PopMart: stadionowy spektakl o reklamie i konsumpcji
Trasa PopMart ruszyła w 1997 roku, po sukcesie Zoo TV. U2 postanowili wówczas jeszcze mocniej postawić na wizualny rozmach. Koncertowa scenografia była komentarzem do reklam, masowej sprzedaży i statusu rockowej supergrupy. Nad stadionami górował liczący około 45 metrów szerokości ekran LED, jeden z największych wykorzystywanych wówczas na trasach koncertowych. Towarzyszyły mu żółta arka przypominająca znak McDonald’s oraz gigantyczna oliwka na koktajlowej wykałaczce.
Za koncepcję odpowiadali reżyser show Willie Williams i architekt sceniczny Mark Fisher, wcześniej współpracujący z U2 przy Zoo TV. Fisher traktował PopMart raczej jak projekt architektoniczny niż zwykłą scenę. Każdy element wymagał przecież transportu, montażu i precyzyjnie działającej mechaniki. Sama żółta arka z włókna szklanego przyjeżdżała na miejsce w dziesiątkach części, a cała produkcja była logistycznym kolosem.
Cytryna wiozła U2 na bisy
Najbardziej osobliwym elementem scenografii PopMart była cytryna o wysokości około 12 metrów. Wyglądała jak wielka kula dyskotekowa, ale była też samobieżnym pojazdem scenicznym. Konstrukcja przesuwała się po kładce łączącej główną scenę z B-stage, czyli mniejszą platformą ustawioną bliżej publiczności. W jej wnętrzu czekali muzycy, którzy po otwarciu konstrukcji mieli wejść na scenę podczas bisów. Ten moment łączył tematykę trasy z dyskotekowym klimatem utworu „Discothèque”.
Sekwencja była dokładnie zaplanowana. Pod koniec podstawowej części koncertu rozbrzmiewał „Lemon (Perfecto Mix)”, a cytryna zmierzała w stronę B-stage. Jej osłona miała się otworzyć, a U2 mieli wyjść na B-stage i rozpocząć „Discothèque”.
Na nagraniu „PopMart: Live from Mexico City”, zarejestrowanym w grudniu 1997 roku, można zobaczyć, jak ten fragment miał działać w idealnych warunkach. Cytryna nie była dodatkiem stojącym z boku sceny, lecz ważnym elementem reżyserii całego finału. Łączyła transport muzyków, światła, obraz na ekranie i zmianę miejsca gry. Każda taka sekwencja zależała jednak od sprawnego ruchu pojazdu, mechanizmu otwierania i idealnej synchronizacji wszystkich elementów.
Las Vegas: pierwsze problemy z cytryną
Kłopoty zaczęły się jeszcze przed oficjalnym startem trasy. Podczas próby technicznej w Las Vegas, 23 kwietnia 1997 roku, zawiódł mechanizm schodów albo otwierania konstrukcji. Członkowie U2 utknęli około sześciu metrów nad ziemią. Willie Williams zapisał później, że po tym incydencie zaufanie zespołu do cytryny gwałtownie spadło.
Dwa dni później odbył się premierowy koncert PopMart. U2 przerwali „Staring at the Sun” i zagrali utwór od początku, ponieważ pierwsze wykonanie nie przebiegało zgodnie z planem. Podczas „Discothèque” nadmiar suchego lodu zasłonił Edge’owi pedały efektów gitarowych. Muzyk musiał klęknąć, żeby znaleźć przełącznik po omacku. Trasa ruszyła więc z wyraźnymi problemami, choć jej rozmach miał przede wszystkim budzić zachwyt i rozbawienie.
Te wpadki nie świadczyły jednak o tym, że PopMart było źle zaprojektowane. Trasa wymagała technologii, która dopiero wchodziła do koncertowego obiegu, zwłaszcza w przypadku wielkiej ściany LED złożonej z około miliona diod. Jednak im większa była konstrukcja, tym więcej punktów mogło zawieść. Cytryna okazała się najbardziej widowiskowym i zarazem najbardziej ryzykownym elementem całego projektu.
Koszty codziennego działania PopMart sięgały według relacji prasowych około 214 tysięcy dolarów. Mimo mieszanych opinii, zwłaszcza po pierwszych amerykańskich koncertach, trasa zgromadziła ogromną publiczność i przyniosła wielkie wpływy. Techniczne problemy nie zatrzymały jednak trasy. Sprawiły jednak, że jego autoironiczny koncept zaczął czasem wyglądać jak niezamierzona parodia.
Oslo: U2 utknęli w cytrynie podczas bisów
Najgłośniejsza awaria wydarzyła się podczas koncertu w Oslo. Gdy nadszedł czas bisów, cytryna nie otworzyła się na czas i muzycy zostali zamknięci w środku. Zamiast efektownie pojawić się na B-stage, musieli wydostać się przez niewielki właz awaryjny z tyłu konstrukcji. Sytuacja natychmiast zaczęła być porównywana do scen z filmu „Oto Spinal Tap”.
To nie był odosobniony przypadek. W Sydney, po wcześniejszych problemach technicznych, zrezygnowano z użycia cytryny, co wymusiło zmianę planu bisów. W Osace zespół znów utknął w środku, a tym razem tylne wyjście również nie dawało łatwego rozwiązania. Powtarzające się usterki pokazywały, jak trudno utrzymać taką instalację w ruchu przez wiele miesięcy, w różnych miastach i warunkach pogodowych. Rekwizyt, który miał być punktem kulminacyjnym, regularnie wymagał planu awaryjnego.
Bono przyznawał później, że U2 sami podsycali opowieść o największej trasie, największych rekwizytach i największej cytrynie. Zespół chciał zakpić z własnej pozycji oraz z komercyjnej skali stadionowego rocka. The Edge tłumaczył, że muzykę traktowali poważnie, lecz rozbuchaną oprawą chcieli przekłuć balon supergwiazdorstwa. Część widzów widziała jednak głównie gigantyczne gadżety, a nie kryjący się za nimi komentarz.
Dlatego właśnie historia z Oslo tak mocno przylgnęła do PopMart. Awaria dosłownie zamknęła U2 w obiekcie, który miał wyśmiewać przerost formy nad treścią. Wielka cytryna stała się zarazem symbolem odwagi PopMart, technicznej ambicji tej trasy i jej najsłynniejszej wpadki.