„Moja bestia”, bo taki tytuł nosi drugi singiel z nadchodzącego albumu Błażeja Króla, to pełna metafor historia, w której każdy słuchacz znajdzie z pewnością odbicie własnych refleksji i doświadczeń życiowych. Sam artysta mówi o utworze:
Dla niektórych tytułowa „bestia” może być rozdzierającym smutkiem, czy palącą tęsknotą, ale też przeszywającym głodem lub paraliżującym pragnieniem. Dla mnie „bestia” to nie tyle postać, co intencje kierujące ludźmi. Te „bestie” chcą zawłaszczyć, posiąść i zabrać nas. Wmawiają i wykorzystują. Czekają, aż stracisz czujność. Ale nie ma co się bać, bo to jest o nich - nie o nas. Na szczęście chronią nas święte ognie.
Ta i poprzednia solowa premiera Króla to jednak tylko przedsmak tego, co czeka nas tej jesieni. Już wkrótce światło dzienne ujrzy najbardziej intymny i osobisty dotąd album artysty. Głównym bohaterem tej opowieści jest sam Błażej: „Pozornie pogodzony, ale czujący strach przed mijającym czasem i ulotnością. Gubiący się i odnajdujący w codzienności.”.
Jeśli chodzi o warstwę muzyczną, na płycie usłyszymy powrót do brzmień gitarowych, od których w ostatnim czasie artysta starał się uciekać w stronę syntezatorów. Płyta powstaje przy współpracy z Pawłem Krawczykiem, który czuje muzykę gitarową, jak mało kto. Dojrzały songwriting Króla został tu przepuszczony przez jego produkcję - razem tworzą nawiązanie do najlepszych momentów Błażeja, ale w nowej jakości.