Spis treści
“Ród smoka” to pierwszy, ale bynajmniej nie ostatni ze spin-offów “Gry o tron”. Za nami już premierowy sezon “Rycerza Siedmiu Królestw” (drugi właśnie się kręci), a w przygotowaniach jest film o Podboju Aegona Zdobywcy i jego sióstr. I właśnie w tym filmie ujrzycie słynną Merię Martell, o której opowiadał Ormund, a Daeron pytał, czy była ona bohaterką, czy też złoczyńcą. Tak się składa, że w sumie to jednym i drugim - zależy kogo zapytacie. Dla Targaryenów była jednak nie lada utrapieniem.
“Ród smoka” wspomina legendarną postać z czasu Podboju. Kim była Meria Martell?
Meria Martell, zwana Zółtą Ropuchą z Dorne, była kobietą, której bogowie poskąpili urody, nie żałowali zaś charakteru i hartu ducha. W czasie Podboju Aegona (czyli ponad sto lat przed wydarzeniami z “Rodu smoka”) Meria była księżną Dorne (gdyż to królestwo nie uznawało królów i królowych). Miała 80 lat, była bardzo otyła, niewidoma i niemal całkowicie łysa. Jej skóra przybrała dziwnie żółty kolor, co stanowiło źródło jej przydomku. Nie władała mieczem i nie posiadała żadnych istotnych sojuszników w Westeros, jednak jako jedyna zdołała odeprzeć Zdobywców i ich trzy smoki - Baleriona, Meraxes i Vhagar.
Gdy Aegon Zdobywca uznał, że zamierza podporządkować sobie całe Siedem Królestw Westeros, spotkał się rzecz jasna z oporem, ale Podbój przyszedł mu bez większego trudu. Rozprawiwszy się z Durrandonami, Harrenem Czarnym, Lannisterami i Gardenerami, skierował wzrok na Północ, ale do bitwy nawet nie doszło. Król Torrhen Stark uznał, że żadna korona nie jest warta tego, by jego ludzie ginęli trawieni przez smoczy ogień i tak oto przeszedł do historii jako Król, Który Klęknął, a Aegon Targaryen utwierdził się w przekonaniu, że jego kampania “mam smoka i nie zawaham się go użyć” przyniosła oczekiwany skutek i podbój Doliny Arrynów oraz pustyń Dorne to już tylko formalność. Nie pofatygował się tam nawet osobiście i do Arrynów posłał starszą ze swych sióstr - królową Visenyę na Vhagar, a do Dorne poleciała zaś młodsza, Rhaenys, na grzbiecie potężnej smoczycy Meraxes. I o ile Dolina w istocie ugięła się bez problemu, księżna Meria Martell obwieściła, że Dorne nie ma króla. Gdy Rhaenys zagroziła, że Targaryenowie wrócą do tego królestwa, tym razem przynosząc ze sobą “ogień i krew”, Meria odparła:
To wasza dewiza. Nasza brzmi: “Niezachwiani, Nieugięci, Niezłomni”. Więc możecie nas spalić, pani… ale nas nie ugniecie, nie złamiecie ani nie zdołacie nami zachwiać. Tu jest Dorne. Nie jesteście u nas mile widziani. Wracajcie na własne ryzyko - fragment książki “Ogień i krew” autorstwa George’a R. R. Martina.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Ród smoka". Alys Rivers jest DUCHEM? Aktorka komentuje fanowską teorię
Wojny dornijskie i bolesna klęska Targaryenów
Odmowa Merii wywołała furię Targaryenów. W “Animowanej Historii Siedmiu Królestw” Varys wspomina, że Rhaenys mogła potraktować Słoneczną Włócznię w ten sam sposób, w jaki Aegon potraktował Harrenhal - dosiąść Meraxes i spalić zamek z księżną w środku, lecz “cokolwiek ujrzała w oczach Merii, przeraziło ją tak, że w te pędy pognała do Królewskiej Przystani - na smoczycy z podkulonym ogonem”. I tak oto rozpoczęły się wojny dornijskie, które potrwały kilka kolejnych lat i pochłonęły wiele żyć, w tym samej królowej Rhaenys i jej smoczycy, które zostały zestrzelone przez dornijskich łuczników. Nie będę się tu rozwodzić nad szczegółami rzeczonych wojen, od tego macie książki George’a R. R. Martina (które z całego serca polecam), wspomnę tylko, że ów konflikt zrodził słynne w Westeros określenie: “dornijskie zwycięstwo”, czyli zwycięstwo wyjątkowo podstępne i haniebne. Ale wciąż zwycięstwo.
Dornijczycy dotrzymali obietnicy złożonej przez Merię Martell - pozostali niezachwiani, nieugięci i niezłomni oraz nie pokłonili się smokom, niezależnie od tego, jak kolektywnie i przeraźliwie by nie płonęli. I nie chodziło tu dumę księżnej czy fakt, iż los poddanych obchodził ją mniej niż takiego Torrhena Starka. Jej upór miał uwarunkowanie historyczne - w żyłach Dornijczyków płynie bowiem krew Rhoynarów, którzy przed laty opuścili swą ojczyznę, uciekając przed Valyrianami i ich smokami. Księżniczka Nymeria doprowadziła ich do wybrzeży Dorne i obiecała, że już nigdy więcej nie będą musieli uciekać. Ani kłaniać się smokom. Dlatego Żółta Ropucha z Dorne może uchodzić za podstępne, uparte babsko w oczach pozostałych sześciu królestw, ale dla swych rodaków była prawdziwą bohaterką, która odparła najazd Targaryenów, a Dorne pozostało niezależne aż do 187 roku po Podboju. Smoczy ród wreszcie wcielił ostatnią z krain Westeros w poczet Siedmiu Królestw (wtedy już w sumie dziewięciu, jak słusznie zauważył Egg) i osiągnął swój cel, ale bynajmniej nie militarnie, a poprzez małżeństwo. Tak się bowiem składa, że do owego zjednoczenia doprowadził król Daeron Dobry, ojciec Baelora (Bertie Carvel) i Maekara (Sam Spruell), których poznaliście w “Rycerzu Siedmiu Królestw”.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Ród smoka". Czy smok Aegona naprawdę nie żyje? Przedstawiamy wskazówki i wyjaśniamy, jak było w książce
Przed Merią Martell była księżniczka Nymeria, która może otrzymać własny serial
Imię wspomnianej księżniczki Nymerii mogło wydać wam się znajome - nie bez przyczyny. Arya Stark (Maisie Williams) z “Gry o tron” nazwała jej imieniem swą wilkorzycę, a Rhaenyra (Millie Alcock) i Alicent (Emily Carey) czytały o niej w książce w pierwszym odcinku “Rodu smoka”. HBO od lat przymierza się do nakręcenia serialu o Nymerii i tułaczce jej ludu - roboczy tytuł brzmi “Dziesięć tysięcy okrętów”, na których księżniczka przetransportowała Rhoynarów do Dorne. Nie wiemy jednak, czy projekt ten kiedykolwiek dojdzie do skutku (aczkolwiek wciąż trzymam za niego kciuki).
PRZECZYTAJ TEŻ: Dobre wieści dla fanów "Rodu smoka". Chyba jednak zobaczymy smoka Kanibala - i nie tylko jego
Źródło: "Ród smoka". Kim była Meria Martell, o której opowiadał Ormund? Wkrótce ją zobaczycie
