Dlaczego gitarzysta Mayhem sfotografował samobójstwo swojego wokalisty?
Rock'n'rollowa galeria sław pęka w szwach od prowokacyjnych okładek, ale żadna nie uderza w trzewia z taką brutalną siłą, jak bootleg Mayhem „The Dawn of the Black Hearts”. Wydawnictwo z 1995 roku zszokowało świat, prezentując na froncie autentyczne zdjęcie po samobójstwie wokalisty zespołu, Pera „Deada” Ohlina. Kiedy 8 kwietnia 1991 roku gitarzysta Øystein „Euronymous” Aarseth znalazł ciało swojego kolegi, jego pierwszą myślą nie było wezwanie pomocy. Zamiast tego ruszył do sklepu po jednorazowy aparat, by wcisnąć spust migawki i uwiecznić tragiczną scenę, tworząc tym samym jeden z najbardziej bluźnierczych artefaktów w historii muzyki.
Euronymous nie poprzestał jednak na roli fotografa. Z reżyserską precyzją, godną najmroczniejszego thrillera, zaaranżował scenę, układając przy ciele Deada nóż oraz strzelbę. Ten wyrachowany gest miał podkręcić ekstremalny wizerunek Mayhem do jedenastu. Jak wspominał perkusista Hellhammer, Euronymous racjonalizował swój czyn, twierdząc, że samobójstwo wokalisty było manifestem przeciwko komercjalizacji black metalu, który zaczynał być „modny”. Wykorzystanie tragedii jako oręża w walce o wizerunek pokazało, że norweska scena, by udowodnić swoją autentyczność, gotowa była przekroczyć każdą granicę.
Wąchał martwe kruki i uważał, że nie żyje. Poznaj Pera 'Deada' Ohlina
Gdy w 1988 roku szeregi Mayhem zasilił Per Yngve Ohlin, nikt nie spodziewał się, że na pokładzie zameldował się sam anioł śmierci. Jego sceniczna persona i życie prywatne stopiły się w jedno, całkowicie pochłonięte przez obsesję na punkcie umierania. Dead kolekcjonował martwe ptaki, z dumą nosił koszulki z nekrologami i stał się pionierem „corpse paintu”, czyli makijażu, który nadawał jego twarzy upiorny wygląd zwłok. Przed koncertami potrafił zaciągać się fetorem gnijącego kruka z plastikowej torby, by móc, jak sam twierdził, śpiewać „z odorem śmierci w nozdrzach”.
Ta mroczna fascynacja mogła mieć swoje korzenie w poważnych problemach psychicznych. Niektóre źródła sugerują, że Dead cierpiał na zespół Cotarda, rzadkie zaburzenie, które sprawia, że chory jest przekonany o własnej śmierci. Teoria nabiera sensu w kontekście traumatycznego incydentu z czasów szkolnych. Po brutalnym pobiciu Ohlin przez chwilę był uznawany za klinicznie martwego. To wstrząsające doświadczenie mogło na zawsze zniekształcić jego psychikę i zatrzeć granicę między sceniczną kreacją a tragiczną rzeczywistością, która pchnęła go do samobójstwa w domu dzielonym z resztą zespołu.
Euronymous zrobił naszyjniki z czaszki Deada. Dwa lata później sam zginął
Śmierć Deada była jednak dopiero początkiem upiornego spektaklu, którego reżyserem stał się Euronymous. Posunął się o krok dalej, zbierając fragmenty roztrzaskanej czaszki kolegi i tworząc z nich naszyjniki. Te makabryczne trofea trafiały w ręce muzyków, których darzył szczególnym szacunkiem, co potwierdzali później członkowie norweskiej sceny, tacy jak Bård „Faust” Eithun. Po scenie krążyły nawet plotki, że gitarzysta ugotował gulasz z mózgu Deada. Choć zespół ostatecznie zdementował te pogłoski, sama ich obecność świadczy o tym, jak głęboko zanurzyli się w otchłań profanacji.
Żelazo, którym Mayhem tak chętnie wojowało, ostatecznie obróciło się przeciwko nim. Spirala przemocy, którą nakręcał Euronymous, 10 sierpnia 1993 roku wciągnęła i jego samego. Został brutalnie zamordowany przez Varga Vikernesa z Burzum, który zadał mu dwadzieścia trzy ciosy nożem, tłumacząc później, że działał w obronie własnej. Wydany rok po tym morderstwie album „De Mysteriis Dom Sathanas” stał się przeklętym testamentem zespołu. To czarna msza nagrana w cieniu śmierci, będąca jednocześnie epitafium dla ofiary i jej kata z norweskiej sceny.