Mieli dostać wagon wódki za koncert. Legendarny występ The Rolling Stones za Żelazną Kurtyną

2026-02-22 18:10

Są w historii rocka momenty, które wydają się zbyt absurdalne, by mogły być prawdziwe. Taką legendą owiany jest koncert The Rolling Stones w Warszawie w 1967 roku i plotka o zapłacie w postaci całego wagonu wódki. Prawdziwe kulisy tego występu ujawniają jednak znacznie więcej o symbolicznym starciu muzyki z systemem.

The Rolling Stones

i

Autor: Hiro/ Materiały prasowe

Zapłata w wagonie wódki

Był 13 kwietnia 1967 roku, kiedy The Rolling Stones zrobili w komunistycznej Polsce więcej hałasu niż wszystkie oficjalne pochody razem wzięte. Ich dwa koncerty w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki nie były zwykłym występem, to był rock'n'rollowy desant za Żelazną Kurtyną, który przeszedł do historii. Poza potężnym ładunkiem muzyki i zamieszkami, które rozpętały się na ulicach, mit tego wydarzenia scementowała legenda o zapłacie. W świecie niewymienialnej złotówki narodziła się opowieść tak absurdalna, jak genialna. Plotka głosiła, że zespół za swój występ zgarnął cały wagon kolejowy po brzegi wypełniony polską wódką. I chociaż prawda jest zapewne bardziej prozaiczna, ta historia idealnie oddaje surrealistyczne zderzenie dwóch światów i buntowniczy puls tamtych dni.

Jak koncert The Rolling Stones wstrząsnął komunistyczną Polską?

Mało kto wie, że warszawskie głośniki miały początkowo milczeć, bo celem muzycznej inwazji Stonesów była Moskwa. Jednak zarówno władze sowieckie, jak i brytyjskie, nie paliły się do tego pomysłu. Warszawa stała się więc nieoczekiwanym przystankiem na trasie promującej album "Between the Buttons", a wszystko to dzięki uporowi Władysława Jakubowskiego, wicedyrektora agencji Pagart. Dla członków zespołu, jak wspominał basista Bill Wyman, Polska Ludowa jawiła się jako kraina "przygnębiająco szara i ponura", gdzie na każdym kroku czuli na plecach oddech służb bezpieczeństwa. To ponure tło tylko podkręciło siłę rażenia ich kolorowej i wywrotowej muzyki, zamieniając koncert w symboliczne starcie wolności z opresją.

W czym tkwi sekret długowieczności The Rolling Stones? Ronnie Wood zabrał głos!

Partyjna elita z przodu, prawdziwi fani z tyłu. Jak Stonesi rozpętali piekło?

Napięcie wewnątrz Sali Kongresowej można było kroić nożem, a atmosfera gęstniała z każdą minutą, dorównując tej na stołecznych ulicach. Najlepsze miejsca pod sceną, zamiast do spragnionych rocka fanów, należały do partyjnej elity i ich rodzin. Ci z rezerwą przyglądali się scenicznym szaleństwom Brytyjczyków, tworząc morze sztywnych garniturów. Prawdziwi entuzjaści, stanowiący epicentrum rockowej energii, zostali zepchnięci na sam tył. Nie umknęło to uwadze zespołu. Według jednej z relacji, Keith Richards, widząc znudzonych oficjeli, ryknął do publiczności z tyłu, by wbiła się na przód, co tylko podgrzało atmosferę. Mick Jagger z kolei nie oszczędzał prowokacyjnych gestów w stronę milicji i dygnitarzy, przekształcając występ w głośny manifest artystycznej niezależności.

Oba czterdziestominutowe sety były rockową kanonadą pełną nieprzewidzianych zwrotów akcji. Gdy sprzęt zespołu odmówił posłuszeństwa, najpewniej powalony różnicą napięcia w gniazdkach, na ratunek ruszyli polscy muzycy. Organy na szybko pożyczono od Ryszarda Poznakowskiego z Czerwono-Czarnych, co w tamtych realiach było gestem niezwykłej odwagi i muzycznej solidarności. The Rolling Stones odwdzięczyli się z nawiązką, serwując publiczności swoje największe petardy, w tym "Paint It Black", "Ruby Tuesday" i "(I Can't Get No) Satisfaction". Ten ostatni tłum wykrzykiwał fonetycznie jako „Ajkengetno!”. Ta potężna energia w końcu wylała się na zewnątrz, gdzie doszło do regularnej bitwy z milicją, która do pacyfikacji fanów użyła psów, gazu łzawiącego i armatek wodnych.

Wyrzucali płyty przez okno, a zapłacono im wódką?

Wydarzenia z 13 kwietnia 1967 roku odcisnęły trwałe piętno na polskiej kulturze, stając się momentem definiującym dla całego pokolenia. Dziennikarz Wojciech Mann po latach genialnie ujął skalę tego zjawiska, porównując je do „lądowania statku kosmicznego z innej galaktyki na Placu Defilad”. Poruszony determinacją fanów zespół po powrocie do hotelu miał wyrzucać przez okna swoje płyty, które rozchwytywała zgromadzona na ulicy młodzież. Koncert stał się iskrą zapalną dla polskiej sceny rockowej i dowodem na to, że nawet w Żelaznej Kurtynie istnieją szczeliny, przez które może wiać wiatr wolności. Symboliczny wymiar tego wydarzenia podkreślił sam Mick Jagger, gdy podczas powrotu do Warszawy w 2018 roku krzyknął ze sceny po polsku, nawiązując do zmian w polskim sądownictwie.

Prawda i mity koncercie koncercie Stonesów

Choć historycy muzyki wiedzą, że zapłata była znacznie bardziej prozaiczna i opiewała na około 4000 dolarów, z czego tylko część w polskiej walucie, legenda o wagonie wódki żyje własnym życiem. Warszawscy przewodnicy wciąż opowiadają ją jako jedną z najbarwniejszych anegdot związanych z miastem, a mit ten wydaje się ważniejszy od faktów. Historia o rockmanach opłaconych alkoholem stała się po prostu nierozerwalną częścią koncertu, który na zawsze zapisał się w annałach rock'n'rolla. To idealny, anarchistyczny bis dla jednego z najdziwniejszych i najważniejszych zwycięstw muzyki nad systemem.