Pozwany za bycie sobą. Jak John Fogerty wygrał absurdalny proces o plagiat
Rockowe kroniki pełne są opowieści o sądowych bataliach, ale niewiele z nich ma tak absurdalny wydźwięk jak ta, w której główną rolę zagrał John Fogerty. W 1985 roku lider legendarnego Creedence Clearwater Revival stanął przed sądem, pozwany przez własną byłą wytwórnię Fantasy Records o plagiat. Zarzut brzmiał jak ponury żart, ponieważ jego solowy hit "The Old Man Down the Road" miał być rzekomo zrzynką z utworu "Run Through the Jungle", który sam napisał dla CCR w 1970 roku. Wytwórnia, dzierżąc prawa do katalogu zespołu, oskarżyła artystę o kopiowanie samego siebie, co odpaliło jedną z najdziwniejszych prawniczych wojen w historii muzyki, z wielkim finałem w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych.
Jak John Fogerty udowodnił niewinność? Zagrał na gitarze w sądzie!
Żeby zrozumieć ten prawniczy absurd, trzeba cofnąć się do lat 70., gdy zgasła gwiazda Creedence Clearwater Revival. Iskrą zapalną konfliktu była toksyczna relacja między Fogertym a Saulem Zaentzem, szefem Fantasy Records, która w branży była tajemnicą poliszynela. Aby wyrwać się z niekorzystnego kontraktu, który przypominał cyrograf, muzyk zrzekł się praw autorskich do wszystkich swoich piosenek napisanych dla wytwórni. Jego album „Centerfield” z 1985 roku był więc nie tylko głośnym powrotem na scenę, ale też otwartym kontratakiem. Znalazły się na nim kawałki takie jak "Mr. Greed" czy "Zanz Kant Danz", stanowiące muzyczny środkowy palec wymierzony prosto w Zaentza.
Odpowiedź zza biurka była szybka i opiewała na 144 miliony dolarów za zniesławienie. Proces o plagiat, który ruszył w 1988 roku w San Francisco, zamienił się w istny rockowy spektakl. W kluczowym momencie Fogerty wniósł na salę sądową gitarę i, zmieniając boks dla świadków w swoją prywatną scenę, zagrał fragmenty obu utworów. Chciał w ten sposób udowodnić ławie przysięgłych, że choć piosenki łączy to samo charakterystyczne DNA „swamp rocka”, są to dwa zupełnie oddzielne byty. Ten niezwykły występ okazał się strzałem w dziesiątkę. Po zaledwie dwóch godzinach narad ława przysięgłych jednogłośnie orzekła na korzyść muzyka, a absurdalne oskarżenia trafiły do kosza.
**Walka Fogerty'ego trwała dekady. Jak odzyskał prawa do piosenek CCR?**
Wygrana bitwa nie oznaczała jednak końca wojny
Fogerty zapłacił słony rachunek za obronę, który wyniósł około miliona dolarów, a sąd niższej instancji nie zgodził się na zwrot kosztów sądowych. Sprawa musiała więc przejść na wyższy poziom i trafiła aż do Sądu Najwyższego USA. W 1994 roku zapadł historyczny wyrok w sprawie *Fogerty v. Fantasy, Inc.*, w którym jednogłośnie przyznano mu rację. Orzeczenie to ustanowiło ważny precedens, dając do zrozumienia, że w bitwach o prawa autorskie obie strony, zarówno wygrani powodowie, jak i pozwani, mają równe prawo do ubiegania się o zwrot poniesionych kosztów.
Przez lata po procesie Fogerty w ramach cichego protestu unikał grania na żywo piosenek Creedence, by Zaentz nie zarobił na tym ani centa. Podobno dopiero braterska rada od Boba Dylana przekonała go do zmiany zdania. Cała saga znalazła swój ostateczny, satysfakcjonujący finał całkiem niedawno, bo w 2023 roku. Po ponad pięćdziesięciu latach od rozpoczęcia sporów John Fogerty odkupił większościowy udział w prawach do swojego katalogu CCR, symbolicznie zamykając rozdział walki o artystyczną duszę. Po dekadach walki artysta wreszcie odzyskał klucze do własnego królestwa. Okazało się, że bycie sobą nie tylko nie jest przestępstwem, ale na dłuższą metę bywa całkiem opłacalne.