Zamknął ich na 8 miesięcy i głodził. Tak Captain Beefheart stworzył najbardziej dziwaczny album w historii rocka

2026-01-04 11:23

Wiele legendarnych płyt powstało w atmosferze twórczej swobody, która pozwalała artystom eksperymentować. Historia albumu Captaina Beefhearta jest jednak jej brutalnym zaprzeczeniem. Aby stworzyć swoje awangardowe dzieło, muzyk zamknął zespół na osiem miesięcy, fundując mu obóz przetrwania oparty na głodzie i psychicznej tyranii.

Captain Beefheart

i

Autor: Jean-Luc/ CC BY-SA 2.0

Osiem miesięcy rockowego piekła. Jak Captain Beefheart torturował swój zespół?

Historia rocka zna wiele opowieści o twórczej gorączce, ale niewiele może równać się z artystycznym obozem przetrwania, jaki w 1968 roku zgotował swojemu zespołowi Don Van Vliet, znany światu jako Captain Beefheart. Przez osiem długich i wyczerpujących miesięcy muzycy z The Magic Band zostali zamknięci w domu przy Ensenada Drive w Woodland Hills. Ich misja była jedna: wykuć z chaosu materiał na album „Trout Mask Replica”. Ten okres to czas absolutnej artystycznej dyktatury Van Vlieta, gdzie mordercze próby zlewały się w jedno z walką o przetrwanie. Ten szalony eksperyment miał na celu zdekonstruowanie nie tylko muzyki, ale i samych muzyków, którzy mieli „żyć” albumem w stanie niemal całkowitej izolacji od świata.

Warunki, jakie panowały w tym domu, przypominały raczej zasady działania sekty niż próbę rockowego zespołu. Van Vliet wprowadził system psychicznej kontroli, który cynicznie nazywał „w beczce”. Polegał on na poddawaniu jednego z członków grupy wielodniowemu, nieprzerwanemu nękaniu słownemu, aż do jego całkowitego załamania. Próby potrafiły trwać po czternaście godzin dziennie, a opuszczanie posesji było surowo wzbronione. Brak pieniędzy zmusił grupę do kradzieży jedzenia, co skończyło się aresztowaniem, z którego z opresji wybawił ich dopiero producent Frank Zappa. Perkusista John „Drumbo” French wspominał, że przez miesiąc jego dieta składała się wyłącznie z małej filiżanki soi dziennie, co najlepiej obrazuje, w jak skrajnych warunkach powstawał ten muzyczny monolit.

Muzyka rockowa lat 70-tych - zagranica

Captain Beefheart walił w pianino. A potem zrzucał perkusistę ze schodów

Metoda kompozytorska była równie niekonwencjonalna, co warunki bytowe. Captain Beefheart, muzyczny samouk, który nie potrafił grać na fortepianie w klasycznym tego słowa znaczeniu, używał go jako narzędzia do rzeźbienia dźwięku. Uderzał w klawisze tak długo, aż znalazł fragmenty, które rezonowały z jego wizją. Następnie to na barki Johna Frencha spadało monumentalne zadanie przepisania tych chaotycznych zrywów na język nut. To on stał się faktycznym aranżerem, który składał w spójną całość poszatkowane pomysły lidera, chociaż ostateczne słowo co do kształtu kompozycji zawsze należało do Van Vlieta.

Napiętą do granic możliwości atmosferę podsycało nieobliczalne zachowanie Beefhearta, które zacierało granicę między artystycznym geniuszem a autentyczną niestabilnością psychiczną. Sam lider twierdził, że zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną, co miało tłumaczyć jego tyraniczne zapędy i ciągłe doszukiwanie się spisków w zespole. Podczas jednego z incydentów bez skrupułów zrzucił Johna Frencha ze schodów, każąc mu „iść na spacer”, po czym zastąpił go niekompetentnym perkusistą o pseudonimie „Fake Drumbo”. Goście odwiedzający dom opisywali wygląd muzyków jako „katafalkowy”, a ich zdrowie było kompletnie zrujnowane przez miesiące głodu i psychicznego wyczerpania.

Nagrali album w 6 godzin. A Beefheart śpiewał bez słuchawek

Po ośmiu miesiącach tej gehenny The Magic Band był gotowy, by z całym swoim arsenałem wejść do studia. W marcu 1969 roku, podczas jednej, zdumiewająco krótkiej sesji w Whitney Studios, zarejestrowano ścieżki instrumentalne na cały podwójny album. Choć relacje co do jej długości są sprzeczne, przyjmuje się, że trzon „Trout Mask Replica” powstał w ciągu zaledwie sześciu godzin. Był to wyczyn oparty na czystej pamięci mięśniowej i psychicznym uwarunkowaniu. Następnie Van Vliet przez kilka dni dogrywał swoje partie wokalne i dęte, stosując przy tym niezwykłą metodę. Odmawiał noszenia słuchawek, wsłuchując się jedynie w cichy pogłos muzyki dobiegający z reżyserki, co zaowocowało słynnym brakiem synchronizacji jego wokalu z podkładem.

Zapytany o ten zabieg, Beefheart odpowiedział zagadkowo: „Tak robią przed rajdem komandosów, nieprawdaż?”. To zdanie idealnie podsumowuje kontrowersyjny charakter całego przedsięwzięcia, w którym artystyczny zamysł niebezpiecznie splatał się z psychicznym znęcaniem. Proces powstawania albumu do dziś pozostaje owiany tajemnicą i sprzecznymi relacjami dotyczącymi przemocy, używania narkotyków czy prawdziwych motywacji lidera. Niezależnie od tego, czy była to wyrachowana strategia artystyczna, czy owoc chorego umysłu, „Trout Mask Replica” pozostaje spolaryzowanym arcydziełem i pomnikiem jednego z najbardziej ekstremalnych procesów twórczych w historii rocka. Przy tej historii większość rockowych ekscesów wygląda jak grzeczna szkolna potańcówka.