Kiedy na początku 2020 roku wybuchła światowa pandemia, błyskawicznie wprowadzono szereg rygorystycznych zakazów, które drastycznie uderzyły w branżę eventową. Z dnia na dzień z kalendarzy zniknęły wszelkie koncerty, a sale klubowe i wielkie areny opustoszały. Wobec widma bankructwa jeden z najbardziej znanych warszawskich lokali muzycznych postanowił wyjść naprzeciw obostrzeniom. Zarządcy kultowego miejsca w stolicy wymyślili autorski sposób na organizację imprez, który uratował ich biznes w trudnym okresie zamrożenia gospodarki.
Chodzi o klub Progresja, który właśnie w tamtym okresie uruchomił projekt funkcjonujący obecnie pod szyldem Letnia Scena Progresji. Wyprowadzenie występów artystycznych na zewnątrz okazało się strzałem w dziesiątkę. Z jednej strony właściciele obiektu zyskali niezbędne fundusze, pozwalające utrzymać się na rynku, a z drugiej publiczność otrzymała bezpieczną formę uczestnictwa w wydarzeniach kulturalnych i namiastkę normalnego życia w dobie koronawirusa.
Początkowo zakładano, że plenerowy projekt zostanie wygaszony po 2022 roku, gdy zniesiono już restrykcje i branża powróciła do funkcjonowania w tradycyjnych, zamkniętych obiektach. Zarządcy postanowili jednak na stałe wpisać plenerowe występy w swój letni harmonogram. Obecnie warszawska przestrzeń pod chmurką regularnie przyciąga miłośników muzyki z całego kraju, a niedawno na scenie zameldowały się tak potężne, międzynarodowe gwiazdy, jak formacje Garbage oraz Hurts.
Choć plenerowy format przyciąga tłumy fanów, z biegiem czasu zaczął generować coraz większe kontrowersje w najbliższym sąsiedztwie. Już cztery lata temu mieszkańcy stołecznej Woli masowo zgłaszali uciążliwości związane z potężnym nagłośnieniem. Mimo narzekań na uporczywy hałas ówczesne pomiary akustyczne wykazały, że dopuszczalne normy decybeli nie były przekraczane w trakcie trwania koncertów.
Te argumenty nie uspokoiły jednak nastrojów, a konflikt między lokalną społecznością a właścicielami obiektu wciąż przybiera na sile. Do sprawy aktywnie włączyło się stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. W piątek 10 lipca miejscy aktywiści opublikowali w mediach społecznościowych obszerny wpis, w którym bezpardonowo uderzają w osoby decyzyjne zarządzające działalnością kultowej Progresji.
Klub Progresja pod ostrzałem aktywistów. Czego domaga się Miasto jest nasze?
Lista zarzutów pod adresem organizatorów jest długa i bardzo konkretna. Działacze podkreślają, że plenerowe imprezy masowe korzystają z luk prawnych i są zwolnione z rygorów ustawy o ochronie środowiska, co czyni standardowe limity hałasu bezużytecznymi. Ponadto zarzuca się klubowi omijanie prawa budowlanego poprzez obniżanie, a nie całkowity demontaż sceny na okres zimowy. Lista skarg obejmuje także łamanie ustaleń dotyczących ciszy nocnej po godzinie 22:00, uciążliwe próby akustyczne w środku dnia oraz paraliż komunikacyjny w rejonie ulicy Fort Wola. Dodatkowym problemem ma być płoszenie okolicznych zwierząt przez gigantyczne tłumy i głośną muzykę.
Przedstawiciele stowarzyszenia zapowiedzieli podjęcie zdecydowanych kroków prawnych, które mają ostatecznie zablokować plenerowe eventy w tej lokalizacji. W poniedziałek 13 lipca aktywiści złożą na ręce wojewody oficjalny wniosek o zakazanie organizacji imprez masowych na tym terenie. W swoim komunikacie zwrócili uwagę na opieszałość władz.
To postulat mieszkańców - radni od 4 lat nie wpadli na taki pomysł
Dziennikarze serwisu Eska ROCK starali się skontaktować z przedstawicielami Progresji, aby uzyskać ich stanowisko w narastającym sporze. Do momentu publikacji materiału włodarze stołecznego klubu nie udzielili jednak żadnej odpowiedzi.