Ucieczka z profesjonalnego studia do starej willi. Jak Rick Rubin przekonał Red Hot Chili Peppers do przeprowadzki?
Wiosną 1991 roku zespół Red Hot Chili Peppers znajdował się w trudnym momencie. Muzycy mieli za sobą męczące sesje do albumu "Mother's Milk", podczas których producent Michael Beinhorn wymuszał na nich sterylne, niemal metalowe brzmienie. Basista Flea i wokalista Anthony Kiedis czuli, że ich naturalna, funkowa energia została zabita przez ciągłe dogrywanie kolejnych ścieżek dźwiękowych. Wtedy w ich życiu pojawił się producent Rick Rubin, który zaproponował coś zupełnie innego niż profesjonalne studio Ocean Way. Rubin chciał, aby muzycy zamieszkali razem w odizolowanym miejscu, gdzie mogliby jeść, spać i tworzyć bez żadnych rozpraszaczy z zewnętrznego świata. Wybór padł na ogromny, dziesięciopokojowy dworek w Laurel Canyon w Los Angeles, zbudowany jeszcze w 1918 roku.
Strach perkusisty i przyjazne duchy Johna Frusciante. Dlaczego Chad Smith uciekał z domu na motocyklu?
Wokół posiadłości przy 2451 Laurel Canyon Boulevard narosło wiele legend, w tym ta najsłynniejsza o rzekomym nawiedzeniu przez ducha Harry’ego Houdiniego. Choć historycy później udowodnili, że dom słynnego iluzjonisty spłonął lata wcześniej, atmosfera wewnątrz budynku była na tyle gęsta, że perkusista Chad Smith jako jedyny odmówił spania w dworku. Codziennie po skończonej pracy wsiadał na swojego Harleya i wracał do własnego domu, twierdząc, że w willi czuć złą energię. Zupełnie inne podejście miał John Frusciante, który nawiązał specyficzną więź z niewidzialnymi mieszkańcami dworku. Gitarzysta wierzył, że duchy stymulują jego kreatywność, co pozwalało mu na wielogodzinne sesje malowania obrazów i tworzenia muzyki w całkowitej izolacji.
Dom miał specyficzną, seksualno-mistyczną aurę, która mocno wpłynęła na teksty piosenek balansujące między duchowością a cielesnością – stwierdził Anthony Kiedis w trakcie rozmowy
Wokalista przyznawał, że odcięcie się od świata pozwoliło zespołowi na całkowite skupienie się na procesie twórczym. Przez kilka miesięcy jedynym kontaktem muzyków z rzeczywistością był kucharz, który przygotowywał im posiłki. Brak telewizji i telefonów sprawił, że Red Hot Chili Peppers zamienili się w jedną, sprawnie działającą maszynę do robienia muzyki, co doskonale widać w archiwalnym dokumencie "Funky Monks".
Perkusja w korytarzu i wokale w sypialni. Jak powstało surowe brzmienie płyty "Blood Sugar Sex Magik"?
Niezwykłe warunki lokalowe przełożyły się na genialne rozwiązania techniczne inżyniera dźwięku Brendana O'Briena. Zamiast budować profesjonalne kabiny nagraniowe, wykorzystał on naturalną akustykę pomieszczeń starej willi. Chad Smith rozstawił swój zestaw perkusyjny w gigantycznym hallu wejściowym, który dzięki swojej wysokości i kamiennym elementom dawał potężny, naturalny pogłos. Ten efekt słychać doskonale w dynamice utworu "Suck My Kiss", gdzie bębny brzmią niezwykle głęboko i przestrzennie bez użycia cyfrowych ulepszaczy.
W tym samym czasie Anthony Kiedis nagrywał większość swoich partii wokalnych w małej, przytulnej sypialni na piętrze. Pozwoliło mu to na uzyskanie intymnego, momentami szeptanego tonu, który idealnie pasował do spokojniejszych utworów, takich jak ballada "I Could Have Lied". Z kolei John Frusciante zrezygnował z nowoczesnych efektów gitarowych na rzecz prostoty. Wpinał swojego Fendera Stratocastera bezpośrednio do wzmacniacza, co dało ten charakterystyczny, suchy i surowy dźwięk, który do dzisiaj kopiują tysiące gitarzystów na całym świecie.
Złomowisko na dziedzińcu i chór gospel z mamą gitarzysty. Nieoczywiste kulisy powstawania hitu "Under the Bridge"
Praca nad albumem obfitowała w czystą, rockową improwizację, która wykraczała poza standardowe ramy. Gdy zespół uznał, że w piosence "Breaking the Girl" brakuje industrialnego uderzenia, muzycy pojechali na pobliskie złomowisko. Przywieźli stamtąd stare rury, bębny hamulcowe i zardzewiałe felgi, które ustawili na dziedzińcu dworku. Wszyscy czterej członkowie grupy rytmicznie uderzali w nie metalowymi prętami, co zarejestrowały mikrofony wystawione przez okna willi. Kolejnym zaskoczeniem było zaproszenie do sesji Gail Frusciante, matki Johna, która wraz ze znajomymi z kościelnego chóru zaśpiewała kultową partię w końcówce "Under the Bridge".
Sam utwór "Under the Bridge" mógł nigdy nie ujrzeć światła dziennego, ponieważ Kiedis uważał go za zbyt osobisty i smutny wiersz, który nie pasuje do funkowego wizerunku kapeli. Rick Rubin znalazł te zapiski przez przypadek podczas przeglądania notatnika wokalisty i przekonał go, by pokazał tekst reszcie zespołu. John Frusciante w kilka godzin skomponował do tych słów melancholijne akordy inspirowane stylem Jimiego Hendrixa. Piosenka stała się największym komercyjnym hitem grupy, otwierając im drzwi do światowej sławy i wielomilionowej sprzedaży.
Dziedzictwo "The Mansion". Rick Rubin kupił nawiedzony dom po wielkim sukcesie zespołu
Po sukcesie płyty, która sprzedała się w nakładzie ponad 13 milionów egzemplarzy, willa znana jako "The Mansion" stała się kultowym punktem na muzycznej mapie Los Angeles. Rick Rubin był tak zachwycony efektami pracy w tym miejscu, że w 1997 roku kupił całą posiadłość na własność. W kolejnych dekadach gościł tam inne wielkie marki, w tym System of a Down podczas nagrywania przełomowego albumu "Toxicity" oraz grupę Slipknot. Choć dom do dziś kojarzony jest z mrocznymi historiami o duchach, dla fanów Red Hot Chili Peppers pozostanie przede wszystkim miejscem, w którym zespół odnalazł swoją prawdziwą tożsamość i stworzył dzieło definiujące całe pokolenie fanów muzyki alternatywnej lat 90. XX wieku.