Najgorętszy serial tej zimy trafił do Polski. I wcale nie jest dobry - recenzja "Gorącej rywalizacji"

2026-02-06 17:27

"Gorąca rywalizacja" (ang. "Heated Rivalry") to popkulturowy fenomen, który na przełomie 2025 i 2026 roku zdołał przyćmić takich gigantów jak finałowy sezon "Stranger Things" i debiut "Rycerza Siedmiu Królestw" - nowej odsłony osławionego świata "Gry o tron". Kanadyjski serial, który rozgrzał serwery HBO Max do czerwoności, trafił wreszcie do Polski, ja widziałam już całość i... zupełnie nie rozumiem tych zachwytów.

Gorąca rywalizacja - recenzja najpopularniejszego serialu ostatnich miesięcy

i

Autor: Crave/ HBO Max/ Materiały prasowe

"Gorąca rywalizacja" opowiada historię dwóch rywalizujących ze sobą zawodników hokeja na lodzie, Shane'a Hollandera (Hudson Williams) i Ilyi Rozanova (Connor Storrie), którzy dość szybko zaczynają pałać do siebie namiętnym uczuciem. Ten niepozorny kanadyjski serial, ze styku romansu i dramatu sportowego, zadebiutował w serwisie HBO Max na przełomie 2025 i 2026 roku bez żadnej większej promocji. Ta okazała się niepotrzebna, bo produkcja w mig zyskała miliony fanów i podbiła media społecznościowe na całym świecie.

Z uwagi na kwestie licencyjne, Polacy musieli uzbroić się w cierpliwość, gdyż do nas "Gorąca rywalizacja" dotarła z kilkutygodniowym opóźnieniem. Pierwszy odcinek serialu zadebiutował w piątek 6 lutego, ja miałam jednak okazję obejrzeć go w całości jeszcze przed premierą. I o ile w pełni rozumiem, dlaczego może się on widzom podobać, o tyle tak wysokich not od krytyków (96% pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes i ocena 7.8/10 w polskim Filmwebie) już pojąć nie potrafię.

"Byliśmy łgarzami" to adaptacja doskonała? Rozmawiamy z twórczyniami i autorką książki | WYWIAD Eska

"Gorąca rywalizacja" to wiele hałasu o nic - recenzja najpopularniejszego serialu ostatnich miesięcy

Nie odbieram "Gorącej rywalizacji" tego, że jest to serial naprawdę dobrze zagrany z odpowiednią chemią pomiędzy głównymi bohaterami i kapitalnym wykorzystaniem piosenki "All The Things She Said" t.A.T.u. Wnosi on też wiele dobrego wychodząc naprzeciw kultowi toksycznej męskości. To jednak nie wystarczy, gdyż z wyjątkiem odcinka trzeciego, który opowiada historię postaci pobocznych, nie ma tu praktycznie mowy o jakiejkolwiek fabule. Scenarzyści nie pozwalają nam nawet poznać głównych bohaterów, tylko od razu wrzucają ich w wir romansu, a niemal każda ze scen ma wyłącznie jedno zadanie - doprowadzić do kolejnej sekwencji intymnych zbliżeń. Głębszych rozmów jest tu niewiele, a nakreślenie jakiegokolwiek rysu psychologicznego postaci pojawia się dopiero w przedostatnim odcinku, gdy serial zdążył mnie już niemiłosiernie wynudzić. Bo jak niby ma obchodzić mnie los i relacja bohaterów, których ja kompletnie nie znam?

Gorąca rywalizacja - czy warto obejrzeć serial?

i

Autor: Warner Bros. Discovery/ HBO Max/ Materiały prasowe

"Gorąca rywalizacja" to klasyczny przykład taniego romansidła, które nie ma żadnych większych ambicji, stawia wyłącznie na "rozgrzanie" swoich widzów i wyciśnięcie z nich łez (do tego to drugie dopiero na ostatniej prostej). I nie zrozumcie mnie źle - to niekoniecznie musi być wadą, sama nie stronię od tego typu kina czy literatury, ale kluczem jest tu samoświadomość produkcji i postrzeganie jej przez pryzmat tego, czym w istocie jest. W tym przypadku mamy do czynienia z serialem "fajnym", ale nie "dobrym", bo "Gorąca rywalizacja" jest ładnie opakowaną i odpowiednio stymulującą wydmuszką. Domyślam się, że część winy spoczywa tu na barkach literackiego pierwowzoru, niemniej Carina Adly MacKenzie i Julie Plec, adaptując młodzieżowy thriller "Byliśmy łgarzami", udowodniły, że nawet z miernej książki da się wycisnąć coś dobrego, gdy tylko nada się temu odpowiedniej głębi. Tymczasem "Gorąca rywalizacja" posiada głębię kałuży po letnim deszczu.

"Gorąca rywalizacja" - czy warto obejrzeć serial?

Reasumując, "Gorąca rywalizacja" to serial, który może się podobać, bo doskonale wpisuje się w szufladkę guilty pleasure, nie uważam jednak, by był to serial dobry, gdyż poza pięknymi, i chwilami naprawdę uroczymi, scenami zbliżeń nie ma nam absolutnie nic do zaoferowania - i nawet nie próbuje. Scenariusz przywodzi na myśl wesołą twórczość fanfikarzy z AO3 i Wattpada i nawet największe starania aktorów (którzy wypadają naprawdę dobrze) tego nie zmienią. Boli mnie też zmarnowany potencjał problematycznego wątku pochodzenia jednego z protagonistów - Ilya jest Rosjaninem, co, nie oszukujmy się, można było (i należało!) skrzętnie wykorzystać, tymczasem skończyło się na kilku wyświechtanych kliszach i drażniącej powierzchowności. Oczywiście nie odradzam wam seansu, bo być może czeka was sześć naprawdę przyjemnych godzin, ale ostrzegam - fajerwerków się nie spodziewajcie. Ocena: 5/10.

Źródło: Najgorętszy serial tej zimy trafił do Polski. I wcale nie jest dobry - recenzja "Gorącej rywalizacji"