Niechciany hit i gitarowy sabotaż. Tak powstało legendarne brzmienie „Creep” grupy Radiohead

2026-05-16 9:40

Największy przebój w historii Radiohead powstał w wyniku jawnego buntu gitarzysty, który szczerze nienawidził tej kompozycji. Jonny Greenwood uważał utwór za zbyt miękki i nudny, dlatego podczas sesji nagraniowej postanowił go celowo zepsuć agresywnym szarpaniem strun. Paradoksalnie to właśnie ten akt frustracji stał się znakiem rozpoznawczym piosenki i zapewnił jej globalny sukces.

Tom Yorke, Radiohead

i

Autor: Paul Bergen/ East News
Klub 27 - klątwa, która wisi nad młodymi i sławnymi? /Eska ROCK

Początki „Creep” w Chipping Norton Studios

Historia jednego z najważniejszych utworów lat 90. zaczęła się na długo przed tym, zanim usłyszał o nim cały świat. Thom Yorke napisał „Creep” jeszcze pod koniec lat 80., kiedy studiował na Exeter University. Piosenka była bardzo osobistym zapisem poczucia odrzucenia i obsesji na punkcie dziewczyny, która regularnie pojawiała się na koncertach w Oksfordzie. Przez lata utwór funkcjonował jako cicha, skromna i w całości akustyczna ballada, którą zespół traktował z dużym dystansem. Kiedy Radiohead weszli do studia w 1992 roku, ich amerykańscy producenci, Paul Q. Kolderie oraz Sean Slade, początkowo nie wiedzieli nawet, że mają do czynienia z autorskim materiałem.

Podczas prób w Chipping Norton Recording Studios muzycy zagrali ten numer, nazywając go swoją „piosenką w stylu Scotta Walkera”. Producenci, którzy wcześniej pracowali z takimi składami jak Pixies czy Dinosaur Jr., wzięli to za dobrą monetę i uznali, że zespół wykonuje po prostu cover zapomnianego przeboju z lat 60. Dopiero po pewnym czasie uświadomili sobie, że to oryginalny materiał Yorke’a, który ma w sobie gigantyczny potencjał komercyjny. Wytwórnia EMI liczyła na to, że Radiohead dostarczy materiał o mocniejszym, rockowym uderzeniu, pasujący do ówczesnej mody na grunge i alternatywę, a balladowe „Creep” wydawało się idealnym fundamentem do dalszej pracy nad brzmieniem debiutanckiej płyty „Pablo Honey”.

Jonny Greenwood i próba sabotażu nudnej ballady

Główny gitarzysta Radiohead, Jonny Greenwood, był najgłośniejszym przeciwnikiem rejestrowania tego utworu. Jako muzyczny erudyta i fan bardziej poszukujących brzmień, uważał „Creep” za piosenkę zbyt prostą, przewidywalną i pozbawioną pazura. Greenwoodowi nie podobało się, że numer brzmi jak typowy pop z lat 70., przez co w trakcie sesji nagraniowej narastała w nim frustracja. Chcąc pokazać swoje niezadowolenie z łagodnego tempa i melancholijnego nastroju, postanowił zaatakować strukturę utworu w najbardziej brutalny sposób, na jaki pozwalał mu jego instrument.

Tuż przed wejściem pierwszego refrenu, Greenwood uderzył w wytłumione struny swojego Fendera Telecastera z maksymalną siłą, korzystając z ekstremalnie ustawionego przesteru w kostce Marshall ShredMaster. To specyficzne, mechaniczne i brudne brzmienie, znane fanom jako „ka-chunk”, miało w teorii zepsuć ujęcie i zmusić zespół do zajęcia się czymś innym. Gitarzysta liczył na to, że taki hałas zostanie uznany za błąd techniczny lub artystyczną pomyłkę, która zdyskwalifikuje nagranie w oczach producentów. Po latach drugi gitarzysta grupy, Ed O'Brien, wspominał ten moment bardzo bezpośrednio.

Jonny zagrał to z taką siłą, bo po prostu nie lubił tej piosenki. Próbował ją zepsuć [oryg. f*** it up] – stwierdził Ed O'Brien w trakcie rozmowy

Zamiast jednak przerwać sesję, producenci Slade i Kolderie oszaleli na punkcie tego zgrzytu. Uznali, że ta nagła agresja jest dokładnie tym, czego ballada potrzebowała, by nabrać dynamiki w stylu Nirvany. Cały utwór, który trafił później na płyty, został zarejestrowany za pierwszym podejściem. Kiedy wybrzmiały ostatnie nuty, w studiu zapadła głucha cisza, a realizatorzy wiedzieli już, że mają w rękach materiał na światowy hit.

Globalny sukces mimo początkowej klęski w Anglii

Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, singiel „Creep” wydany we wrześniu 1992 roku w Wielkiej Brytanii był kompletną klapą. Redaktorzy BBC Radio 1 uznali kompozycję za zbyt depresyjną, by puszczać ją na antenie, co skutecznie zablokowało promocję na rodzimym rynku. Dodatkowym problemem był wulgaryzm w tekście, który wymusił na zespole nagranie ocenzurowanej wersji „very special” zamiast „f***ing special”. Radiohead wydawali się skazani na zapomnienie, ale pomoc przyszła z najmniej oczekiwanego kierunku.

Piosenka niespodziewanie stała się gigantycznym przebojem w Izraelu dzięki jednemu radiowemu didżejowi, który zaczął ją puszczać po kilka razy dziennie. Chwilę później moda na Radiohead przeniosła się do Kalifornii, gdzie studenckie i alternatywne stacje radiowe zaczęły masowo emitować utwór. To właśnie ten specyficzny, przesterowany zgrzyt Greenwooda przyciągał słuchaczy, którzy szukali w muzyce emocjonalnej surowości. W 1993 roku wytwórnia zdecydowała się na reedycję singla, co tym razem zaowocowało szczytami list przebojów na całym świecie i uczyniło z młodych muzyków z Oksfordu gwiazdy pierwszej wielkości.

Klątwa jednego hitu i pozew o plagiat

Szybko okazało się, że ogromna popularność „Creep” stała się dla zespołu przekleństwem. Fani przychodzili na koncerty tylko dla tego jednego numeru, wychodząc zaraz po jego wykonaniu, co doprowadzało Thoma Yorke'a do szału. Zespół zaczął nazywać swój przebój „Crap” (gówno) i przez wiele lat odmawiał grania go na żywo. Podczas jednego z koncertów w Montrealu w 1997 roku Yorke wprost kazał fanom odczepić się od tej piosenki, tłumacząc, że grupa jest nią śmiertelnie zmęczona. Utwór na niemal dekadę zniknął z setlisty, a muzycy robili wszystko, by odciąć się od łatki twórców jednego przeboju.

Prorocze okazały się również obawy Greenwooda co do wtórności kompozycji. Radiohead zostali pozwani o plagiat przez autorów utworu „The Air That I Breathe”, nagranego w 1974 roku przez zespół The Hollies. Podobieństwo progresji akordów było tak duże, że Albert Hammond i Mike Hazlewood zostali ostatecznie dopisani jako współautorzy „Creep” i do dziś otrzymują część tantiemów z tego tytułu. Co ciekawe, historia zatoczyła koło w 2018 roku, kiedy to prawnicy Radiohead oskarżyli Lanę Del Rey o to, że jej piosenka „Get Free” zbyt mocno przypomina ich słynny, choć nienawidzony przez nich samych, debiutancki hit.

Galeria: Muzyka rockowa lat 60-tych - Polska. Albumy, które zdefiniowały gatunek na rodzimym podwórku