Gardzili modą, a stali się jej ikonami. Jak flanelowa koszula z Seattle stała się buntem sprzedanym za miliony

2026-01-31 9:04

Każdy rockowy bunt potrzebuje swojego uniformu, który wyraża pogardę dla komercji. Paradoksalnie, flanelowe koszule zespołów z Seattle stały się najlepiej sprzedającym się trendem lat 90. Ta komercjalizacja spotkała się z gniewną reakcją muzyków, której najbardziej symbolicznym wyrazem był ogień.

Grunge

i

Autor: -/ CC BY-SA 4.0

Flanela, moda i punk rockowy bunt: Kiedy Seattle trafiło na wybiegi

Flanelowa koszula, wyciągnięty sweter i sprane dżinsy. To nie był strój na wybieg, a raczej pancerz chroniący przed zimnem Seattle i wiecznym debetem na koncie. Zespoły z deszczowego Północnego Zachodu nie myślały o modzie, bo każda myśl zaprzątnięta była komponowaniem kolejnego numeru, który mógłby wstrząsnąć posadami muzycznego świata. Ironia losu uderzyła z mocą przesterowanej gitary na początku lat 90., kiedy to świat wielkiej mody postanowił przywłaszczyć sobie ten garażowy anty-styl. Projektanci, z Markiem Jacobsem na czele, wypuścili na wybiegi kolekcje inspirowane estetyką grunge'u. Reakcja sceny była szybka i głośna niczym punkowy riff. Gdy Kurt Cobain i Courtney Love otrzymali paczkę z ciuchami od Jacobsa, potraktowali ją zgodnie ze swoimi artystycznymi korzeniami i bez wahania puścili wszystko z dymem.

Ten surowy, nieoszlifowany wizerunek miał swój fundament w czystym pragmatyzmie. Jak celnie podsumował to magazyn Vogue, dla muzyków z tamtego rejonu „to nie był estetyczny wybór, lecz konieczność”. Artyści, którzy ledwo wiązali koniec z końcem, polowali na okazje w lumpeksach, wybierając to, co tanie, wytrzymałe i przede wszystkim ciepłe. Cały ten ruch był w swoim DNA głęboko antykonsumpcyjny, a zasada prosta jak budowa cepa. Im mniej wydawałeś na ciuchy, tym bardziej byłeś autentyczny. I to właśnie ta szczerość, ten brak pozy, przyciągnął uwagę świata, który momentalnie zapragnął zamknąć ją w butelce i sprzedać z ogromnym zyskiem.

Grunge’owe kapele wszech czasów / Eska ROCK

Muzycy gardzili słowem "grunge". Poznaj genialny żart wytwórni Sub Pop

Zanim jednak świat mody kompletnie oszalał na punkcie flaneli, sami muzycy zgrzytali zębami na dźwięk etykietki, którą im przyklejono. Słowo „grunge” było przez wielu z nich szczerze pogardzane, a jego geneza do dziś budzi kontrowersje. Ben Shepherd z Soundgarden bez ogródek stwierdził, że brzmi ono jak „cholernie słowo używane w reklamach telewizyjnych o zanieczyszczeniach w kąpieli”. Stone Gossard z Pearl Jam poszedł o krok dalej i po prostu odmawiał publicznego wymawiania tego terminu. Świadomość, że ich autentyczna, kipiąca energią scena została sprowadzona do chwytliwego hasła reklamowego, podkręcała frustrację do jedenastu, zwłaszcza gdy ich styl życia stał się nagle najgorętszym trendem sezonu.

Apogeum komercjalizacji nastąpiło w 1992 roku, kiedy Marc Jacobs wypuścił na rynek swoją słynną kolekcję dla Perry Ellis, a Vogue wypalił z numerem zatytułowanym „Grunge & Glory”. Choć z finansowego punktu widzenia kolekcja Jacobsa okazała się totalnym niewypałem, który kosztował go posadę, po latach uznano ją za moment przełomowy. Bogaci klienci nie palili się do utożsamiania z niedbałym wizerunkiem, a prawdziwi fani gatunku z ideologicznych pobudek odrzucali modę z wybiegów. Ten kuriozalny rozjazd doskonale podsumowuje legendarny już żart, jaki wytwórnia Sub Pop wykręciła gazecie „New York Times”. Ekipa z wytwórni wkręciła dziennikarzy, podsuwając im kompletnie zmyślony „slang grunge’owy”, a szanowana gazeta łyknęła haczyk i opublikowała go jako autentyk. To był chyba najgłośniejszy i najbardziej rock'n'rollowy prztyczek w nos zadany mainstreamowi.

Kardigan Kurta Cobaina za 137 500 dolarów. Jak anty-moda stała się ikoną?

Nikt nie uosabiał tego paradoksu lepiej niż Kurt Cobain, który został namaszczony na globalną ikonę stylu wbrew własnej woli. Jego niedbały wizerunek, oparty na luźnych, workowatych ciuchach, częściowo wynikał z kompleksów i próby ukrycia chudej sylwetki. Mimo to, każdy element jego garderoby urastał do rangi relikwii. Legendarny zielony kardigan z występu MTV Unplugged poszedł pod młotek w 2020 roku za astronomiczną kwotę 137 500 dolarów. To chyba najlepszy dowód na to, jak głęboko anty-moda wbiła się w tkankę popkultury.

W swoim sercu grunge był krzykiem autentyczności, wymierzonym w blichtr i plastik lat 80. Jak przyznawał sam Cobain, było to poniekąd podkręcenie brzmienia takich kapel jak The Pixies czy Sonic Youth i zaserwowanie go masowej publiczności. Problem w tym, że jego antykonsumpcyjny etos został błyskawicznie wchłonięty przez rynkową machinę. Nagle symbolami buntu stały się markowe trampki Converse, ciężkie buty Dr. Martens i, oczywiście, wszechobecna flanela. Ten niezwykły fenomen, w którym „nierobienie deklaracji stało się modową deklaracją”, rozbrzmiewał najgłośniej w latach 1991-1994. Jego symboliczny koniec często datuje się na dzień śmierci Cobaina, człowieka, który nigdy nie pogodził się z tym, że jego bunt został sprzedany w milionach egzemplarzy. Może właśnie na tym polega największa tragedia grunge'u, że najszczerszy krzyk przeciwko systemowi stał się jego najlepiej sprzedającym się produktem.

Quiz o grunge'u. Dopasuj tytuł utworu do odpowiedniego zespołu z "Wielkiej Czwórki"
Pytanie 1 z 10
Który zespół nagrał utwór "Rooster"?