Gdy człowiek zauważy, że za rok rozpoczęcia przez Prince'a kariery uznaje się rok 1971, to szybko zorientuje się, że w takim razie urodzony jako Prince Rogers Nelson działania na polu muzycznym rozpoczął niezwykle wcześnie, gdyż w wieku zaledwie... 13 lat! Już w tym czasie pisał swoje pierwsze utwory, poważne zadanie artystyczne dostał jednak dopiero 4 lata później, gdy rozpoczął współpracę z zespołem 94 East. Bardzo szybko zauważono talent Prince'a - na tyle mu przy tym zaufano, że wytwórnia Warner Bros., która podpisała z nim kontrakt, dała mu pełną swobodę już w ramach prac nad jego debiutanckim albumem.
For You już zapewnił muzykowi rozpoznawalność. Krytycy zwrócili uwagę na fakt, że to on sam, zaledwie 19-letni chłopak, napisał, zaaranżował, nagrał i wyprodukował wszystkie kompozycje z tej płyty (poza Soft and Wet). Kolejne płyty to kolejne sukcesy, aż do momentu przełomu, który nadszedł najpierw za sprawą projektu 1999, na dobre nastał dzięki kultowemu filmowi i powstałej do niego muzyce - Purple Rain, a podkreślony został przez artystyczną doskonałość w postaci słynnego Sign o' the Times. Nie mniej interesująco u Prince'a działo się w kolejnych dekadach, także pod względem koncertowym. Muzyk nie raz udowodnił, że jest prawdziwą sceniczną potęgą - dowodzi tego chociażby cieszący się statusem kultowego występ w ramach rozgrywek Super Bowl, który miał miejsce w 2007 roku. Do tego czasu Prince wciąż nie zdołał dotrzeć z koncertem do Polski...
Prince jedyny raz w Polsce
Udało się to dopiero w 2011 roku - jak dziś już wiemy, na pięć lat przed nagłą i przedwczesną śmiercią "Księcia". Wizytę artysty ad Wisłą zapowiedziano w ramach odbywającej się w tamtym roku jubileuszowej, dziesiątej edycji Open'er Festivalu, wtedy jeszcze jako 'Heineken Open'er Festival'. Zorganizowano ją w dniach 30 czerwca-3 lipca.
Koncert Prince'a zaplanowany został na trzeci dzień imprezy, na której w tym roku zagościli w roli headlinerów także Coldplay, Pulp, The Strokes oraz M.I.A. Nie da się jednak ukryć, że to właśnie set mistrza gitary wzbudzał wyjątkowo kolosalne emocje.
W tym czasie był on wciąż w okresie promocji swojej 35. studyjnej płyty. 20Ten zyskała dość mieszane opinie - od zachwytów aż przez rozczarowania. Promujące projekt tournée cieszyło się jednak kolosalnym zainteresowaniem, szczególnie seria pod szyldem "Welcome 2", w ramach której właśnie Prince dotarł nad polskie morze, do Gdyni.
Koncert pierwszy, już wiemy, że jedyny, okazał się być niezwykle udanym, porywającym zebrany na miejscu, chcący podziwiać samego "Księcia" tłum. Prince pojawił się na scenie punktualnie, tuż po godzinie 22:00, w świetnej formie, u boku swojego The New Power Generation, serwując swojej publiczności niemal dwugodzinne show na miarę gwiazdy rocka z prawdziwego zdarzenia. Swój set odziany w złoty strój artysta podzielił na dwie główne części: w ramach pierwszej wybrzmiały m.in. 1999, Nothing Compares 2 U czy covery: Waiting in Vain Boba Marleya oraz Le Freak grupy Chic. Drugi rozdział występu uświetniły zaś klasyki nad klasykami z When Doves Cry, Kiss oraz Purple Rain na czele. Na tym się jednak nie skończyło.
Na Open'erowiczów czekał jeszcze bis - a właściwie to cztery, w trakcie których wybrzmiało kolejnych dziewięć kompozycji. Cały pokaz zamknął utwór We Live (2 Get Funky), który na zawsze już zapamiętamy jako ostatni w wykonaniu Prince'a, który wybrzmiał nad Wisłą. Artysta zmarł niecałe pięć lat po wizycie w naszym kraju - Prince odszedł 21 kwietnia 2016 roku w wieku 57 lat. Za przyczynę jego zgonu uznano przypadkowe przedawkowanie fentanylu.