„Every Breath You Take” nie jest piosenką o wzajemnej miłości
Tekst „Every Breath You Take” mówi głosem człowieka, który nie potrafi zaakceptować odejścia partnerki. Narrator deklaruje, że będzie śledził każdy jej oddech, krok, ruch, zerwaną więź i każde kłamstwo. Nie ma tu mowy o zaufaniu ani o pogodzeniu się z decyzją drugiej osoby. Pozostaje za to przekonanie, że po rozstaniu wciąż ma prawo rozliczać ją z każdego zachowania.
Bohater utworu cierpi, czuje pustkę i tęsknotę, ale nie zmienia to znaczenia jego słów. Zamiast przeżyć stratę, próbuje zachować władzę nad czyimś życiem. Dlatego powtarzane zapewnienie, że narrator będzie przy niej czuwał, brzmi bardziej jak groźba niż romantyczna obietnica.
„Every Breath You Take” powstało podczas rozstania Stinga z Frances Tomelty
„Every Breath You Take” powstało w okresie osobistego kryzysu Stinga. W tym czasie rozstawał się z Frances Tomelty, swoją pierwszą żoną, i wyjechał na Jamajkę. Zatrzymał się w Goldeneye, dawnej posiadłości Iana Fleminga w Oracabessa, gdzie pracował przy biurku autora książek o Jamesie Bondzie. W Goldeneye narodziły się również pomysły na „King of Pain” i „Wrapped Around Your Finger”.
Sting mówił później, że pisanie tej piosenki było dla niego formą katharsis w trudnym okresie osobistym. Nie oznacza to jednak, że narrator jest dosłownym portretem autora ani że utwór relacjonuje jego prywatne życie. Emocjonalne tło pomaga zrozumieć melancholię nagrania, lecz nie zamienia zaborczej postawy bohatera w dowód miłości.
W rozmowie z „Playboyem” Sting mówił, że pod piękną melodią ukrył podstępny tekst. Wyjaśniał, że chodzi w nim o kontrolę, własność i śledzenie drugiego człowieka. Otrzymywał listy od par, które uznawały piosenkę za hymn swojego związku, choć sam stanowczo sprzeciwiał się takiej interpretacji. Najbardziej interesował go kontrast między melodyjną muzyką a niepokojącym sensem słów.
Melodia zamaskowała obsesję w „Every Breath You Take”
Do takiej interpretacji przyczyniło się przede wszystkim brzmienie nagrania. Wczesne demo Stinga opierało się na wokalu i organach Hammonda, a The Police długo szukało właściwego aranżu. Kluczowy okazał się tłumiony, arpeggiowany riff Andy’ego Summersa, nagrany podobno za jednym podejściem. Połączony ze spokojną perkusją Stewarta Copelanda i oszczędnym wokalem Stinga stworzył elegancki, hipnotyczny klimat. Muzyka nie zdradza obsesji narratora, dlatego refren łatwo odebrać jako czułe zapewnienie o oddaniu. Sting podkreślał, że utwór mówi o zazdrości, kontroli i śledzeniu drugiej osoby, a nie o delikatnym uczuciu.