The Cure - 5 ciekawostek o albumie "Faith" na 45-lecie wydania | Jak dziś rockuje?

2026-04-15 15:40

Krążek "Faith", wydany w 1981 roku, stanowi kolejny element w artystycznej ewolucji grupy The Cure dowodzonej przez Roberta Smitha. Na trzecim albumie muzycy świadomie porzucili bardziej przystępne formy na rzecz surowego, introspektywnego brzmienia.

The Cure i historia albumu Faith

Nagrywanie albumów co rok nie było kiedyś niczym zaskakującym. Jeśli dodamy do tego sporo koncertów, muzycy – prędzej czy później – zaczynali odczuwać zmęczenie. Nie inaczej było w przypadku formacji The Cure. Po sukcesie płyty Seventeen Seconds (1980) wytwórnia Fiction oczekiwała od Roberta Smitha i spółki szybkiego stworzenia trzeciego studyjnego wydawnictwa. Pod koniec września 1980 ekipa zameldowała się w londyńskim Morgan Studios. Wówczas jeszcze jako kwartet. Jednak tuż przed końcem roku ze składu odszedł klawiszowiec Matthieu Hartley. – Zdałem sobie sprawę, że zespół zmierza w stronę samobójczej, ponurej muzyki. To coś, co zupełnie mnie nie interesowało – argumentował muzyk (cytat za Rhino). Na jego miejsce Smith początkowo nikogo nie zatrudnił. Wokalista i gitarzysta działał więc tymczasowo tylko z Lolem Tolhurstem (perkusja) oraz Simonem Gallupem (bas).

Czego brakuje w dzisiejszej muzyce rockowej? Slash wyjaśnia

Dla członków zespołu tamten okres nie należał do najłatwiejszych. Lider The Cure stracił babcię, a mama perkusisty ciężko chorowała (zmarła tuż po wydaniu Faith). Ponadto muzycy byli coraz bardziej wykończeni "niekończącymi się trasami". – Ciągle byliśmy w trasie, na zmianę nagrywając album i koncertując – wspominał Tolhurst w swojej książce Cured: The Tale of Two Imaginary Boys. Wszystkie te czynniki nie sprzyjały komponowaniu premierowego materiału. Centralną postacią procesu twórczego był oczywiście Smith, który w czasie powstawania Faith przechodził poważny kryzys egzystencjalny. – Miałem 21 lat, ale czułem się naprawdę staro. Nie miałem absolutnie żadnej nadziei na przyszłość. Czułem, że życie nie ma sensu – przyznał w rozmowie z The Face

Katartyczne wylanie emocji

Zespół, podobnie jak przy okazji Seventeen Seconds, pracował z producentem Mike’em Hedgesem. Nagrania odbywały się między wrześniem 1980 a marcem 1981 w kilku studiach (m.in. Abbey Road). – Byliśmy nieustannie wyrzucani z powodu "ważniejszych ludzi" i kiedy już straciliśmy klimat, nigdy nie udało nam się całkowicie wrócić do atmosfery, którą pragnęliśmy przekazać na tym albumie – dodał Smith na łamach Trouser Press

Nic więc dziwnego, że pojawiała się frustracja. Atmosfera była tak gęsta, że po zakończeniu prac Hedges poczuł się emocjonalnie wyczerpany i postanowił wycofać się ze współpracy z grupą. – To była mroczna płyta. Kiedy pracujesz nad czymś takim, nie śmiejesz się przez cały czas. Muzyka silnie na ciebie wpływa. Gdy skończyliśmy, byłem na skraju załamania nerwowego. Boże, jaki byłem przygnębiony. Nie kłóciliśmy się w studiu, po prostu było tam cholernie nieszczęśliwie. Piliśmy drinki i relaksowaliśmy się między sesjami, ale same nagrania traktowaliśmy śmiertelnie poważnie. Robert przeżył na tym albumie katartyczne wylanie emocji, co odbiło się na nas wszystkich – powiedział producent w wywiadzie dla magazynu Resolution.

Zanim album Faith ukazał się na rynku, zespół – pod koniec marca 1981 – wypuścił singiel Primary. Trzeci krążek pojawił się na półkach sklepowych 17 kwietnia. Wspiął się na 14. miejsce na brytyjskiej liście przebojów (w USA uzyskał natomiast "tylko" 196. pozycję). 

Zawsze starałem się tworzyć płyty, które stanowią spójną całość i do końca zgłębiają określony rodzaj atmosfery. Jeśli chcesz coś w pełni wyeksploatować, potrzebujesz do tego więcej niż jednego utworu – wyjaśnił lider The Cure wywiadzie dla Record Mirror w maju 1981. W przypadku Faith niewątpliwie to się udało.

Jakie ciekawostki skrywa album Faith? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu. 

Poniżej natomiast przypominamy zestawienie najlepszych płyt w dyskografii The Cure: