To nie poetycki geniusz, a nożyczki i klej. Tak David Bowie i Kurt Cobain pisali swoje najbardziej kultowe teksty

2026-01-24 21:40

Wiele tekstów rockowych przypomina chaotyczny sen, gdzie losowe obrazy tworzą potężny ładunek emocjonalny. Za tą wolnością nie stał jednak poetycki geniusz, a bezlitosne cięcie gotowych zdań nożyczkami. Technika 'cut-up' Williama S. Burroughsa pozwoliła Bowiemu i Cobainowi napisać ich najbardziej enigmatyczne hymny.

David Bowie

i

Autor: David Bowie/ Materiały prasowe

Nożyczki, klej i rock'n'roll: Literacki eksperyment, który zdefiniował brzmienie pokoleń

Nożyczki, klej i odrobina rock'n'rollowego buntu. Technika „cut-up” to awangardowa metoda, która stała się tajną bronią w arsenale największych ikon rocka. Polegała na fizycznym cięciu tekstów i składaniu ich na nowo w losowej kolejności, co pozwalało tworzyć prawdziwą poezję chaosu. To, co w latach 50. narodziło się jako literacki eksperyment Williama S. Burroughsa, niczym potężny riff przebiło się do mainstreamu. Zainspirowało Davida Bowiego i Kurta Cobaina do napisania jednych z najbardziej enigmatycznych i przełomowych tekstów w historii gatunku. Dzięki tej metodzie artyści mogli zerwać z kajdanami linearnej narracji i tworzyć fascynujące kolaże słów, które uwalniały podświadomość, generując zupełnie nowe, nieoczekiwane sensy. Zamiast snuć proste opowieści, zaczęli malować dźwiękowe pejzaże, a fragmenty zdań stały się ich pociągnięciami pędzla.

Choć to Burroughs jest ojcem chrzestnym tej techniki, jej narodziny były dziełem szczęśliwego przypadku. Wszystko zaczęło się w 1958 roku, kiedy malarz i poeta Brion Gysin, pracując nad swoimi dziełami, ciął gazety. Zauważył wtedy, że przypadkowo ułożone skrawki papieru układają się w zaskakująco fascynujące poetyckie kombinacje. Tym odkryciem natychmiast podzielił się z Burroughsem, który podchwycił pomysł i zaadaptował go do pracy nad swoją przełomową powieścią „Nagi Lunch”. Dla pisarza nie była to zwykła zabawa formą. Widział w niej narzędzie do odkrywania „prawdziwego znaczenia tekstu”, a nawet rodzaj wróżbiarstwa. Jak sam proroczo mawiał, „kiedy tniesz się przez teraźniejszość, wycieka przyszłość”, co sugeruje, że losowe zestawienia słów mogą odsłaniać ukryte prawdy i zapowiadać przyszłe wydarzenia.

Muzyka rockowa lat 70-tych - zagranica

Bowie nazywał to „zachodnim tarotem”. Jak metoda cut-up zdefiniowała jego brzmienie?

W świat rocka technikę cięcia wprowadził z wielkim impetem nie kto inny jak David Bowie. W 1974 roku, w dokumencie BBC „Cracked Actor”, po raz pierwszy publicznie opowiedział o swojej fascynacji metodą cut-up, nazywając ją intrygująco „bardzo zachodnim tarotem”. Artysta bezlitośnie ciął fragmenty swoich dzienników, a następnie układał je na nowo, by, jak sam mówił, „zapalić wszystko, co może być w jego wyobraźni”. Efekty tego twórczego szaleństwa słychać jak na dłoni na albumie „Diamond Dogs” z tego samego roku. Kompozycje takie jak medley „Sweet Thing/Candidate/Sweet Thing” zyskały poszatkowany, dystopijny klimat, który idealnie wpasował się w orwellowską koncepcję płyty. To był dopiero początek jego fascynacji, która miała na lata zdefiniować jego unikalne brzmienie.

Prawdziwą moc tej metody Bowie uwolnił podczas prac nad legendarną Trylogią Berlińską w latach 1976-1979. Losowość i zaskakujące zestawienia słów stały się gitarowym fundamentem jego pracy, pozwalając mu na tworzenie tekstów z wielu perspektyw naraz. Jednak w latach 90. artysta postanowił podkręcić głośność do jedenastu, zamieniając nożyczki i klej na cyfrowe narzędzia. We współpracy z Ty Roberts'em stworzył program Verbasizer, który automatyzował cały proces i mieszał wprowadzone zdania w kalejdoskopową plątaninę znaczeń. Ta cyfrowa wyrocznia pracowała na pełnych obrotach podczas tworzenia albumu „Outside” z 1995 roku.

Teksty na „Nevermind” to chaos. Tak Kurt Cobain pisał jak jego idol Burroughs

Literacka spuścizna Williama S. Burroughsa mocno uderzyła w Kurta Cobaina już w czasach licealnych, a technika cut-up stała się kręgosłupem jego stylu pisania. Lider Nirvany bez ogródek przyznawał, że jego teksty to w całości efekt tej metody. Składał je z fragmentów różnych wierszy i zapisków, tworząc poetyckie puzzle pełne bólu i gniewu. Na kultowym albumie „Nevermind” z 1991 roku większość utworów to właśnie abstrakcyjne kolaże, w których, jak sam to określił, „odłączone obrazy, opinie i uczucia łączyły się w piosenki”. Jedynie nieliczne kompozycje, takie jak „Polly” czy „Something in the Way”, opierały się na bardziej tradycyjnej, liniowej narracji.

Apogeum fascynacji Cobaina nadeszło w 1993 roku, kiedy doszło do niezwykłej artystycznej kolizji między nim a jego literackim idolem. Muzyk skontaktował się z Burroughsem, co zaowocowało wspólnym projektem „The 'Priest' They Called Him”, wydanym na limitowanej płycie. Cobain zagrał coś z prawdziwym pazurem, tworząc dysonansowy, gitarowy pejzaż oparty na melodiach „Silent Night” i amerykańskiego hymnu. Do tego mrocznego podkładu Burroughs dołożył swoją hipnotyzującą recytację. Dla lidera Nirvany to spotkanie było spełnieniem marzeń, a jego podziw dla pisarza był tak wielki, że bezskutecznie próbował namówić go na udział w teledysku do utworu „Heart-Shaped Box”.

Thom Yorke losował teksty z kapelusza. Kto jeszcze zakochał się w tej metodzie?

Echa cięć Burroughsa rozbrzmiewały w twórczości wielu innych artystów. Thom Yorke z Radiohead przyznał, że podczas pracy nad przełomowym albumem „Kid A” dosłownie losował pocięte wersy z kapelusza. Nawet Mick Jagger i Keith Richards z The Rolling Stones sięgnęli po nożyczki, pisząc w ten sposób tekst do „Casino Boogie” z płyty „Exile on Main St.”. Oczywiście, metoda ta nie była wolna od kontrowersji. Krytycy zarzucali jej, że rzadko kiedy rodzi głębsze znaczenie, a fani Bowiego do dziś toczą boje o to, czy jego najlepsze teksty nie powstały przypadkiem przed 1974 rokiem, w bardziej tradycyjny sposób, na albumach takich jak „Ziggy Stardust” czy „Hunky Dory”.

Niezależnie od ocen, technika cut-up na stałe wbiła się do kanonu rocka jako potężne narzędzie wyzwalające kreatywność i pozwalające artystom na ucieczkę od utartych schematów. Dała im licencję na tworzenie tekstów, których nie trzeba było rozumieć dosłownie, ale które można było poczuć na poziomie emocjonalnym i podświadomym. I chociaż Bowie w późniejszych latach nie wspominał już o niej tak otwarcie, wystarczy wsłuchać się w jego ostatnie dzieło. Dezorientujący, kolażowy charakter tekstów na albumie „Blackstar” jest najlepszym dowodem na to, że duch pociętego słowa towarzyszył mu do samego końca, udowadniając, że czasem to właśnie w chaosie można odnaleźć najczystszą formę sztuki.