Spis treści
"Zmora" - o fabule
Główną bohaterką "Zmory" jest kontrowersyjna dziennikarka Kama Kosowska (w tej roli Magdalena Cielecka), która wraca do Torunia na zjazd licealny. To, co miało być przyjemnostką, szybko przeradza się jednak w dramat, bowiem spotkanie dawnych przyjaciół budzi uśpione uczucia i stare urazy. Kama błyskawicznie staje się gwiazdą wieczoru, zwłaszcza gdy imprezę przerywa Michał, jej przyjaciel z dzieciństwa. Przyjazd Kamy do rodzinnego miasta zbiega się też w czasie z reaktywowaniem sprawy zaginięcia Piotrka, w której była świadkiem. Kobieta wraca myślami do feralnej nocy z 1994 roku, a ojciec ostrzega ją, by nie rozdrapywała przeszłości. Wówczas na scenę wkracza uparty komisarz z Archiwum X, Tomasz Korcz, i zaczyna bacznie przyglądać się obojgu. Gdy dochodzi do tragedii, której ofiarą pada ojciec zaginionego Piotrka, Kama przypadkiem wpada na trop sprawcy.
- Moja bohaterka jest dziennikarką i to taką dziennikarką znaną, rozpoznawalną. Można powiedzieć "gwiazdą dziennikarstwa". Spotykamy ją w momencie, kiedy zostaje z tego piedestału strącona, scancelowana w wyniku swojego przemocowego, nietolerancyjnego zachowania, i pozbawiona swojego programu, ale również swojej pozycji społecznej i publicznej - mówi w naszej rozmowie Magdalena Cielecka.
"Zmora" opowiada o przemocy, ale w nieoczywisty sposób
W "Zmorze" pojawia się temat przemocy kobiet wobec kobiet, dotąd raczej rzadko eksplorowany w polskim kinie. Jak serialowa Kama radzi sobie z narastającą świadomością, że jest oprawcą? - Dla mnie to są bardzo istotne tematy. Uważam, że wspaniale, że seriale czy kino, czy w ogóle sztuka podejmuje niewygodne tematy. Tematy trudne, tematy obecne, które w przestrzeni publicznej są, o których trzeba mówić, które trzeba nagłaśniać, ale które też trzeba rozbrajać, oswajać i o nich dyskutować. [...] Nic tu nie jest czarno-białe i błędy popełnione w dzieciństwie czy w ogóle popełniane błędy, są błędami, z którymi trzeba żyć, trzeba je rozbroić, naprawić i iść dalej - przyznaje aktorka. Główna bohaterka "Zmory" mierzy się jednak nie tylko z własnymi demonami. Okazuje się bowiem, że swoich najbliższych nie znała tak dobrze, jak jej się wydawało.
- Kama ma część swojego dzieciństwa bardzo silnie wypartego i to jest tą tytułową zmorą w jej przypadku. Ale ona też sukcesywnie, w momencie kiedy staje wreszcie wobec prawdy i staje wobec takiego zadania, żeby się naprawdę z tym zmierzyć i o tym dowiedzieć - o swoim dzieciństwie, o tajemnicach, o których nie miała pojęcia - decyduje się to wziąć za rogi, rozpoznać i oczyścić. To jest bardzo bolesny proces, rodzaj terapii i to jest też bardzo bolesne, ponieważ jej życie właściwie, jej wspomnienia i dzieciństwo, zostają podważone. Ona musi zbudować na nowo i wspomnienia z dzieciństwa i myślenie o swoich bliskich. Okazuje się, że najbliżsi, o których myślała, że zna ich bardzo dobrze, się zupełnie kimś innym - tłumaczy Magdalena Cielecka.
Była Chyłką, teraz błyszczy w "Zmorze". Ale czy lubi swoje bohaterki?
Wielu aktorów i aktorek, z którymi miałam przyjemność rozmawiać, twierdzi, że aby oddać granej przez siebie postaci sprawiedliwość, trzeba ją jednak chociaż trochę lubić. Magdalena Cielecka słynie z kreowania bohaterek trudnych i nieidealnych, balansujących na granicy postaci pozytywnej i czarnego charakteru. Czy podziela zatem tę opinię? - Przede wszystkim [swoją postać - przyp. red.] trzeba zrozumieć. Ja nie mam na przykład takich ambicji i nie uważam, że aktor musi bronić postaci za wszelką cenę. Trzeba sobie znaleźć te motywacje, dlaczego ktoś idzie i zabija. Bo jeżeli miałabym zagrać taką rolę, to muszę wiedzieć, dlaczego ta osoba bierze nóż i idzie zabić. Ja nie muszę tego pochwalać, nie muszę się z tym zgadzać, nie chcę się z tym zgadzać, ale zagrać z przyjemnością to mogę. Ale muszę to zrozumieć - wyjaśnia, po czym dodaje, że akurat Kamę ze "Zmory" szczerze lubi, właśnie za to, że jest bardzo ludzka.
- Ja tę moją bohaterkę bardzo lubię, bo ona jest skomplikowana, pogubiona i krucha. Ma też bardzo ciekawą taką miksturę tego, co jest w niej publiczne, a co prywatne. Ona jest osobą na świeczniku i ja to też doskonale rozumiem, bo jestem aktorką i też mogę jak na dłoni zobaczyć, jaki jest nasz wizerunek, jakie nasze wyobrażenie obowiązuje w tym tzw. publicznym anturażu, a jaka jestem ja prywatnie.
Czy czarne charaktery gra się lepiej?
W naszej rozmowie pochyliłyśmy się też nad tematem przekonania jakoby postacie negatywne, klasycznych złoli, grało się o wiele ciekawiej. Magdalena Cielecka wprawdzie dostrzega i rozumie ich fenomen, niemniej sama nigdy nie zwraca uwagi na to, po której "stronie mocy" stoi proponowana jej postać, gdy musi zdecydować czy przyjąć daną rolę.
- Ja nie stosuję takiego rozdzielenia, negatywne czy pozytywne. Mówi się, że czarny charakter jest ciekawszy do zagrania. Może dlatego, że jest bardziej skomplikowany, intryguje nas, zastanawiamy się "dlaczego?". Więc może jest więcej do pogrzebania, można więcej zbudować właśnie na jakiejś takiej tajemnicy i dowiedzieć się też czegoś o sobie, budując taką postać, zadać sobie pytania: "Czy ja bym tak zrobiła?", albo: "Co musiałoby się wydarzyć, żebym tak postąpiła?". Dla mnie albo postać jest interesująca albo nie. Albo historia mnie wciąga i chciałabym sama taką historię obejrzeć, albo nie. To jest dla mnie podstawowe kryterium przy przyjmowaniu propozycji. Coś, co mnie zaintryguje, zapali. I to może być coś, co mnie albo ujmie i rozczuli, rozśmieszy, albo przerazi, albo coś, czego nie rozumiem, a co mnie intryguje, albo jakiś ważki temat, albo coś, co może przynieść ukojenie. To może być wszystko, byle historia była interesująca - skwitowała aktorka.
Pierwszy odcinek "Zmory" obejrzycie już w HBO Max, pozostałe zaś (będzie ich łącznie sześć) ukazywać się będą w serwisie co tydzień.
CZYTAJ TEŻ: Netflix znów kręci polską klasykę. Karol Strasburger komentuje: Za wcześnie
Źródło: "Zmora" powtórzy sukces "Chyłki"? Magdalena Cielecka opowiada nam o nowej roli i zdradza czy woli grać mroczne bohaterki
