się na niespotykaną wcześniej furię dźwiękową.
Wytwórnia Roadrunner Records była przerażona brakiem komercyjnego materiału i skrajną brutalnością utworów, spodziewając się raczej melodyjnych hitów. Mimo to, po premierze 28 sierpnia 2001 roku, album stał się globalnym fenomenem. Zadebiutował na 1. miejscu listy sprzedaży w Wielkiej Brytanii oraz na 3. miejscu listy Billboard 200 w Stanach Zjednoczonych. Sukces ten był bezprecedensowy dla tak ekstremalnego gatunku muzyki, a sama płyta do dziś jest uznawana za szczytowe osiągnięcie Slipknot, którego członkowie zespołu ze względu na własne zdrowie psychiczne nigdy nie chcieli powtórzyć.