Zespół Korn nie czekał długo, aby po swoim powstaniu przystąpić do nagrań debiutanckiego krążka. Tym samym już w październiku 1994 roku, zaledwie rok po narodzinach kapeli, świat dostał jej pierwszy album - jak się miało dość szybko okazać, po jego premierze muzyka już nigdy miała nie być taka, jak wcześniej.
To właśnie grupie Korn przypisuje się "przyniesienie" do świata muzyki zupełnie nowego podgatunku muzyki metalowej. Ten był nietypowy: łączył cięższe brzmienia z elementami coraz bardziej popularnego w tamtych czasach rapu oraz muzyką industrialną, aż w końcu nadano mu konkretną nazwę - 'nu metal'. Nie da się nie zauważyć, że to na czas po premierze krążka, zatytułowanego po prostu Korn na rynku zaczęło pojawiać się coraz więcej niezwykle podobnych stylistycznie zespołów: by wymienić chociażby Limp Bizkit, System of a Down, Slipknot, Sepultura czy w końcu także Evanescence, Disturbed, Incubus oraz Linkin Park.
Jonathan David wybrał swój ulubiony - i ten najmniej lubiany - album Korna
Na ten moment (stan na styczeń 2026 roku) Korn ma na swoim koncie czternaście płyt. Najbardziej aktualną nadal pozostaje Requiem z 2022 roku. Od dobrych kilku miesięcy wiadomo jednak, że formacja pracuje już nad kolejnym wydawnictwem i te ma być swego rodzaju jej powrotem do własnych korzeni.
Tymczasem swego czasu lider Korna, Jonathan Davis, został poproszony o wybranie z całego katalogu swojej formacji tego albumu, który ceni najbardziej - oraz tego, który najmniej cieszy się jego sympatią. Muzyk zdecydował się na ten krok w 2018 roku w podcaście "Lead Singer Syndrome".
Jeśli chodzi o ten ulubiony album, to Jonathan wskazał na Untouchables z 2002 roku. Jak stwierdził w rozmowie, do dziś zaskakuje go, jak dobrze i świeżo on brzmi, oraz jak dużą grupową pracę nad nim wykonano - zwykł on nawet określać go mianem "opus magnum" Korna. Zdecydowanie mniej Davis ceni sobie wydany już rok później krążek Take a Look in the Mirror. Jak mówi, cały zespół aż za bardzo chciał powtórzyć to, co udało się na Untouchables, robiąc tym razem wszystko na własną rękę, w domowym studiu wokalisty. Jak stwierdził on sam:
No cóż, niektóre z utworów były fajne, ale brzmieniowo jest do bani. Nagraliśmy to w moim domowym studiu. Brakuje... Pomagałem to wyprodukować razem z zespołem i po prostu nie wiedzieliśmy, co, do cholery, robimy - stwierdził Jonathan Davis.