Chris Cornell pozostawił po sobie naprawdę nieocenione dziedzictwo. Muzyk rozpoczął swoją przygodę z branżą w końcówce lat 80. i bardzo szybo wraz z zespołem Soudgarden zyskał rozpoznawalność i uznanie, apogeum czego nastąpiło w kolejnej dekadzie, gdy dosłownie cały świat oszalał na punkcie nowej jakości w muzyce gitarowej - grunge'u.
Cornell zachwycał swoim wokalem, którego moc ciężko porównać do jakiegokolwiek innego. Niestety, artysta zmarł zdecydowanie przedwcześnie w 2017 roku w wyniku samobójczej śmierci przez powieszenie. Frontman Soundgarden miał zaledwie 52 lata.
Dziś, gdy wszyscy oczekujemy nowych wieści w sprawie ostatniego albumu formacji, nagranego z Cornellem na krótko przed jego nagłym odejściem, dziedzictwo wokalisty kultywują jego córki.
Druga córka Chrisa Cornella rozpoczyna karierę muzyczną
Już w 2024 roku pisaliśmy o tym, że debiutancki singiel wydała młodsza córka artysty, Toni Cornell. Rok temu zaś zaprezentowała ona własną wersję kultowego God Only Knows The Beach Boys w hołdzie dla Briana Wilsona. To Toni także powierzono zadanie występu na ubiegłorocznej gali Rock & Roll Hall of Fame, na której wyróżniony został w końcu zespół Soundgarden.
Na ceremonii tej obecna była także starsza córka artysty, Lily Cornell, która w jego imieniu odebrała wyróżnienie. Teraz zaś to ona właśnie, śladem młodszej siostry, zdecydowała się rozpocząć karierę muzyczną. W odróżnieniu od Toni, Lily nie działa solowo, a jest częścią zespołu Josie on the Rocks. Ten co prawda powstał już kilka lat temu, dopiero teraz jednak wydał swoje dwa debiutanckie single: Not You oraz Supersonic. Utwory te również zostały nagrane jakiś czas temu, nie ujrzały jednak światła dziennego ze względu na tragiczną śmierć perkusisty grupy.
We wpisie w mediach społecznościowych Lily opisuje to, jak duże szczęście dało jej bycie w kapeli i wskazuje, że nie zdecydowała się poinformować o jej istnieniu, gdyż obawiała się presji, z jaką z pewnością musiałaby się zmagać. Zespół teraz zaś podjął decyzję o wydaniu utworów i w ten sposób uczczeniu dziedzictwa nieżyjącego bębniarza. Z wpisu Cornell wynika, że Josie on the Rock nagrywali po śmierci perkusisty, nie wiadomo jednak, czy grupa ma w planach kontynuację wydawania premierowego materiału.