Spis treści
Każdy, kto oglądał "Nic na siłę" i "Podlasie" dobrze zna słowo "słabowato", które wielokrotnie pada z ust Jana, bohatera granego przez Artura Barcisia. Nie było ono jednak wymysłem scenarzystów.
Artur Barciś i jego "słabowato" - aktor ujawnia genezę ikonicznego powiedzonka
Gdy przy okazji premiery "Podlasia" miałam okazję porozmawiać z Anią Szymańczyk, która w poprzedniej odsłonie grała główną bohaterkę, poruszyłyśmy kwestię improwizacji aktorów. Przyznała, że specjalizuje się w tym szczególnie Piotr Pręgowski, filmowy ksiądz, ale pan Artur Barciś też potrafił puścić wodze fantazji.
Artur Barciś również jest taką osobą, która bardzo improwizuje, zresztą z filmu "Nic na siłę" to jego "słabowato" weszło do mojego języka rodzinnego, a nie pamiętam, czy to było zapisane, czy to był jego pomysł - powiedziała.
Nie omieszkałam zatem zapytać pana Artura o genezę słynnego "słabowato". Zdradził mi wówczas, że w istocie nie było tego w scenariuszu.
Ja to wziąłem od mojego przyjaciela, który co prawda nie urodził się na Podlasiu, ale mieszka tam, ożenił się i tak dalej. I jak miał wydać jakąś opinię o czymś, co mu się na przykład nie podobało, zawsze mówił: "E, słabowato". I ja to włączyłem do scenariusza pierwszej części, czyli filmu "Nic na siłę" i to się tak przyjęło wspaniale, że na ulicy ludzie mnie zaczepiali i mówili: "No panie Arturze, nie słabowato" - przyznał.
PRZECZYTAJ TEŻ: Andrzej Seweryn zagra w "Ranczu"! Artur Barciś ujawnił nam, czego spodziewać się po nowych odcinkach
Artur Barciś o "Podlasiu" - to było dla niego największym wyzwaniem
Oba filmy, "Nic na siłę" i "Podlasie", mogą pochwalić się szeroką widownią, nawet spoza naszego kraju - film w Netflixie oglądano na całym świecie. Zapytałam pana Artura, co jego zdaniem stanowi największą (nomen omen) siłę tych filmów, że przyciągają taką publikę.
Ja myślę, że taki rodzaj takiej pogody. Tam nie ma nic takiego co by było przykre. Wszystko jest jednak w komediowym sosie i nawet, jak ja nie powiem, co robię Wiktorowi Zborowskiemu, to to wszystko nie przekracza tej granicy. Jest po prostu sympatyczną, uroczą komedią, ale film też nie jest przegrany, te postaci nie są karykaturami. Bardzo się starałem, grając z tego mojego Jana, żeby z jednej strony zagrać go bardzo charakterystycznie, żeby wykreować postać, która jest właśnie tylko do tego świata, do tego filmu, a jednocześnie, żeby nie przegiąć, żeby nie zrobić karykatury. No i to jest bardzo cienka granica, bardzo łatwo to przekroczyć. Mam nadzieję, że mi się udało tego nie zrobić, czyli, że ta postać jest wiarygodna - podsumował.
PRZECZYTAJ TEŻ: Polka pracowała przy "Dramie" z Zendayą i Pattinsonem. "Z roku na rok jest mi coraz trudniej"
Źródło: Ten cytat powtarza teraz masa Polaków. Artur Barciś zdradził nam, że nie było go nawet w scenariuszu
