"Murder Ballads" i niespodziewany skok Nicka Cave’a na szczyty list przebojów
Rok 1996 był dla Nicka Cave’a i jego zespołu The Bad Seeds czasem ogromnych zmian. Wydany w lutym album "Murder Ballads" stał się niespodziewanie wielkim hitem komercyjnym, co dla artysty wywodzącego się z mrocznego, post-punkowego podziemia było nową sytuacją. Wszystko za sprawą utworów takich jak "Henry Lee" nagranego z PJ Harvey oraz przede wszystkim ballady "Where the Wild Roses Grow", w której Cave zaśpiewał w duecie z gwiazdą popu, Kylie Minogue. Teledysk do tej piosenki był puszczany w MTV niemal na okrągło, co sprawiło, że twarz mrocznego barda z Australii poznały miliony ludzi, którzy wcześniej nie mieli pojęcia o jego istnieniu.
Dla samego artysty tak duża popularność była dość kłopotliwa. Cave, który wcześniej kojarzony był z niszowymi klubami i bezkompromisowym podejściem do sztuki, nagle znalazł się w samym środku głównego nurtu. Choć współpraca z Kylie Minogue układała się świetnie i oboje darzyli się dużym szacunkiem, Cave czuł dyskomfort związany z mechanizmami panującymi w branży rozrywkowej. Obawiał się, że jego artystyczna wiarygodność może ucierpieć, jeśli zostanie całkowicie wchłonięty przez popkulturową machinę, która każdą twórczość traktuje jak produkt na sprzedaż.
Nominacja do nagrody MTV i nietypowi rywale Nicka Cave’a
Nagły sukces doprowadził do tego, że jesienią 1996 roku stacja MTV ogłosiła nominacje do swoich europejskich nagród, czyli MTV Europe Music Awards. Nick Cave znalazł się na liście kandydatów w kategorii "Najlepszy wokalista" (Best Male Artist). Towarzystwo, w jakim się znalazł, było dla wielu fanów rocka co najmniej specyficzne. O statuetkę miał rywalizować z takimi gigantami popu jak George Michael, Bryan Adams, Eros Ramazzotti oraz Beck. Był to klasyczny przykład zderzenia dwóch światów: alternatywnego artysty, który pisze o morderstwach i rozpaczy, oraz wielkich gwiazd stadionu wypełniających listy przebojów melodyjnymi hitami.
Władze MTV liczyły prawdopodobnie na obecność Cave’a na gali, co dodałoby imprezie odrobinę alternatywnego prestiżu. Jednak muzyk miał zupełnie inne plany. Zamiast szykować garnitur na czerwony dywan, postanowił w bardzo konkretny sposób wyznaczyć granicę między swoją sztuką a światem komercyjnych plebiscytów. 21 października 1996 roku wysłał do szefostwa stacji list, który został napisany na jego starej, tradycyjnej maszynie do pisania. Dokument ten szybko stał się legendarny w środowisku muzycznym jako jeden z najbardziej eleganckich, ale i stanowczych aktów sprzeciwu wobec zasad panujących w show-biznesie.
Słynny list do MTV i metafora o muzie, która nie jest koniem
W swoim piśmie Cave nie zdecydował się na agresję czy wulgaryzmy, co często zdarzało się innym rockmanom próbującym walczyć z systemem. Wręcz przeciwnie, zaczął od uprzejmych podziękowań za wsparcie i częstą emisję jego teledysków, co realnie pomogło w promocji albumu "Murder Ballads". Jednak po krótkim wstępie przeszedł do sedna, tłumacząc, że jego muzyka ma charakter zbyt osobisty i unikalny, aby mogła brać udział w jakichkolwiek zawodach. Użył przy tym porównania, które do dziś jest cytowane w podręcznikach historii muzyki popularnej.
Zawsze uważałem, że moja muzyka ma charakter unikalny i indywidualny, i nie istnieje po to, by konkurować z tymi, którzy tworzą coś innego. Nie interesuje mnie rywalizacja w czymkolwiek, a już na pewno nie w sztuce. Moja muza nie jest koniem i nie biorę udziału w wyścigach konnych, a jeśli już nią jest, to jest to koń mądry i płochliwy, który nie weźmie udziału w tego typu gonitwie – stwierdził Nick Cave w swoim liście do MTV
Artysta podkreślił, że traktuje swoją relację ze sztuką jako coś czystego, co nie powinno być wystawiane na ocenę masowego głosowania. MTV było zaskoczone taką reakcją, ale ostatecznie uszanowało prośbę muzyka. Co ciekawe, podczas samej gali rozdania nagród zdecydowano się odczytać fragmenty listu Cave’a, co tylko potwierdziło jego status artysty niepokornego. Ostatecznie statuetkę w tej kategorii zdobył George Michael, co zakończyło sprawę w sposób naturalny dla wszystkich stron.
Czy Nick Cave zmienił zdanie? Artysta po latach o przyjmowaniu nagród
Po latach niektórzy krytycy zaczęli wytykać Cave’owi pewną niekonsekwencję. Muzyk w późniejszej karierze nie unikał już tak stanowczo wyróżnień. Przyjął między innymi prestiżowe nagrody Ivor Novello, statuetki od magazynu "Q", a nawet został wprowadzony do australijskiej hali sław muzyki, czyli ARIA Hall of Fame. W 2017 roku przyjął również wysokie odznaczenie państwowe – Order of Australia. Dla niektórych fanów był to sygnał, że buntownik z lat 90. XX wieku nieco złagodniał i stał się częścią establishmentu, któremu wcześniej tak bardzo się opierał.
Nick Cave odniósł się do tych zarzutów w swoim specjalnym newsletterze "The Red Hand Files", gdzie regularnie odpowiada na pytania od słuchaczy. Wyjaśnił, że nadal podtrzymuje swoje zdanie z 1996 roku, ale widzi istotną różnicę między rodzajami wyróżnień. Według niego nagrody takie jak MTV EMA to czysty konkurs popularności i rywalizacja o to, kto jest w danym momencie modniejszy. Z kolei wyróżnienia typu Ivor Novello czy Hall of Fame traktuje jako wyraz szacunku od innych twórców oraz uznanie dla całokształtu pracy, co nie ma nic wspólnego z wyścigiem po głosy nastolatków przed telewizorami.
Gest Nicka Cave’a sprzed lat stał się ważnym punktem odniesienia dla wielu innych zespołów rockowych. Do jego słów o wyścigach konnych nawiązywali później członkowie takich grup jak Arctic Monkeys czy Tool, tłumacząc swój dystans do wielkich gal przemysłu muzycznego. Historia ta pokazuje, że nawet w świecie zdominowanym przez wyniki sprzedaży i rankingi, można zachować artystyczną autonomię i wyznaczyć własne zasady gry bez palenia za sobą wszystkich mostów.