Gorzka opowieść o sąsiadach Dextera Hollanda i upadku amerykańskiego snu
Utwór „The Kids Aren't Alright” z 1998 roku to jeden z największych przebojów w karierze The Offspring, jednak jego energiczna melodia mocno kontrastuje z bardzo smutnym tekstem. Dexter Holland napisał go po powrocie do swojego rodzinnego Garden Grove w Kalifornii, gdzie na własne oczy zobaczył, jak tragicznie potoczyły się losy jego dawnych znajomych. Samobójstwa, uzależnienia od narkotyków i bezrobocie stały się codziennością ludzi, którzy jeszcze kilka lat wcześniej mieli przed sobą całe życie. Tytuł piosenki jest bezpośrednim i ironicznym nawiązaniem do hitu zespołu The Who pod tytułem „The Kids Are Alright” z 1965 roku, sugerując, że czasy beztroski bezpowrotnie minęły.
Kiedy przyszło do nakręcenia teledysku, zespół potrzebował czegoś, co oddałoby to poczucie chaosu i gęstą atmosferę zniszczonych życiorysów. Reżyser Yariv Gaber nie chciał robić kolejnego standardowego klipu o skaterach i koncertowym szaleństwie. Postanowił sięgnąć po koncepcję, która kilkanaście lat wcześniej zachwyciła światowe kino i zdobyła najważniejszą nagrodę w branży filmowej.
Oscarowy fundament z łódzkiego Studia Se-ma-for
Inspiracją dla Yariva Gabera był film krótkometrażowy pod tytułem „Tango”, zrealizowany w 1980 roku przez Zbigniewa Rybczyńskiego w łódzkim studiu Se-ma-for. To ośmiominutowe dzieło przedstawia mały, klaustrofobiczny pokój, przez który przewija się aż 36 postaci wykonujących powtarzalne czynności. Widzimy tam chłopca wrzucającego piłkę, kobietę karmiącą dziecko czy hydraulika, a kluczowe jest to, że mimo ogromnego tłoku, bohaterowie całkowicie się ignorują i nigdy na siebie nie wpadają. Rybczyński osiągnął ten efekt bez użycia komputerów, co w tamtych czasach było wręcz nadludzkim wysiłkiem.
Twórca musiał ręcznie narysować około 16 000 masek izolujących poszczególne postacie, co zajęło mu niemal rok żmudnej pracy przy kopiarce optycznej – wspominał reżyser w rozmowach o kulisach produkcji
Wysiłek ten został doceniony na całym świecie. 11 kwietnia 1983 roku podczas 55. ceremonii wręczenia Oscarów, „Tango” zdobyło statuetkę za najlepszy krótkometrażowy film animowany. Był to pierwszy Oscar dla polskiego filmu w historii, który na zawsze zapisał się w dziejach światowej kinematografii i jak się okazało, dekadę później stał się fundamentem dla punkrockowego hitu.
Przeniesienie wizji z Łodzi prosto do Kalifornii
W 1999 roku Yariv Gaber zaprezentował muzykom The Offspring „Tango” jako główną inspirację wizualną. Chciał przenieść pomysł Rybczyńskiego w realia amerykańskiego przedmieścia końca XX wieku. Scenografia klipu do „The Kids Aren't Alright” przedstawia sterylny pokój, który z czasem wypełnia się postaciami – od członków zespołu, przez skaterów, aż po agresywną młodzież. W przeciwieństwie do polskiego oryginału, w teledysku zastosowano nowoczesną technologię cyfrową. Zamiast ręcznego wycinania klatek, użyto kamer sterowanych komputerowo oraz techniki blue box, co pozwoliło nagrać każdą postać z osobna i precyzyjnie nałożyć je na siebie w postprodukcji.
Gaber rozwinął pierwotny pomysł, dodając do niego efekt morphingu. Dzięki temu twarze muzyków płynnie zmieniają się w twarze przypadkowych ludzi, co jeszcze bardziej podkreśla upływ czasu i utratę tożsamości bohaterów utworu. Choć proces ten był bardzo kosztowny i czasochłonny, ostateczny efekt przyniósł reżyserowi nominację do nagrody MTV VMA. Teledysk do dziś jest analizowany w szkołach filmowych jako doskonały przykład wykorzystania kompozycji cyfrowej w muzycznym formacie.
Noc w areszcie i bójka z ochroną czyli punkowy duch Rybczyńskiego
Ciekawym dopełnieniem tej historii jest fakt, że Zbigniew Rybczyński pasował do świata punk rocka bardziej, niż mogłoby się wydawać. Podczas odbierania swojego Oscara w 1983 roku reżyser wywołał skandal, który idealnie koresponduje z buntowniczym charakterem The Offspring. Rybczyński w trakcie ceremonii wyszedł z sali na papierosa, a gdy próbował wrócić, ochrona nie chciała go wpuścić, nie wierząc, że jest laureatem. Doszło do szamotaniny z policjantem, w wyniku której polski artysta spędził noc w amerykańskim areszcie, mając na sobie galowy smoking. Ta anarchiczna anegdota sprawia, że wybór jego twórczości jako bazy dla teledysku kalifornijskiej kapeli wydaje się jeszcze bardziej trafny.