Perkusista uderzał w martwą świnię. Tak Scott Walker odtworzył dźwięki linczu na Mussolinim

2026-02-14 12:15

W pogoni za autentycznym brzmieniem niektórzy twórcy są w stanie przekroczyć każdą, nawet najbardziej szokującą granicę. Nikt jednak nie posunął się tak daleko jak Scott Walker, który użył uderzeń w tuszę wieprzową jako makabrycznego instrumentu. Ten pomysł nie był pustą prowokacją, lecz precyzyjną próbą odtworzenia brutalnego wydarzenia z historii XX wieku.

Scott Walker

i

Autor: -/ CC BY-SA 3.0

Scott Walker kazał perkusiście grać na martwej świni. Skąd ten chory pomysł?

Niektóre legendy rocka rozbijają gitary na scenie, inne demolują pokoje hotelowe. Scott Walker miał jednak znacznie bardziej makabryczne pomysły. Użycie surowej tuszy wieprzowej jako instrumentu perkusyjnego brzmi jak chory żart, ale dla niego stanowiło to kluczowy element artystycznej układanki. Na przełomowym albumie „The Drift” z 2006 roku, w utworze „Clara”, artysta pociągnął za wszystkie ekstremalne dźwignie, aby uzyskać pożądany efekt. Zaangażowany do sesji perkusista Alasdair Malloy stanął przed jednym z najbardziej kuriozalnych zadań w historii muzyki, czyli miał uderzać w kawał mięsa, symulując odgłosy tłumu bezczeszczącego zwłoki Benita Mussoliniego i jego kochanki. To jedno z najbardziej radykalnych posunięć w dziejach nagrań, które idealnie pokazuje bezkompromisowe podejście Walkera, gdzie każdy dźwięk musiał opowiadać historię, nawet jeśli konwencje musiały spłonąć na ołtarzu sztuki.

Przedstawiciele shock rocka! Oni uczynili z koncertów pełne grozy widowiska!

Dlaczego Scott Walker odtworzył w studiu egzekucję Mussoliniego? Historia utworu "Clara"

Dwunastominutowy kolos „Clara” nie jest przypadkową kompozycją, a jego dźwiękowa brutalność ma głębokie korzenie w historii. Utwór to dźwiękowa podróż do tragicznych wydarzeń z 28 kwietnia 1945 roku, kiedy Benito Mussolini i jego kochanka, Claretta Petacci, zostali straceni przez włoskich partyzantów. Ich ciała przewieziono na Piazzale Loreto w Mediolanie, gdzie tłum powiesił je do góry nogami. Jak opisują notatki dołączone do albumu, rozwścieczeni ludzie wyszydzali i bezcześcili zwłoki. Właśnie ten przerażający moment, ten odgłos ciosów zadawanych martwym ciałom, Scott Walker postanowił odtworzyć w studiu, by wbić w uszy słuchacza ten historyczny koszmar z porażającą autentycznością.

Martwa świnia to nie wszystko. Inne szaleństwa Scotta Walkera w studiu

Prace nad „The Drift”, pierwszą od ponad dekady płytą Walkera z premierowym materiałem, to materiał na oddzielną, mroczną legendę. Nagrania ciągnęły się przez 17 miesięcy w londyńskim Metropolis Studios pod okiem wieloletniego współpracownika i producenta Petera Walsha. Sesje obfitowały w nieortodoksyjne metody, które przyprawiały ekipę o zawrót głowy. Użycie tuszy wieprzowej było zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Podczas nagrywania utworu „Cue”, Walker zakochał się w brzmieniu uderzanego drewnianego futerału na bęben basowy, a nie samego instrumentu. Gdy próbowano wynająć go ponownie, dostarczono bęben w mniejszym pudle, co Walsh z uśmiechem określił jako „moment rodem ze Spinal Tap”. Sytuacja zmusiła ekipę do zatrudnienia stolarza, który zbudował im odpowiednią skrzynię. Podobnie było z gitarzystą Hugh Burnsem, którego Walker zmuszał do grania akordów na granicy fizycznych możliwości, co pokazuje, jak daleko artysta potrafił się posunąć dla swojej wizji.

David Bowie sfilmował szaleństwo w studiu. Powstał o tym kultowy dokument

Całe to studyjne szaleństwo na szczęście nie przepadło w mrokach historii. Niezwykły proces twórczy został uwieczniony w filmie dokumentalnym „Scott Walker: 30 Century Man” w reżyserii Stephena Kijaka, którego producentem wykonawczym był sam David Bowie. Film zawiera słynną już scenę, w której Alasdair Malloy realizuje swoje szokujące zadanie. Pomysł na mięsną perkusję wybrzmiał zresztą nie tylko w studiu. Podczas koncertu „Drifting and Tilting” w 2008 roku, na scenie pojawił się bokser, który na żywo uderzał w tuszę wieprzową. Album „The Drift” nigdy nie miał podbić list przebojów, docierając zaledwie do 51. miejsca w Wielkiej Brytanii, ale jego celem było zburzenie muzycznych fundamentów. Scott Walker udowodnił, że w pogoni za artystyczną prawdą nie ma żadnych świętości, a dźwięk uderzanego mięsa może stać się pełnoprawnym instrumentem. Wegetarianom raczej nie polecamy, ale reszcie radzimy podkręcić głośność i zapiąć pasy.