Tak naprawdę YUNGBLUD już od kilku lat był osobą, o której mówiło się, że może za jakiś czas sporo namieszać w świecie ciężkich brzmień. Okazuje się, że moment ten nadszedł latem 2025 roku, a pierwszym krokiem ku temu było wydanie przez Brytyjczyka jego czwartego studyjnego albumu. Płyta została zatytułowana Idols i ukazała się w czerwcu ubiegłego roku. Na projekcie tym artysta prowadzi dyskusję z wizerunkiem własnych autorytetów, czerpiąc garściami z dokonań tych największych i wykorzystując je na własną modłę.
Wydawnictwo zostało bardzo dobrze przyjęte, także przez sam świat ciężkich brzmień. Apogeum sławy i rozpoznawalności Dominica Harrisona nadeszło około miesiąc później. To wtedy muzyk wystąpił na pożegnalnym koncercie swojego mistrza, Ozzy'ego Osbourne'a i oryginalnego składu Black Sabbath. Na "Back to the Beginning" wykonał on na żywo słynną balladę Changes, a jego wykon zachwycił dosłownie cały świat. Występ ten zapewnił YUNGBLUDOWI nominację i ostatecznie pierwszą w jego karierze statuetkę Grammy.
Kolejne miesiące były jeszcze bardziej szalone - Brytyjczyk koncertował po całym świecie, znalazł się na świeczniku, występował na galach, gdzie oddawał hołd "Księciu Ciemności", aż w końcu w listopadzie 2025 światło dzienne ujrzała EP-ka, będąca efektem jego współpracy z legendami klasycznego rocka, Aerosmith - One More Time. Na tym jednak nie koniec.
Gdy sam stajesz się idolem
Gdzieś po drodze ukazała się też nowa wersja również nominowanego do Grammy kawałka Zombie. Utwór był jednym z singli z płyty Idols, o której od samego początku było wiadomo, że stanowi jedynie pierwszą część całego muzycznego projektu. Nikt chyba nie spodziewał się, że wydanie utworu z gościnnym udziałem The Smashing Pumpkins będzie zapowiedzią tej drugiej odsłony.
Harrison zapowiedział jej wydanie na dwa dni przed tym zdarzeniem. Jak zapowiadał, będzie to domknięcie tej historii o idolach, o swoich własnych wyobrażeniach na ich temat. Idols to jednak coś więcej - to płyta, opowiadająca o poszukiwaniu, mierzeniu się i w końcu odnajdywaniu siebie. Ubiegłoroczny krążek to jedna z moich płyt 2025 roku, świetny, energetyczny, zwarty, buntowniczy, na którym Dom dosłownie wylewa z siebie wszystko to, z czym przyszło mu się mierzyć. Na "jedynce" mieliśmy więc podróż od autodestrukcji do uzdrowienia - co nam przynosi "dwójka"?
Polecany artykuł:
Współczesna rock opera?
Wydając kolejny premierowy materiał zaledwie osiem miesięcy po wydawnictwie, który zmienił całą twoją karierę, YUNGBLUD z pewnością liczył się z tym, jak duża presja na nim spoczywa. Artysta miał jednak od początku określoną wizję swojego projektu i w żadnym stopniu nie zamierzał jej zmieniać.
Na Idols Part. 2 składa się równo o połowę mniej premierowego materiału + wspomniana wyżej nowa wersja Zombie - dobra, mocna, ostrzejsza, wolę jednak wersję bez amerykańskiej formacji. Już od otwierającego płytę I Need You (To Make the World Seem Fine) słychać, że YUNGBLUD jest w innym, pewniejszym miejscu. Spokojna, balladowa kompozycja nie stanowi tak przebojowego otwarcia, jak Hello Heaven, Hello, ma jednak inną moc. W warstwie tekstowej ma on wymowę niezwykle podobną do całego The Wall Pink Floyd. Dom sam siebie nawołuje do zburzenia ściany, jaka powstaje wokół osoby, która odnosi światowy sukces. On sam nie chce stać się tego typu idolem. Do tego potrzebny jest jednak czas, o czym muzyk daje do zrozumienia w inspirowanym country kawałku Times - który wyjątkowo mocno pasowałby też na wspomniane wyżej One More Time z Aerosmith. Mamy tu inne "idolowe" odwołanie - The Postman brzmi jakby niemal żywcem wyśpiewał je Liam Gallagher z Oasis.
Na tej drugiej części zdecydowanie dominują ballady, kolejną, w swoim wyrazie jednak niezwykle majestatyczną, jest Blueberry Hill. Przez swój klimat w jakiś stopniu brzmi ona jak ciąg dalszy świetnego Hello Heaven, Hello - zwłaszcza ta partia orkiestry, piękna rzecz. Całość zamyka będący równocześnie wiodącym singlem z projektu Suburban Requiem, jednak choć zaczyna się on jak przebojowa ballada, to szybko nabiera właściwej mocy hymnu, nawołującego do poszanowania wolności, równości i prawa do popełniania błędów przez nas wszystkich. Przesłanie tej kompozycji jest więc zaprzeczeniem całego War, którego tytuł może tu symbolizować tylko i wyłącznie walkę z samym sobą - jak mówi druga część tej piosenki, walkę wygraną.
Dave Mustaine ostrzegał YUNGBLUDA, aby ten nie musiał przypadkiem na kolejnych etapach swojej kariery udowadniać, że nie jest jedynie kopią i naśladowcą swoich własnych mistrzów. Jednak cały kompletny projekt Idols wyraźnie udowadnia, że Brytyjczyk ma pomysł na siebie i już na tym etapie może się pochwalić udaną, zachwycającą cały świat rock operą. Owszem, czerpie on z korzeni rocka, wykorzystuje je jednak tak, aby stworzyć swój własny, wyjątkowy styl. Pozostanie mieć nadzieję, że Dominic będzie kopał i odkrywał dalej udowadniając, że ma jeszcze wiele dobrego - i oczywiście ciekawego - do zaprezentowania.