Johnny Cash nienawidził tej piosenki Nine Inch Nails. Rick Rubin zrobił z niej jego artystyczny testament

2026-01-31 13:04

Czasem zderzenie dwóch muzycznych światów prowadzi do artystycznej rewolucji, która zmienia wszystko. Plan Ricka Rubina na uratowanie kariery Johnny'ego Casha zakładał właśnie taki ryzykowny krok, czyli nagranie piosenki Nine Inch Nails. Cash uważał ten pomysł za absurdalny, a za powstaniem jego najsłynniejszego coveru kryje się historia uporu i niezwykłej producenckiej wizji.

Johnny Cash

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Kiedy legenda country sięgnęła po industrialny hymn. Jak "Hurt" odmieniło wszystko

Czasem w muzyce dochodzi do spotkań na szczycie, które na papierze wydają się niemożliwe, a w praktyce wywracają scenę do góry nogami. Tak właśnie było, gdy legenda country skrzyżowała drogi z producentem o korzeniach w hip-hopie i metalu, dając światu jeden z najbardziej wstrząsających utworów w historii. Rick Rubin, człowiek o złotym uchu, który potrafił usłyszeć rock'n'rollowy puls tam, gdzie inni słyszeli już tylko ciszę, rzucił na stół propozycję z gatunku szalonych. Namówił sceptycznego Johnny'ego Casha do nagrania surowej, akustycznej wersji industrialnego hymnu „Hurt” z repertuaru Nine Inch Nails. Ta odważna interpretacja, przepełniona bólem i życiową mądrością, stała się artystycznym testamentem Człowieka w Czerni, który nie tylko przedstawił go na nowo całemu pokoleniu słuchaczy, ale też wbił w fotel samego autora oryginału. Trent Reznor, po obejrzeniu teledysku, skwitował krótko, ale dosadnie: „To już nie jest moja piosenka”. Ten potężny cios przypieczętował losy albumu „American IV: The Man Comes Around”, który jako pierwszy studyjny krążek artysty od lat 70. wjechał na salony z platynowym statusem.

Muzyka rockowa lat 90-tych - zagranica. Kultowe krążki z tego okresu

Johnny Cash zwolniony z wytwórni przez gazetę. Jak Rick Rubin uratował jego karierę?

Zanim jednak doszło do tego spektakularnego powrotu na szczyt, kariera Johnny'ego Casha leżała w gruzach. W 1986 roku, po dwudziestu sześciu latach owocnej współpracy, wytwórnia Columbia Records bezceremonialnie pokazała mu drzwi. Co gorsza, o tej gorzkiej pigułce artysta dowiedział się z porannej prasy. Oficjalnie poszło o słupki sprzedaży, co musiało być potężnym ciosem dla człowieka, który w zaledwie osiem lat naszpikował listy przebojów ośmioma singlami numer jeden. Kolejne lata, spędzone pod skrzydłami Mercury Records od 1987 do 1991 roku, to pasmo artystycznych poszukiwań i komercyjnych porażek. Cztery nierówne albumy, flirtujące z modnymi wówczas syntezatorami, zamiast odświeżyć brzmienie, tylko pogłębiły twórczy impas. Na początku lat 90. dla branży muzycznej Człowiek w Czerni był już tylko echem przeszłości.

Iskra nadziei zapłonęła w najmniej oczekiwanym momencie, w listopadzie 1992 roku, podczas koncertu celebrującego 30-lecie kariery Boba Dylana. To właśnie tam Rick Rubin, siedząc wśród publiczności, zobaczył na scenie Casha. I chociaż artysta zmagał się z problemami zdrowotnymi i demonami przeszłości, Rubin usłyszał coś więcej, dostrzegł w nim tę samą, niegasnącą, surową moc. Gdy inni widzieli zjeżdżającą ze sceny legendę, on zobaczył artystyczny dynamit czekający na odpalenie. Już w 1993 roku Cash złożył podpis na kontrakcie z wytwórnią Rubina, American Recordings. Rozpoczęli współpracę opartą na radykalnie prostej filozofii, czyli zdzierania z każdej piosenki warstw produkcyjnych ozdobników, by dotrzeć do jej nagiego, bijącego serca, bez względu na to, z jakiej muzycznej parafii pochodziła.

Dlaczego Johnny Cash nienawidził pomysłu na cover "Hurt" Nine Inch Nails?

Kluczem, który otwierał drzwi do repertuaru serii „American Recordings”, stało się słowo. Rubin stawiał sprawę jasno: jeśli tekst miał w sobie prawdę, nie miało znaczenia, czy jego fundamentem były punkowe riffy, rockowa energia czy folkowa opowieść. Ta bezkompromisowa zasada zaowocowała coverami, które przeszły do historii. Cash zmierzył się z „Rusty Cage” Soundgarden, co początkowo uznał za absurd, a jego wersja „Personal Jesus” Depeche Mode sprawiła, że sam Martin Gore przyznał, iż to jedyna interpretacja, która naprawdę się liczy. Jednak to właśnie propozycja zmierzenia się z „Hurt” napotkała na najtwardszy mur oporu. Rubin, uparty jak mało kto, musiał podsuwać mu ten utwór aż trzy razy na różnych składankach. Ostatecznie, by złamać sceptycyzm legendy, sam chwycił za gitarę i nagrał akustyczne demo, pokazując Cashowi drzemiącą w numerze moc.

Sesje nagraniowe, w kontrze do wielkich studiów, odbywały się w niemal ascetycznych warunkach. Czasem była to chata Casha w Tennessee, a czasem dom Rubina w Los Angeles, co stanowiło świadomy powrót do korzeni, do surowego brzmienia, od którego wszystko się zaczęło. Efekt? Sześć albumów z serii „American Recordings” i monumentalny sukces, który przetoczył się przez muzyczny świat. Na półkach lądowały kolejne statuetki Grammy, a teledysk do „Hurt” zyskał status kultowego dzieła sztuki. Nawet po śmierci artysty w 2003 roku jego legenda, zamiast blaknąć, nabrała jeszcze większej mocy, trafiając pod strzechy zupełnie nowej publiczności. Ostatni akt kariery Człowieka w Czerni, odpalony przez producenta z hiphopowym rodowodem, okazał się jego najmocniejszym i najtrwalszym akordem. Historia zatoczyła niezwykłe koło, a piosenka o bólu, napisana przez króla industrialu, stała się dla legendy country ostatecznym odkupieniem.