Robert Plant otwarcie o stracie syna i końcu Led Zeppelin: “Nie potrzebowałem zespołu”

Zespół Led Zeppelin oficjalnie przestał istnieć w 1980 roku, kilka miesięcy po nagłej śmierci perkusisty Johna Bonhama. Jednak już wcześniej w obozie grupy miało miejsce tragiczne zdarzenie, które najpewniej i tak doprowadziłoby do jej końca. Mowa o śmierci kilkuletniego synka Roberta Planta. Muzyk w nowym wywiadzie otworzył się na ten temat.

Robert Plant z Led Zeppelin na scenie z mikrofonem. O stracie syna i końcu zespołu przeczytasz na EskaRock.
Autor: Dina Regine/ CC BY-SA 2.0

Oficjalny koniec zespołu Led Zeppelin nastąpił dokładanie 4 grudnia 1980 roku. Trzy miesiące po śmierci perkusisty Johna Bonhama, Jimmy Page, Robert Plany i John Paul Jones wydali oświadczenie, w którym poinformowali, że nie wyobrażają sobie kontynuowania działalności bez Bonhama w składzie.

Tragiczne zdarzenie miało miejsce w trakcie trasy koncertowej zespołu i zaplanowanych występów w Ameryce Północnej, które miały związek z wydanym rok wcześniej ostatnim studyjnym albumem Led Zeppelin, In Through the Out Door. Powstało ono po zdarzeniu, które, jak się okazuje, w dłuższej perspektywie mogło wbrew wszystkiemu doprowadzić do końca zespołu.

Jakie relacje panowały w Led Zeppelin? „Nie byliśmy przyjaciółmi”

Śmierć syna Roberta Planta

Led Zeppelin byli w trakcie trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych, gdy Robert Plant doznał wielkiej, osobistej tragedii. W wieku zaledwie 5 lat zmarł jego syn z małżeństwa z Maureen Wilson. Karac Pendragon odszedł nagle w wyniku poważnej, szybko rozprzestrzeniającej się infekcji żołądkowo-jelitowej.

Zdarzenie to załamało Roberta Planta, który swój żal wykorzystał w procesie twórczym, pisząc dla Karaca słynny utwór All My Love. Pomimo tego Led Zeppelin nagrali i wydali nowy album, a do tego koncertowali w ramach jego promocji po Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że działo się to w czasie, gdy wokalista czuł już zupełną obojętność wobec zespołu.

Robert Plant szczerze o końcu Led Zeppelin

Słynny wokalista w rozmowie z "The Sunday Times" mówi wprost o tym, że śmierć jego 5-letniego syna zmieniła dla niego dosłownie wszystko. Muzyk przyznał, że czuł się za kulisami niezwykle osamotniony i jedyne, czego pragnął, to być ze swoją rodziną.

Plant gorzko mówi, że po odejściu Karaca nie czuł się dobrze w zespole, relacje w którym od dawna nie były już bliskie i oparte na wspólnym, przyjacielskim spędzaniu czasu. Jak dodaje wokalista, już w 1977 roku chciał się z Led Zeppelin po prostu wyrwać.

Ale po stracie syna nie potrzebowałem już zespołu. Takie muzyczne relacje są świetne, dopóki wszystko układa się dobrze. Kiedy jednak sprawy przybierają zły obrót, komu chciałoby się godzinami siedzieć za kulisami z ludźmi, z którymi utknęło się jeszcze w 1968 roku? Nie gracie w karty, nie wychodzicie do kina – po prostu czekacie. Zawsze marzyłem, żeby się stamtąd wyrwać - mówi Robert Plant.

Tak przez lata zmieniał się Robert Plant: