Szerszeń azjatycki podbija Europę i jest coraz bliżej Polski. Naukowcy biją na alarm

2026-06-08 10:20

Azjatycki owad błyskawicznie opanowuje kolejne europejskie terytoria, docierając już za naszą zachodnią granicę. Badacze nie mają wątpliwości, że obecność tego niebezpiecznego gatunku nad Wisłą to wyłącznie kwestia czasu. Specjaliści apelują o wzmożoną uwagę i informowanie służb o każdej niepokojącej obserwacji.

Szerszeń AZJATYCKI: Jak go rozpoznać? Co zrobić po użądleniu?

i

Autor: Getty Images

Szerszeń azjatycki w Europie. Gdzie już dotarł inwazyjny gatunek?

Szerszeń azjatycki (Vespa velutina), znany również pod nazwą szerszenia żółtonogiego, od wielu lat sukcesywnie kolonizuje Europę. Pierwsze europejskie osobniki tego drapieżnego gatunku zaobserwowano na terytorium Francji w 2005 roku, skąd błyskawicznie przeniosły się do innych państw. Obecnie występowanie tego niszczycielskiego owada zostało oficjalnie udokumentowane w takich krajach jak Niemcy, Belgia, Holandia, Austria, a także w sąsiadujących z nami Czechach, Słowacji i na Węgrzech.

Zdaniem środowiska naukowego dalsza ekspansja intruza w kierunku wschodniej części kontynentu pozostaje absolutnie nieunikniona. Regularnie rosnąca liczba potwierdzonych obserwacji w państwach ościennych znacząco podnosi prawdopodobieństwo rychłego zadomowienia się tego inwazyjnego gatunku również w granicach naszego kraju.

Szerszeń azjatycki opanował Niemcy. Może wkrótce trafić do Polski

Największe obawy badaczy wywołuje obecnie dynamika rozwoju populacji owada u naszych zachodnich sąsiadów. Na terytorium Niemiec bezwzględny intruz zyskał już status gatunku powszechnie występującego i trwale osiadłego w tamtejszym środowisku. Z tego powodu edukacja społeczeństwa w zakresie prawidłowej identyfikacji drapieżnika staje się sprawą priorytetową, zanim na dobre dotrze on do Polski. Jak rozpoznać szerszenia azjatyckiego?

Dalsza część artykułu znajduje się pod galerią.

Najbardziej niebezpieczne miasta w Polsce. Tu łatwo o kolizję

Wygląd szerszenia azjatyckiego. Jak odróżnić owada od rodzimych gatunków?

Mimo że na pierwszy rzut oka azjatycki drapieżnik łudząco przypomina naszego pospolitego szerszenia europejskiego, bez trudu można wskazać kilka kluczowych detali ułatwiających trafną identyfikację. Szerszeń azjatycki jest zwykle ciemniejszy, ma niemal czarny tułów, pomarańczowo-żółty pas na odwłoku oraz charakterystycznie żółte końcówki nóg.

Atak szerszenia azjatyckiego na pszczoły. Katastrofa dla lokalnego rolnictwa

Fundamentalnym zagrożeniem wynikającym z niekontrolowanej ekspansji Vespa velutina pozostaje jej niszczycielski wpływ na liczebność pożytecznych owadów zapylających - pszczół. Azjatycki intruz wyspecjalizował się bowiem w bezwzględnym polowaniu na pszczoły miodne, potrafiąc całymi godzinami patrolować przestrzeń wokół pasiek i łowić w locie wracające do uli robotnice.

Zespoły badawcze alarmują, że gwałtowny rozrost populacji tego drapieżnika bezpośrednio przekłada się na drastyczne osłabienie kondycji rojów, co ostatecznie rzutuje na proces zapylania i wydajność upraw rolnych. Narastający kryzys wykracza daleko poza troski samych pszczelarzy, ponieważ uderza w stabilność całych lokalnych ekosystemów, dla których obecność zapylaczy jest bezwzględnym warunkiem przetrwania.

Quiz: Ssak czy ptak? A może owad?
Pytanie 1 z 15
Trzmiel ziemny to...

Użądlenie szerszenia azjatyckiego. Kiedy atak może zagrażać życiu?

Gatunek Vespa velutina w bezpośrednich relacjach z ludźmi nie wykazuje znacząco wyższego stopnia agresji niż szerszenie od lat bytujące w naszych szerokościach geograficznych. Owad ten z reguły powstrzymuje się od niesprowokowanych ataków, a jego uwaga w pełni skupia się na zdobywaniu pożywienia pod postacią pszczół. Absolutnie nie wolno jednak bagatelizować ryzyka spotkania z nim, gdyż zwykłe ukłucie powoduje wyjątkowo dotkliwy ból, natomiast u pacjentów ze stwierdzonym uczuleniem na toksyny wywołuje ostrą reakcję alergiczną, która zmusza do natychmiastowej interwencji pogotowia ratunkowego.

Źródło: Szerszeń azjatycki podbija Europę i jest coraz bliżej Polski. Naukowcy biją na alarm