"Dobry chłopiec" opowiada historię wykolejonego młodzieńca imieniem Tommy (w tej roli znany ze "Strefy Gangsterów" Anson Boon). Dziewiętnastolatek lubi swoje beztroskie, pełne używek i lekkomyślnej przemocy życie, aż pewnej nocy zostaje porwany przez nieznajomego, Chrisa (Stephen Graham, "Dojrzewanie"). Budząc się w piwnicy położonego na uboczu domu, chłopak trafia w sam środek dysfunkcyjnej rodzinnej dynamiki. Chris i jego tajemnicza żona Kathryn (Andrea Riseborough) próbują uczynić z niego |dobrego chłopca" poprzez wymuszoną i specyficzną resocjalizację. Ta przewrotna opowieść o wolności i kontroli pokazuje, jak zmuszony do czytania książek i uczenia się manier Tommy, myśli tylko o jednym - jak stamtąd uciec.
Pomysłodawcą filmu był debiutujący scenarzysta Bartosz Bartosik, dla którego historia Tommy'ego była pewnego rodzaju autoterapią po latach spędzonych za biurkiem w korpo. W rozmowie z ESKĄ Bartosik wyznał, że fabuła "Dobrego chłopca" ewoluowała przez siedem lat i początkowo była bardziej... agresywna.
Na samym początku ta historia była dużo, dużo, dużo bardziej wściekła niż jest teraz. Była bardziej rozkrzyczanym filmem. Ewolucja, która mnie spotkała na drodze prac z reżyserem [Janem Komasą - przyp, red.], współscenarzystą [Naqqashem Khalidem] i producentami [m.in. Jerzym Skolimowskim], to jest po pierwsze strukturyzacja, przy jednoczesnym zachowaniu jakichś takich głównych rdzeni emocjonalnych historii, ale też w pewien sposób wygładzenie, co moim zdaniem jest bardzo punkowe, bo historia o krzyku i bólu opowiedziana w ciepły sposób, z uśmiechem, może uderzyć nawet mocniej niż po prostu wywrzeszczenie czegoś do kamery.
PRZECZYTAJ TEŻ: Rzucił pracę w korpo i nakręcił film, który musicie obejrzeć. "Szarość życia codziennego przelałem w coś bardziej absurdalnego" - WYWIAD
"Dobry chłopiec" miał przypominać "Furiozę" - Jan Komasa zdradził nam kulisy
Podczas oficjalnej premiery "Dobrego chłopca" miałam okazję porozmawiać z Janem Komasą, który opowiedział mi o procesie pracy nad filmem. Zapytałam, czy od początku zakładali, że będzie to międzynarodowa produkcja.
Nie, ten film na początku był filmem dziejącym się w Polsce, w Warszawie. Głównym bohaterem był chuligan [...], kibic Legii Warszawa. Było w nim o wiele więcej piłki nożnej, były akcje stadionowe, ustawki i tak dalej. Powiedziałbym, że bliżej temu było do "Furiozy". Co nie znaczy, że było gorsze czy lepsze, było po prostu bardziej takie właśnie może kibicowskie - wyznał reżyser.
Czemu zatem zapadła decyzja o międzynarodowej obsadzie? Twórcom zależało na uniwersalności tej opowieści. "Dobry chłopiec" to kino skłaniające do refleksji i aby odpowiednio trafiło do wszystkich widzów (w tym zagranicznych) na poziomie emocjonalnym, nie mogli mieć oni poczucia, że fabuła odnosi się wyłącznie do określonych, polskich, realiów.
Chciałem uniknąć tego, żeby na świecie ludzie czytali ten film przez pryzmat Polski. Żeby potem nie mówili, że to jest jakiś taki komentarz społeczny, że społeczeństwo nam pęka na kilka różnych społeczeństw, młodzi polscy wandale versus młoda klasa aspirująca i tak dalej. Chcąc tego uniknąć, powiedziałem panu Jerzemu [Skolimowskiemu], po doświadczeniu z "Bożym ciałem", że wartością tego projektu jest jego uniwersalizm i że osadzenie tego w Polsce spowoduje, że ludzie będą tam, nie wiem, w jakiejś Korei czy w Los Angeles, czytać ten film jako nasz komentarz o polskości. A to nie jest tak. Ten film właśnie się wymyka polskości. On mógłby się dziać gdziekolwiek. [...] Więc chuligan Legii Warszawa stał się chuliganem Manchesteru United - wyjaśnił Jan Komasa.
PRZECZYTAJ TEŻ: Gwiazda "Domu Dobrego" znów gra w drastycznej produkcji. Agata Turkot o "Piekle kobiet"
"Dobry chłopiec" to terapia szokowa dla młodych widzów. Obnaża grzechy mediów społecznościowych
Początek tego filmu może zszokować niektórych widzów. Dostrzegam w nim bolesny, bo boleśnie prawdziwy, komentarz na temat kondycji mediów społecznościowych. W końcu dużo mówi się o obecnie o tym, że algorytm TikToka ucina zasięgi wartościowym, edukacyjnym treściom, a promuje "wesołą twórczość" patostreamerów. Zapytałam więc Jana Komasę, czy uważa, że "Dobry chłopca" może skłonić młodych widzów do refleksji, by przemyśleli to, co oglądają i publikują w sieci.
Tak. Ten film jest metaforą szukania atencji [...]. Szukania atencji, czułości i mylenia atencji, kiedy młodym ludziom, [choć] nie tylko młodym, bo i starszym również, wydaje się, że, odsłony, wyświetlenia i tak dalej, to ilu ludzi zobaczy, zalajkuje, zaserduszkuje, czy udostępni ich kontent, to jest atencja. To nie jest atencja. Tak naprawdę to jest jakby szybka cyrkulacja, jak opowiedzenie szybkiego kawału w metrze. I ludzie często mylą to z czułością, bliskością, z byciem z innymi, a potem się okazuje, że to nie ma nic wspólnego z uwagą. Tommy, nasz główny bohater, jest produktem tego myślenia, tej filozofii, ja bym to nazywał "filozofii śmieciowej", "filozofii atencjuszy". I wszystko mu uchodzi płazem, bo żyjemy też w czasach, kiedy możesz naprawdę robić okropne rzeczy i ludzie nie tylko szybko o tym zapominają, ale możesz też zarobić na tym ogromne pieniądze. [...] Wkroczyliśmy w takie czasy, które dla mnie są po prostu bardzo ciekawe do sfilmowania i "Dobry chłopiec" jest taką metaforą tych czasów - skwitował.
PRZECZYTAJ TEŻ: Na co pójść do kina w marcu? Oto 8 najbardziej obiecujących filmowych premier
Źródło: Miała być kolejna "Furioza", wyszedł "Dobry chłopiec". Jan Komasa opowiada o zaskakujących kulisach
