The Clash zrezygnowali z własnych zysków dla fanów. Kulisy wydania potrójnego albumu "Sandinista!".

Brytyjska grupa The Clash zapisała się w historii jako formacja, która realnie postawiła interes słuchaczy ponad własny portfel. Wydając w 1980 roku potężny, potrójny album "Sandinista!", muzycy stoczyli batalię z wytwórnią o jego wyjątkowo niską cenę sprzedaży. Ta bezkompromisowa decyzja ugruntowała ich legendę, ale jednocześnie doprowadziła zespół do finansowej ruiny i ostatecznego rozpadu.

Czterech członków zespołu The Clash stoi na tle ceglanego muru. O kulisach wydania albumu Sandinista przeczytasz na EskaRock.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe
Oto lista najsmutniejszych piosenek w historii. Pojawiają się na niej rockowe numery

Potrójny album w cenie jednego. Jak The Clash przechytrzyli wytwórnię CBS przy "London Calling" i "Sandinista!"

Konflikt między The Clash a gigantem fonograficznym CBS Records o ceny płyt nie zaczął się wcale przy okazji "Sandinista!". Już rok wcześniej, wydając kultowe "London Calling", muzycy użyli sprytnego fortelu, aby nie obciążać portfeli swoich fanów. Przekonali szefostwo wytwórni, że album będzie składał się z jednej płyty długogrającej i darmowego, bonusowego singla. W rzeczywistości ten rzekomy dodatek był pełnoprawnym, drugim krążkiem winylowym. Kiedy kierownictwo CBS zorientowało się, że zostało zwyczajnie ograne przez punkowców, w biurach zawrzało. Wytwórnia zapowiedziała wtedy, że nigdy więcej nie pozwoli sobie na podobne zagrywki ze strony zespołu.

Sytuacja stała się krytyczna w 1980 roku, gdy zespół zamknął się w Electric Lady Studios w Nowym Jorku. Muzycy, będący u szczytu kreatywności, eksperymentowali z każdym możliwym gatunkiem – od reggae i dubu, przez jazz, aż po rodzący się właśnie rap. Efektem sesji było aż 36 utworów, z których żaden nie trafił do kosza. The Clash uparli się, że wydadzą wszystko jako potrójny album, ale jednocześnie postawili twardy warunek: cena dla klienta w sklepie musi pozostać na poziomie pojedynczej płyty. Dla korporacji oznaczało to czystą stratę, ponieważ same koszty produkcji trzech płyt winylowych i grubego opakowania przewyższały planowaną cenę detaliczną.

Drastyczne warunki ugody. Joe Strummer zrzeka się tantiem, by chronić portfele słuchaczy

Joe Strummer, lider i głos sumienia zespołu, był nieugięty w kwestii finansów. W tamtym czasie Wielka Brytania zmagała się z potężnym kryzysem gospodarczym i ogromnym bezrobociem, które dotykało głównie młodych ludzi z klasy robotniczej. Strummer uważał, że żądanie wysokiej kwoty za muzykę od osób, które ledwo wiążą koniec z końcem, byłoby zdradą punkowych ideałów. Walka o 5,99 funta za potrójne wydawnictwo była dla niego kwestią honoru, a nie biznesu.

Jeśli fani nas utrzymują, my musimy dbać o fanów – twierdził Joe Strummer w rozmowach z dziennikarzami, argumentując swoją bezkompromisową postawę wobec korporacyjnych wymogów

Aby dopiąć swego i zmusić CBS do wydania albumu w tak niskiej cenie, zespół musiał pójść na bolesne ustępstwa. Zawarto porozumienie, które w świecie show-biznesu było czymś niespotykanym. The Clash zrzekli się całkowicie swoich tantiem autorskich od pierwszych 200 000 sprzedanych egzemplarzy w Wielkiej Brytanii. Z kolei na rynku amerykańskim, gdzie cena była tylko nieznacznie wyższa niż standardowa, muzycy oddali wytwórni połowę swoich zysków ze sprzedaży do końca trwania kontraktu. W praktyce oznaczało to, że zespół produkował i promował płytę niemal za darmo, byle tylko fani mogli ją kupić tanio.

Milionowe długi i koniec wielkiego składu. Gorzka cena bycia "jedynym zespołem, który się liczy"

Choć gest The Clash był romantyczny i zapewnił im miano bohaterów ludu, w dłuższej perspektywie okazał się finansowym samobójstwem. Przez to, że zrezygnowali z wpływów ze sprzedaży "Sandinista!", nie byli w stanie spłacić ogromnych zaliczek, jakie pobrali od wytwórni na drogie sesje nagraniowe w Nowym Jorku czy na Jamajce. Zamiast zarabiać na milionach sprzedanych płyt, muzycy oficjalnie tonęli w długach wobec CBS Records, które sięgały kilku milionów dolarów. Sytuacja zmusiła ich do rzucenia się w wir wyczerpujących tras koncertowych, które stały się jedynym źródłem dochodu na opłacenie bieżących rachunków.

Ciągły stres związany z brakiem pieniędzy, zmęczenie fizyczne i konieczność spłacania gigantycznego długu zaczęły rozsadzać zespół od środka. To właśnie w tym okresie nasiliły się problemy narkotykowe perkusisty Toppera Headona, a relacje między Strummerem a gitarzystą Mickiem Jonesem stały się nieznośne. Finansowa pętla, którą muzycy sami założyli sobie na szyję w imię idei, ostatecznie doprowadziła do rozpadu klasycznego składu grupy w 1983 roku. Można powiedzieć, że "Sandinista!" była płytą, która ich unieśmiertelniła, ale jednocześnie zniszczyła ich jako spójny organizm.

Od nowojorskiego rapu po polityczne prowokacje. Co kryło 36 utworów na płycie "Sandinista!"

Mimo chaosu finansowego, zawartość muzyczna albumu do dziś budzi podziw swoją odwagą. To właśnie tutaj znalazł się utwór "The Magnificent Seven", który uznaje się za pierwszy rapowy numer nagrany przez biały zespół rockowy. Strummer napisał go pod wrażeniem nowojorskich ulic, na których z boomboxów ryczały pierwsze hity hip-hopu. Na płycie nie brakowało też dziwnych eksperymentów – utwór "Mensforth Hill" to po prostu inna piosenka puszczona od tyłu z dodatkowymi efektami, a w nowej wersji "Career Opportunities" gościnnie zaśpiewały małe dzieci klawiszowca, co było czystym spontanicznym żartem w studiu.

Polityczny wydźwięk albumu był równie mocny co jego cena. Tytuł bezpośrednio nawiązywał do nikaraguańskich rewolucjonistów, którzy obalili dyktaturę, co było wyraźnym sygnałem politycznym wysłanym w stronę rządów USA i Wielkiej Brytanii. Nawet numer katalogowy płyty w systemie CBS brzmiał "FSLN 1", co stanowiło skrót od nazwy Sandinistowskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego. Choć krytycy w momencie premiery byli podzieleni i zarzucali albumowi zbyt dużą objętość, historia przyznała rację The Clash. Pozostali jednym z niewielu zespołów, które naprawdę udowodniły, że muzyka i lojalność wobec słuchaczy są ważniejsze niż cyferki na koncie bankowym.