Billy Joel to bez wątpienia jeden z najbardziej znanych i cenionych artystów solowych na świecie. Muzyk, choć skończy w tym roku już 77 lat, niemal bez żadnych przerw wciąż pozostawał aktywny w branży, szczególnie pod względem koncertowym. Niestety, zmieniło się to w maju ubiegłego roku.
To wtedy świat obiegła informacja o tym, iż Billy Joel zmuszony jest odwołać wszystkie swoje zaplanowane do końca 2025 roku koncerty. Szybko stało się jasne, że powodem takiego stanu rzeczy są problemy zdrowotne artysty. On sam w oświadczeniu wskazał, że zdiagnozowano u niego z wodogłowie normotensyjne. Jest to przypadłość, w wyniku której chory zmaga się m.in. ze stopniowym narastającym otępieniem, zaburzeniami chodu czy nietrzymaniem moczu. W przypadku Billy'ego Joela choroba wywołuje u niego problemy ze słuchem, wzrokiem i utrzymaniem równowagi, co stanowi szczególne utrudnienie w przypadku osoby, której pracą jest występowanie na scenie.
Po oświadczeniu artysta usunął się w cień, a do opinii publicznej co i rusz tylko trafiały szczątkowe wieści od osób z bliskiego otoczenia, wskazujące, że ten czuje się coraz lepiej.
Billy Joel niespodziewanie pojawił się na scenie!
Wiadomo już, że w tych informacjach była sama prawda! Dowodem na to jest fakt, iż Billy Joel, już na samym początku 2026 roku, wrócił na moment na scenę! Dokładnie 2 stycznia artysta pojawił się w roli gościa na jubileuszowym koncercie swojego własnego tribute bandu, aby zagrać przed zebraną na miejscu, niczego się nie spodziewającą publicznością, swoje dwie kultowe kompozycje: We Didin't Start the Fire oraz Big Shot. Sam zainteresowany zażartował nawet do swoich wielbicieli i wielbicielek, że nie miał w planach pracować tego dnia - wyszło jednak, jak wyszło!
Sprawdź nagranie z występu poniżej!