Wielki powrót do korzeni. Oto historia utworu Still Got the Blues Gary'ego Moore'a
Pod koniec lat 80. Gary Moore był wypalony. Nie chciał już grać hard rocka. Czuł, że goni za trendami, które go na dłuższą metę męczą. Postanowił więc zaryzykować. i powrócić do korzeni. – To nie ja wybrałem blues, to blues wybrał mnie. Już wcześniej grałem blues – gdy miałem czternaście, piętnaście lat. On mnie określił emocjonalnie, ukształtował mnie. Miałem więc solidne podstawy, by wykonywać tę muzykę – mówił w rozmowie z miesięcznikiem Tylko Rock.
Moore przyszedł na świat 4 kwietnia 1952 roku w Belfaście (Irlandia Północna). Już jako dziecko zdradzał ogromny talent muzyczny. W tę stronę pociągnął go ojciec, który kupił mu pierwszą gitarę. Miał wtedy 10 lat. Co ciekawe, Gary był mańkutem, ale grał na gitarze praworęcznej. Później, będąc nastolatkiem, przeprowadził się do Dublina. Dołączył wówczas do grupy Skid Row, której wokalistą był Phil Lynott. Współpracował z nim też w formacji Thin Lizzy. Jego grę możemy usłyszeć na płycie Black Rose: A Rock Legend (1979). W tamtym okresie gitarzysta rozpoczął karierę solową. Zadebiutował w 1978 za sprawą Back on the Streets, na którym znalazł się utwór Parisienne Walkways. Stał się on dość sporym przebojem.
Kolejna dekada sprawiła, że o Moore’u zrobiło się naprawdę głośno. Artysta świetnie odnalazł się w hardrockowych klimatach na Wild Frontier (1987) oraz, przede wszystkim, na After the War (1989). Gary nie chciał jednak zostać zaszufladkowany pod kątem stylistycznym. Dlatego dla wielu osób album Still Got the Blues, z 1990, był pewnego rodzaju zaskoczeniem. Stworzył płytę bardziej osobistą i opartą na uczuciach. Nie brakowało osób, które odradzały Moore’owi taki kierunek. Twierdzili, że to komercyjne samobójstwo. No cóż, pomylili się...
"Śpiewająca" gitara
Sercem wydawnictwa okazała się kompozycja tytułowa. Kluczowa dla jej powstania była gitara Les Paul Standard z 1959. Instrument ten sprzedał mu Peter Green, założyciel Fleetwood Mac. – Kiedy nadszedł czas na nagranie "Still Got the Blues", zabrałem ją do studia, żeby przetestować pomieszczenie. Pierwszego dnia zagraliśmy "Still Got the Blues" w jednym podejściu, od początku do końca – powiedział Gary Moore w rozmowie dla Vintage Guitar. – To był naprawdę dramatyczny dzień. Nigdy go nie zapomnę.
Gitarzysta połączył techniczne mistrzostwo z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Zależało mu na tym, aby gitara "śpiewała" i przekazywała ból zawarty w tekście. Opowiada on o stracie, niespełnionej miłości i uczuciu, które – mimo upływu czasu – nie znika. Moore postawił na proste środki przekazu, bez zbędnych udziwnień. To sprawiło, że piosenka stała się hitem radiowym, co w przypadku bluesa nie jest czymś oczywistym. Kiedy człowiek myśli o Still Got the Blues, ma w głowie genialną solówkę, która po latach wywołała... kontrowersje.
Pod koniec 2008 niemiecki sąd orzekł, że muzyk nieświadomie splagiatował fragment solówki z utworu Nordrach (1974) z repertuaru mało znanego zespołu progresywnego Jud’s Gallery. Moore twierdził, że nie słyszał nigdy tej kompozycji. Uznano jednak, że podobieństwo melodyczne jest zbyt duże, aby odpuścić sprawę. Artysta musiał więc wypłacić odszkodowanie liderowi grupy, Jürgenowi Winterowi. Nie ujawniono w przestrzeni medialnej w jakiej dokładnie kwocie.
26 marca 1990 na rynku ukazał się album Still Got the Blues promowany przez Oh Pretty Woman. Tytułowiec z dopiskiem For You wytypowano na singiel jako drugi w kolejności pod koniec kwietnia. Dotarł do 31. miejsca na brytyjskiej liście przebojów. Natomiast na amerykańskim Billboardzie numer zameldował się na 97. pozycji. Nie ma wątpliwości, że jest to najpopularniejszy utwór w dorobku Gary’ego Moore’a. W serwisie streamingowym Spotify Still Got the Blues odtworzono go już ponad 190 mln razy.
Przez całe lata 90. i po roku dwutysięcznym kontynuował eksplorację bluesa. Pozostawał aktywny koncertowo i nagraniowo aż do samego końca. Muzyk zmarł nagle 6 lutego 2011 w trakcie wakacji w Hiszpanii. Przyczyną śmierci był zawał serca. Gary Moore miał 58 lat.