"To najlepszy frontman w historii. Jest lepszy od Ozzy'ego Osbourne'a". Wokalista DevilDriver nie ma żadnych wątpliwości
Od lat toczy się dyskusja w temacie najlepszego frontmana w historii, szeroko rozumianego, metalu. I jest to dyskusja z pewnością gorąca. Wiadomo, że idealny lider musi łączyć kilka cech. Chodzi przede wszystkim o charyzmę, kontakt z publicznością czy także wizerunek.
Wokalista Coal Chamber i DevilDriver nie ma żadnych wątpliwości, kto zasługuje na miano absolutnego króla metalowej sceny. Dez Fafara opowiedział o tym w podcaście prowadzonym przez Chrisa Garzę z Suicide Silence.
Jego wybór padł na Phila Anselmo z Pantery.
Moim zdaniem jest on absolutnym numerem jeden wśród frontmanów na świecie. Kropka, koniec tematu. Uwielbiam Ozzy'ego Osbourne'a, ale stawiam Phila wyżej od niego. Dlatego, że... on potrafi skopać tyłek. Jest autentyczny. To prawdziwy twardziel w stylu Evandera Holyfielda [amerykański bokser, wielokrotny mistrz świata w wadze ciężkiej - przyp. red.]. To niesamowity frontman, genialny twórca tekstów i oczywiście członek jednego z największych zespołów na świecie. Wywarł wpływ na wszystkich. Nie wydaje mi się, żeby istniał ktoś, na kogo Pantera nie miała wpływu. Żałuję, że nie odkryłem go wcześniej – na pewno zainspirowałby mnie wokalnie – powiedział Fafara.
Wokalista, we wspomnianym wywiadzie, opowiedział także o swoim pierwszym spotkaniu z Anselmo. Doszło do tego na ulicy w Los Angeles. – Kiedy grałem w Coal Chamber, szedłem Melrose Avenue – byliśmy wtedy o krok od podpisania kontraktu – i nagle zobaczyłem Phillipa. Podszedłem do niego i powiedziałem: "Hej stary, uwielbiam twoją muzykę, jaram się nią" On odstawił torby i dał mi autograf. Ja z kolei następnie wypaliłem: "Pewnego dnia wyruszę z tobą w trasę". Odpowiedział tylko: "Mam nadzieję, że tak będzie" – dodał.
I tak też się stało. Zaledwie rok później formacja Coal Chamber udała się w trasę u boku Pantery właśnie.
Czy nieukończone utwory Pantery kiedyś ujrzą światło dzienne?
W 2022 roku oficjalnie potwierdzono, że Pantera powraca na scenę po prawie dwóch dekadach. Do wokalisty Phila Anselmo i basisty Rexa Browna dołączyli gitarzysta Zakk Wylde oraz perkusista Charlie Benante. Zastąpili oni nieżyjących już członków Pantery: Dimebaga Darrella oraz Vinniego Paula.
Grupa wyłącznie koncertuje, ale wielu fanów zastanawia się, czy jest szansa, aby pod szyldem Pantera został wydany nowy album. Wylde stwierdził, że w grę wchodzi jedynie ponowne nagranie niewydanych dotąd utworów, których autorami są Darrell i Paul. – Wszyscy ciągle o to pytają. [...] Myśleliśmy o tym, aby nagrać pozostawione demówki. To wszystko jednak zależy od Phila i Rexa. Ja i Charlie jesteśmy tam tylko po to, żeby ich wspierać lub robić to, co chłopaki będą chcieli. To jest coś świetnego – powiedział Wylde w rozmowie dla WRIF’s Meltdown.