Kac i plastikowe gwiazdy w MTV. Jak Damon Albarn i Jamie Hewlett wpadli na pomysł Gorillaz?
Wszystko zaczęło się w 1997 roku w Londynie, gdy Damon Albarn, lider zespołu Blur, i Jamie Hewlett, rysownik znany z komiksu "Tank Girl", zamieszkali razem po rozstaniach ze swoimi partnerkami. Spędzali mnóstwo czasu przed telewizorem, oglądając stację MTV, co szybko wprawiło ich w stan głębokiej irytacji. Obaj uznali, że ówczesna scena muzyczna, zdominowana przez boysbandy i wykreowane przez wytwórnie gwiazdki, jest kompletnie pozbawiona sensu i treści. Według nich artyści pokazywani w telewizji byli tak sztuczni, że równie dobrze mogli być animowani.
Właśnie w tym momencie narodził się pomysł na Gorillaz, czyli pierwszy na świecie wirtualny zespół. Albarn i Hewlett postanowili stworzyć dosłowną kreskówkę, która będzie parodią przemysłu rozrywkowego i komentarzem do faktu, że współcześni idole są jedynie produktami menedżerów. Nazwa projektu początkowo brzmiała po prostu "Gorilla", co było nawiązaniem do roku 1968, w którym urodzili się obaj twórcy i który w chińskim kalendarzu jest Rokiem Małpy. Ostatecznie postawili na nazwę "Gorillaz", a cały eksperyment miał sprawić, że muzyka znów stanie się ważniejsza niż twarz wokalisty na okładce tabloidu.
Satanista, naiwny wokalista i 10-latka w paczce. Bohaterowie, którzy obnażyli absurd show-biznesu
Aby uderzyć w stereotypy branży, Hewlett zaprojektował cztery postacie będące przejaskrawionymi archetypami członków typowych kapel rockowych. Basista Murdoc Niccals to wulgarny satanista i tyran, który miał uosabiać brudną oraz skandalizującą stronę rock’n’rolla. Wokalista 2D stał się karykaturą ładnego, ale niezbyt inteligentnego frontmana, natomiast perkusista Russel Hobbs reprezentował scenę hip-hopową dzięki duchom zmarłych raperów, które rzekomo przejmowały nad nim kontrolę. Najbardziej absurdalna była historia gitarzystki Noodle, 10-letniej Japonki, która trafiła do zespołu w paczce wysłanej kurierem, co wyśmiewało mechanizm castingów i importowania talentów przez wielkie wytwórnie.
Twórcy nie poprzestali na samych rysunkach, ponieważ w 2004 roku uruchomili głośną kampanię pod hasłem "Reject False Icons", czyli "Odrzuć fałszywe ikony". Fani byli zachęcani do naklejania wlepek z tym napisem na plakatach plastikowych gwiazd popu, co było bezpośrednim atakiem na kulturę celebrytów. Gorillaz udowodnili, że rysunkowe postaci mogą mieć więcej głębi i być bardziej autentyczne niż prawdziwi muzycy, którzy są sterowani przez specjalistów od wizerunku i PR.
Ucieczka z więzienia britpopu i walka o muzyczną wolność
Dla Damona Albarna stworzenie Gorillaz było jedyną drogą do odzyskania swobody twórczej. Pod koniec lat 90. muzyk czuł się zmęczony ciągłą obecnością w mediach i wizerunkiem, który narzuciły mu brytyjskie gazety podczas słynnej wojny między Blur a Oasis. Chciał tworzyć piosenki, które nie pasowały do rockowego stylu jego głównej grupy, ale wiedział, że jako frontman słynnego zespołu zawsze będzie oceniany przez pryzmat swojej przeszłości i wyglądu.
Praca w animowanym zespole pozwala mi na tworzenie muzyki, jakiej Blur by nie zaakceptowało, bez bycia ocenianym przez pryzmat mojej twarzy czy historii – przyznał Damon Albarn w rozmowie z "Rolling Stone"
Dzięki ukryciu się za animowanymi postaciami, Albarn mógł swobodnie mieszać gatunki takie jak hip-hop, dub, punk czy elektronika, co w tamtym czasie było bardzo odważnym posunięciem. Początkowo niektórzy krytycy byli wściekli, że podczas koncertów muzycy chowają się za ogromnym ekranem z animacjami, jednak fani szybko zrozumieli tę konwencję. Publiczność na całym świecie zaczęła tłumnie przychodzić na występy, aby patrzeć na wyświetlane obrazy zamiast na żywych artystów, co było absolutnym przełomem w tamtych latach.
Nowoczesna technologia i powrót do XIX wieku na scenie
Gorillaz od samego początku wyznaczali trendy w wykorzystywaniu nowych technologii do budowania relacji z fanami. Ich siedziba, legendarny budynek Kong Studios, została przeniesiona do internetu jako interaktywna strona, gdzie każdy mógł zwiedzać pokoje bohaterów i odkrywać ukryte materiały. Było to niezwykle nowoczesne podejście w czasach, gdy media społecznościowe jeszcze nie istniały, a internet wciąż kojarzył się z prostymi witrynami. Hewlett i Albarn stworzyli w ten sposób całe uniwersum, które wciągało odbiorców znacznie mocniej niż zwykły teledysk.
Największym wyzwaniem były jednak występy na wielkich galach muzycznych, gdzie zespół chciał zachować swoją wirtualną tożsamość. Podczas gali MTV w 2005 roku oraz nagród Grammy w 2006 roku, wykorzystano technologię Musion Eyeliner, która pozwoliła stworzyć na scenie złudzenie hologramów. W rzeczywistości była to nowoczesna wersja triku optycznego z XIX WIEKU, znanego jako Duch Peppera. Widok tłumu wiwatującego na cześć świetlnych projekcji był ostatecznym dowodem na to, że Gorillaz wygrali walkę o uwagę widza, pokazując, że sztuka i muzyka obronią się same, nawet bez fizycznej obecności gwiazdy na scenie.